Bardzo dobrze, że pan Błaszczak z PiS wyszedł ze studia Radia Zet i niech tam już nie wraca. Niech nie pozwala dożywiać się co niedzielę frykasami Magdy Gessler, a zapanuje spokój po obu stronach – w studio i przy odbiornikach radiowych ludu pracującego miast i wsi.
Jestem słuchaczem „7 dnia tygodnia” Moniki Olejnik, jak również Salonu Politycznego Beaty Michniewicz w „Trójce”. Obie panie mają ten sam problem. Od pewnego czasu w audycjach tych panuje wrzask jak w schronisku dla zwierząt. Wszyscy mówią JEDNOCZEŚNIE. Przerywają sobie nawzajem. Kiedy nadmuchana pychą medialna gwiazda polityczna zacznie mówić, to mówi wszystko, od Adama i Ewy począwszy. Dziennikarka nie ma siły, żeby zamknąć mówiącemu usta. Błaga, „panowie, panowie, umówiliśmy się, że nie będziemy mówili jednocześnie”. Ale mówiący nie przestaje. Mówi jednocześnie z dziennikarką i z przeciwnikiem politycznym. Robi się harmider nie do strawienia.
Co z tego, ze Polacy mają rozgłośnie radiowe, stacje telewizyjne, nowoczesny sprzęt, skoro traktują się nawzajem jak dzikusy. W tej sytuacji do prowadzenia dyskusji wystarczyły by kłonice i sztachety.
Od kiedy tylko pamiętam scysje i spięcia wynikały z „uciszania” pana Błaszczaka. On nie czekał, aż prowadząca audycję udzieli mu głosu, tylko wcinał się i mówił; mówił jak długo mu się chciało. Z początku za ten „bałagan” oskarżałem Monikę Olejnik. Ale co ona biedna miała zrobić? Miała zamienić się w Żyrinowskiego i chlusnąć posłowi w twarz szklankę zimnej wody mineralnej? Był też niedawno taki moment, że europoseł Marek Siwiec o mało co nie spoliczkował przy stole ikony medialnej PiSu, pana posła Błaszczaka.
Ja uważam, że obie audycje, zarówno w Radiu Zet jak i w „Trójce” są dobre, poruszają wiele ciekawych aktualnych spraw, jedynym zgrzytem dla słuchaczy jest ten nieszczęsny rodzimy savoir vivre...


Komentarze
Pokaż komentarze (9)