135 obserwujących
4265 notek
1873k odsłony
  230   0

Nie róbmy dobrej miny do złej gry...

Przez 250 lat z okładem mówiliśmy, jak to źle dla Polski, gdy nasi sąsiedzi z zachodu i wschodu, a więc Niemcy (Prusy) i Rosja, dogadują się ponad głowami Polski. I to obojętnie, czy Rzeczpospolita jest, istnieje formalnie na mapie Europy, czy nie (w okresie rozbiorów). To przykre, że dzisiaj do tego niewątpliwego dogmatu należy dodać inną obawę: gdy Niemcy z Ameryką dogadują się ponad głowami Polski i naszego regionu Europy, to nic dobrego dla nas i naszych wschodnich i południowych sąsiadów nie wynika.

Ostatnia wizyta kanclerz Merkel w Waszyngtonie, a jednocześnie pierwsze spotkanie 46. prezydenta USA z przywódcą największego państwa członkowskiego Unii Europejskiej pokazało zarysowujący się sojusz – mimo werbalnych różnic – który dobrze nie wróży.

Jestem długo w polityce i rozumiem doskonale emocje, które nią targają. Rozumiem też prymat polityki wewnętrznej nad polityką międzynarodową praktycznie w każdym kraju na świecie. Rozumiem zatem, że Joseph Robinette Biden i demokraci nigdy nie zapomną i nigdy nie wybaczą Donaldowi Johnowi Trumpowi zwycięstw i jego upokarzania amerykańskiego establishmentu (którego zresztą był częścią). Stąd też odruch Pawłowa w Białym Domu: jak Trump publicznie sztorcował Niemców i jego administracja zwalczała Nord Stream 2, to teraz Waszyngton będzie Niemców przytulał i w praktyce zgadzał się na ukończenie Gazociągu Północnego. Skądinąd podobnie z Francją: Macron w pewnym momencie poszedł na taktyczny sojusz z Trumpem, więc dzisiaj Paryż, przecież ideologicznie bliski „wartościom”, które wyznaje Biden i jego obóz, jest traktowany przez nich „per noga”, a demokraci faworyzują Berlin. Sam J.R. Biden stał się najbardziej proniemieckim prezydentem od czasów: republikanina George’a Walkera Busha (czyli Busha juniora).

Wszystko to ciekawe i pouczające, ale mnie jako polskiego polityka interesuje dobro mojego kraju. A w naszym interesie narodowym nie jest porozumienie naszego sojusznika numer 1, czyli Stanów Zjednoczonych, z największym państwem UE, czyli Niemcami, jeśli odbywa się ono kosztem państwa polskiego. A tak się dzieje, ponieważ akceptacja przez Waszyngton Nord Streamu, niezależnie od jego intencji, godzi w nasze strategiczne interesy. Ten nowy amerykańsko-niemiecki sojusz to część geopolitycznych ruchów tektonicznych, które pojawiły się po listopadowym zwycięstwie Bidena w wyborach prezydenckich w USA.

Z Ameryką łącza nas stałe interesy, ale to nie oznacza, że będziemy robić dobrą minę do ich złej gry. Powinni to zrozumieć jak najszybciej. Powinniśmy im to jak najszybciej uświadomić...

*tekst ukazał się  na portalu gpcodziennie.pl 

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka