136 obserwujących
4312 notek
1879k odsłon
  173   0

Młodzi siatkarze mają złoto, starsi o to walczą – a ja patronuję MŚ na żużlu ...

Zakończyła się przygoda polskich siatkarek z bułgarsko-serbskimi Mistrzostwami Europy. Wpadliśmy w ćwierćfinale na Turcję, aktualnego wicemistrza Europy, reprezentację rozwścieczoną po sensacyjnej porażce w ćwierćfinale IO z trenowaną przez włoskiego coacha Koreą Południową. Trener Ireneusz Mazur słusznie podkreślił, że nasza porażka zaczęła się parę dni wcześniej. Gdyby Polki po czterech zwycięskich meczach wygrały piąty z Bułgarią, to wówczas w ćwierćfinale wpadłyby na Holenderki, które można było ograć, a przynajmniej nawiązać walkę. Dużo, dużo trudniej było z Turczynkami, wzmocnionymi w styczniu przez naturalizowaną Kubankę – w tureckich mediach społecznościowych widziałem zdjęcia, jak akt obywatelstwa dla niej podpisywał osobiście prezydent kraju Recep Erdogan, a trener Guido Guidetti (ożeniony zresztą z Turczynką) skromnie stał z boku.

Cóż, to jest jednak regres, bo w ME 2019 byliśmy w pierwszej „czwórce”, a teraz w „ósemce”.

Trzeba wierzyć, że to, co nie udało się dziewczynom, uda się naszym chłopakom, którzy są chyba jeszcze bardziej wściekli po ćwierćfinale IO w Tokio niż wspomniane już Turczynki.

Nasi seniorzy powinni wziąć przykład z juniorów (U-19),którzy w Teheranie zdobyli tytuł mistrzów świata, wygrywając 7 meczów pod rząd i tracąc ledwie jednego seta. Powtórzyli wynik starszych kolegów (m.in. Jakuba Kochanowskiego) z 2015 roku...

Sensacyjne złoto w MP siatkówce plażowej przypadło tandemowi Zdybek-Lewandowski z Gwardii Wrocław. Jeden z komentatorów porównał to do sytuacji, w której w europejskich pucharach jakiś klub z polskiej Ekstraklasy wygrywa z… Bayernem Monachium! Przebieg finału naszej wrocławskiej pary z polskimi olimpijczykami w Tokio był niezłym „roller coasterem”. Nasi obronili parę meczboli i wygrali, ku osłupieniu mediów. Wcześniej triumfowali w trzech turniejach Plaża Open, w dwóch pozostałych też byli bardzo wysoko. Przesłanie jest jednoznaczne: muszą trafić do reprezentacji Polski. Teraz, od razu! Gdy gratulowałem im sukcesu dosłownie parędziesiąt minut po zwycięskim finale w Mysłowicach na Śląsku, powiedziałem wprost, że jako cel powinni sobie postawić… medal na IO w Paryżu! Tak! Trzeba poprzeczkę stawiać wysoko, jak najwyżej. Tylko wtedy można coś osiągnąć. Skądinąd uważam, że na igrzyskach za trzy lata powinien być również tandem żeński, którego ostatnio zabrakło, a mężczyźni – obojętnie która z dwóch par, najlepiej obie – powinni bić się o podium.

Informacja w mediach, że dotychczasowy sponsor trzeciej drużyny siatkarskiej kraju – Orlen Paliwa – przeszedł do… koszykówki, zostając sponsorem Legii Warszawa. To świadczy o ekspansywności „kosza” i o tym, że coraz więcej klubów w tej dyscyplinie – mimo pandemii – ma coraz większe budżety. Władze naszej koszykówki są, jak widać, sprawne.

W odstępie ledwie sześciu dni aż dwukrotnie byłem na Podkarpaciu. Po pierwsze dlatego, aby spotkać się z kadrą siatkarzy U-23 Daniela Pińskiego przygotowującą się do mistrzostw świata w Bułgarii i Włoszech. Przy okazji byłem na żużlowym meczu Południe-Północ. Oba zespoły tworzone były przez najlepszych jeźdźców I Ligi, przy czym każdy klub nie mógł dać więcej niż dwóch zawodników. Na stadionie „Wilków” w Krośnie (tym samym na którym jesienią 2020 oglądałem awans miejscowych do I Ligi) przy sporej publiczności wygrali ci z Południa (w tym miejscowi oczywiście). Odnotowuję, że drużynę z Północy prowadził sympatyczny i lubiany przez wielu z nas Adam Skórnicki, niegdyś świetny żużlowiec. Właściwie nie powinien pisać: „niegdyś”, bo raptem po 140 godzinach tego samego Adama Skórnickiego zobaczyłem na… liście zawodników w finale Mistrzostw Świata na długim torze. Co prawda był rezerwowym i w końcu nie pojechał ani razu, ale w plastronie z białym orłem prezentował się świetnie. Na tymże turnieju MŚ w long tracku, drugim w tym sezonie, świetnie spisał się jadący z „dziką kartą” Stanisław Burza. Rok temu też startował z „dziką kartą”, też w Rzeszowie i tak jak teraz stał na podium. Wtedy i dziś był trzeci. W tym roku MŚ w mało w Polsce popularnym żużlu na długim torze miały się składać z pięciu turniejów. Trzy odwołano i ten w stolicy Podkarpacia zadecydował o medalach.

W Rzeszowie wygrał Niemiec z polskimi korzeniami Martin Smoliński - tak ten sam, który sensacyjnie wygrał kiedyś GP w Nowej Zelandii jeszcze wtedy, gdy Anglicy z Benfield Sport International inwestowali w żużel i robili Grand Prix na Antypodach – a Stanisław Burza był trzeci. W klasyfikacji generalnej Smoliński został wicemistrzem globu, a tryumfował Holender Romano Hummel.

Napisałem tyle o meczu Południe-Północ i MŚ na długim torze z prostego powodu. Nie tylko dlatego, że na nich byłem, ale także dlatego, że jedne i drugie zawody odbyły się pod moim Patronatem Honorowym. Nie pierwszy raz: patronowałem rywalizacji Północ-Południe już trzeci raz z rzędu, a mistrzostwom świata w long tracku drugi rok z rzędu.

A w ostatni piątek pod moim Patronatem Honorowym odbyły się w Grudziądzu (w II RP dyrektorem teatru był tam mój dziadek Henryk Karol Czarnecki) Mistrzostwa Polski Par Klubowych. Też nie pierwszy raz, bo patronuję im od 2017 roku czyli piąty rok z rzędu…

Na koniec pochwała polskich futbolistów: grali, jak grali, ale dobrze prezentujących się Albańczyków pokonali aż 4-1 i zostali wiceliderami grupy. Krok w kierunku Mundialu zrobili...


*tekst ukazał się w tygodniku „Słowo Sportowe” (06.09.2021)


Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport