254 obserwujących
1892 notki
2997k odsłon
  1776   0

Nowa Polska - cz.1

- W Ojczyźnie trwa powstanie. Europa jest dla nas bardzo ważna – zauważyłem.

- Tak, tak – Mickiewicz był tak zirytowany, że już nie tyle bębnił, a skrobał paznokciami blat. - Wszystkim nam zależy na jak najszybszym wyzwoleniu naszej prawdziwej Ojczyzny. Ale to wielkie dzieło może się nie udać, jeśli pozwolimy skorpionom hasać po teksańskiej pustyni.

- Pan prezydent utracił zaufanie do generała Zamoyskiego?

- Tak, mój drogi Ludwiku, utraciłem. I nie tylko do niego. Ale tobie ufam! Dlatego jutro rano ruszaj do Nowego Kijowa.

Zbierałem się już do wyjścia, gdy prezydent dodał, tonem po ojcowsku czułym:

- Ludwiku, nie mogę ci dać całej armii. Mam nadzieję, że twój spryt pomoże ci poradzić sobie z Oladowskim. Ale jeśli zobaczysz, że nie masz szans... to po prostu uciekaj.

Uśmiechnąłem się do swojego szefa, pożegnałem dziarskim salutem i ruszyłem ku drzwiom.

***

Kiedy przechodziłem obok gabinetu któregoś z pomniejszych prezydenckich urzędników, pochwyciły mnie drobne (ale silne) rączki i wciągnęły do środka.

- Panna Grażynka? - spytałem głupio, widziałem, kogo przed sobą mam. Czarne oczy spoglądały na mnie chwilę – sam nie wiem, badawczo, albo figlarnie, po czym klucz zachrzęścił w zamku.

- No, to mamy chwilkę – mruknęła Grażyna siadając na biurku. Zarzuciła nogę na nogę niczym kurtyzana,  zaszeleściła falbankami z Nowogródczyzny i wycelowała we mnie palec.

- Potrzebuję cię!

- Ależ panienko...

- Przestań mi panienkować – prychnęła niczym zagniewana kotka. - Przeczytaj najpierw to.

Grażyna wyciągnęła zza gorseciku niewielki papier. Przy okazji rozwiązało się jej kilka sznureczków. Przyznam, że nie odwróciłem wzroku, ale dziewczyna zupełnie się tym nie przejęła. Wręczyła mi kartkę i zaczęła poprawiać garderobę.

- Czytaj, zamiast się na mnie gapić.

Przesunąłem wzrok na dokument i nieomal usiadłem z wrażenia. Pismo było – znanym mi dobrze – glejtem wydawanym agentom przez Tajną Służbę Rzeczpospolitej. Rozpoznałem pieczęć Tajnej Służby oraz podpis Zamoyskiego.

- Pracujesz w Hotelu Lambert? Taka młoda?

- Mam więcej lat, niż ci się wydaje. I więcej doświadczenia – dodała dwuznacznie. A może właśnie jednoznacznie. - Wiem, że wyruszysz na Zachód. Muszę jechać z tobą. Wymyśliłabym jakąś bajeczkę dla ciebie, wiesz, o chorych rodzicach, braku pieniędzy na podróż, czy coś takiego. Ale uwodzenie ciebie zajęłoby zbyt dużo czasu, którego nie mam.

- A... ale prezydent?

Załapała w lot, o co mi chodzi.

- Cóż, jestem tylko dziewczyną, która by nie chciała posiedzieć na kolanach u prezydenta. I to w dodatku poety – zachichotała niczym trzpiotka. Nie uwierzyłem jej. „I jak się dowiedziała, że jadę na Kresy? Mickiewicz szeptałby jej takie rzeczy?”, myśli pojawiały się jedna za drugą. Ale zadałem już tylko jedno pytanie:

- Prezydent nie wie, że tulił się do szpiega?

- Nie wie. Wiedzą tylko ci, którzy mają wiedzieć. Ty musisz, on niekoniecznie. - Grażyna zeskoczyła z biurka i sięgnęła ku kluczowi. - Widzę, że dałem ci trochę materiału do przemyśleń. Namyślaj się spokojnie. Zobaczymy się jutro przed koszarami ułanów Mam nadzieję, że mnie ze sobą weźmiesz.

Wybiegła i już jej nie było. Nawet nie zauważyłem, kiedy zdążyła mi wyjąć z ręki swój cenny dokument. Odetchnąłem głęboko raz, a potem drugi.

***

Rano pojawiła się oczywiście w koszarach szwoleżerów. Siedziała po męsku na mustangu i początkowo wziąłem ją za indiańskiego przewodnika. Miała na sobie spodnie z frędzlami i skórzaną kurtkę. Włosy schowała pod kolorową chustę. Spojrzała na mnie z góry, a ja tylko wzruszyłem ramionami.

Kilka godzin później byliśmy już daleko poza zabudowaniami Kościuszkowa. Jechaliśmy na czele kolumny ułanów. W trójkę – ona, ja i młody rotmistrz Aleksander Edelstein. Edelstein, syn lekarza z Łomży, przybył do Teksasu niedawno – ale już w glorii bohatera. Służył w powstaniu od pierwszego dnia, wziął udział w wielu bitwach. W marcu jego oddział został rozbity. Edelstein przedostał się przez granicę, ale szybko wpadł w ręce Prusaków. Na szczęście ludzie Hotelu Lambert czuwali. Kilka drobnych łapówek wystarczyło, aby nasz dzielny żołnierz był wolny (fama Prusaków jako wielkich służbistów jest naprawdę przesadzona). Edelstein chciał wracać do powstania, ale w końcu przekonano go, że w Nowym Świecie lepiej przysłuży się polskiej sprawie. Dzięki temu dwa miesiące temu zszedł na ląd w Kościuszkowie.

Przystojny Edelstein czarował Grażynkę opowieściami o powstańczych bitwach i podróży przez Europę. Ona wpatrywała się w niego jak w obrazek, na mnie nie zwracając uwagi. Uznałem więc, że będę w podróży świadkiem gorącego romansu.

Ponieważ świergocząca wesoło parka pogrążyła się we własnym świecie, z nudów zacząłem uważniej obserwować wydarzenia na trakcie. A działo się wiele. Od strony Antonina maszerowali żołnierze przegrupowujący się na naszą wschodnią granicę. Rozpoznawałem kolejne pułki piechoty.  Niepokój wzbudzała ich ilość. Wyglądało na to, że przy granicy z Meksykiem zostawiamy tylko szczątkowe siły. A przecież nasz południowy sąsiad ogarnięty był wojną domową, trwała francuska interwencja i w każdej chwili Rio Grande mogły przekroczyć oddziały któregoś watażki. Albo Napoleona III.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura