W Skierniewicach 28.10.2010 dwudziestosześcioletnia matka zostawiła w zamkniętym samochodzie dwóch synów: trzyletniego i czteroletniego. W tym czasie poszła odebrać ze szkoły 7-letnią córkę. Kiedy wróciła samochód był wewnątrz zadymiony. Paliło się tylne siedzenie, na którym w fotelikach były dzieci. Chłopcy są w ciężkim stanie, podłączeni do respiratorów. Mają poparzone twarze, ręce, nogi i górne drogi oddechowe.
Wprawdzie matka jest palaczką, ale powiedziała policji, że nie paliła w samochodzie. W popielniczce były jednak niedopałki. Ja uważam, że od niedopałka nie mógł gwałtownie wybuchnąć taki ogień. Matka dzieci twierdzi, że nie było jej tylko pięć minut.
Może jakiś szaleniec otworzył drzwi albo bagażnik i podpalił dzieci? Znawcy zwyczajów polskich kierowców mówią, że kiedy wyrzuca się niedopałek papierosa przez uchylone okno, to wiatr wpycha go do środka auta, a kierowca tego nie zauważa. Myślę, ze to jest argument z kategorii bredni. Trzeźwy kierowca musi coś takiego zauważyć.
Natomiast całe zdarzenie, to po prostu zbrodnia. Nie widzę żadnego usprawiedliwienia dla matki tych tragicznie doświadczonych malców. Nie zostawia się dzieci w tym wieku ani na moment bez opieki. Równie dobrze mogłyby zostać porwane.
Człowiek nie może spokojnie położyć się spać, bo codziennie ma głowę nabitą obrazami śmierci, nieszczęść, głupoty i niekończącej się nienawiści wśród polityków.
PS
Może „zbrodnia” w tym przypadku to za dużo powiedziane. Jednak atmosfera ostatnich dni jest naznaczona zbrodnią. A to się udziela jak niekorzystny biomet…



Komentarze
Pokaż komentarze (3)