136 obserwujących
4317 notek
1880k odsłon
  127   1

180 miesięcy czekaliśmy na złoto w „Ekstralidze”...

Jeszcze chyba nie wszyscy ochłonęliśmy. Ba, czekaliśmy na to długie (!) 180 miesięcy. W życiu człowieka 15 lat to długi okres ,a klubu sportowego – jeszcze dłuższy. Przecież niewiele mamy klubów z tradycja choćby 80-letnia, a dziarskich 80-latków, dziadków i babć, mnóstwo. I właśnie równo 15 lat czekaliśmy – my, we Wrocławiu, my, na Dolnym Śląsku na tytuł żużlowego mistrza Polski. I teraz jest ! Teraz „cała Polska w cieniu ...Sparty” – by strawestować zawołanie piłkarskich kibiców WKS „Śląska” Wrocław.

Betard Sparta była, może nie od razu, faworytem Ekstraligi. Początkowo jednym z kilku. Potem, gdy okazało się, że ubytek b. mistrza (i 2 razy wicemistrza) świata juniorów Bartka Smektały i aktualnego, do ostatniego piątku, wicemistrza globu U-21 Dominika Kubery jest dla „Byków” z Leszna porażający – zaczęto coraz głośniej mówić miłe dla uszu słowa „czas na Wrocław”. Potem „mój” klub (ktoś, kto był przez osiem lat prezesem i wiceprezesem Atlasu Sparty ma chyba prawo tak mówić?) stał się faworytem nr 1.

Ale finał był trudniejszy niż myśleliśmy. Nie zadaliśmy ostatniego ciosu gospodarzom w Lublinie ,a Motor u nas po przejechaniu 10 biegów czyli po dwóch trzecich meczu był… mistrzem Polski, bo prowadził 2 punktami. Następnie jednak, „przyszła kryska na Matyska” i Wrocław mógł świętować.

A swoją drogą, jak to się zmienia: kiedy ja byłem prezesem Atlasu Sparty Wrocław, mieliśmy największy budżet w Polsce, bo poza prywatną firmą, producentem klejów i innych akcesoriów tego typu, ściągnąłem Telekomunikację Polską, wówczas jeszcze firmę państwową, zanim ją sprzedano Francuzom. To, że byliśmy najbogatszym klubem w Polsce, budziło zawiść, a czasem nienawiść w innych klubach, a zwłaszcza ich kibiców. Pamiętam reakcję w Lesznie, Częstochowie czy Pile. Jak byliśmy w Pile, tamtejsi kibice krzyczeli „Kasa to nie wszystko!”. Po latach na finał do nas przyjechał obecnie najbogatszy klub nad Wisłą, Odrą i Wartą – Motor Lublin. Teraz to my możemy z dumą powiedzieć: „Kasa to nie wszystko!”.

Gdy piszę te słowa, właśnie dojeżdżam do Pardubic, czeskiego miasta znanego z wyścigów konnych („Wielka Pardubicka”), żużla („Zlata Prilba”) i „Przygód dobrego wojaka Szwejka” Jarosława Haszka. Kolejny raz z rzędu odbywa się tu finałowy turniej IMŚJ czyli żużlowego czempionatu U-21. Po raz szósty z rzędu IMSJ jest pod moim Patronatem Honorowym. W pięciu poprzednich edycjach Polacy zdobywali złoto trzy razy, a Australijczycy dwukrotnie. Bywały lata, że Polacy zajmowali całe podium albo przynajmniej dwa miejsca na nim.

Pardubice i stadion „Marketa” w Pradze to obiekty, które odwiedzam od wielu lat i kojarzą mi się ze starym, romantycznym żużlem. Nie są to zawody, jak na supernowoczesnej toruńskiej „Motoarenie”- jest rodzinna atmosfera, przypominająca momentami piknik, ludzie jedzą kiełbaski i piją piwo i jest tak, jak było w speedway’u 20-30 lat temu. Podobne wrażenie mam jak jestem na żużlu w Danii, w Vojens. Wiem, oczywiście „czarny sport” idzie naprzód, rządzi telewizja, stadiony są coraz bardziej topowe, ale ja coraz częściej tęsknię za tym starym, dobrym żużlem. Nie tylko zresztą ja. Może dlatego, że starzejemy się i tęsknimy za czasami, kiedy byliśmy równie piękni (ha, ha), ale jednak młodsi.

Po zawodach nocą samochodem do Torunia, gdzie przez dwa dni tradycyjnie już odbywa się Grand Prix. Pardubice z Toruniem mają także to wspólnego, że już od lat w obu miastach odbywają się turnieje finałowe Indywidualnych Mistrzostw Świata: juniorów w Republice Czeskiej, a seniorów w Rzeczypospolitej Polskiej.

Słyszę, że Amerykanie z Discovery biorą na pokład ludzi z Eurosportu, ale także niektórych Polaków i będą na GP chcieli robić większe „show” niż robili to ich poprzednicy, Brytyjczycy z Benfield Sport International. Życie pokaże, co z tego będzie.

Rzadko w tym miejscu piszę o futbolu, ale teraz to uczynię. Muszę pochwalić, o dziwo, warszawską Legię, która jest … samodzielnym liderem grupy w Lidzie Europejskiej! Nikt się tego pewnie nie spodziewał, gdy warszawiacy sensacyjnie wyeliminowali klub dużo wyżej od niech stojący w rankingach czyli SK Slavię Pragę. Skądinąd to zadziwiający paradoks, że Legia prowadzi w LE, a w polskiej Ekstraklasie jest … tuż nad strefą spadkową! Ledwo początek sezonu, a już poniosła cztery porażki, a więc tyle samo, co w sezonie 2020/2021. Niektórzy dowcipnisie mówią, że w tym roku Legia wygra Ligę Europejską, ale spadnie z naszej Ekstraklasy… Oczywiście to nieprawda – przynajmniej, gdy chodzi o tę drugą część.

Tydzień temu wystartowała siatkarska Tauron Liga kobiet, w ten weekend jedna z dwóch najsilniejszych męskich lig na globie czyli nasza Plus Liga. A ja poszedłem tam, gdzie nie ma kamer telewizyjnych: na inaugurację I (a więc de facto drugiej) Ligi pań, gdzie grało dwóch debiutantów: AZS AWF Warszawa gładko wygrał z Libero Aleksandrów Łódzki. Ten drugi klub kupił miejsce w lidze po Politechnice Gliwickiej, która była jedynym klubem w czterech ligach, męskich i żeńskich, na dwóch najwyższych poziomach rozgrywkowych, który wycofał się z rozgrywek. To też świadczy o sile polskiej siatkówki.

A w najbliższy weekend, w sobotę w Rybniku zapraszam na pożegnanie sezonu żużlowego i pożegnanie Marka Cieślaka jako trenera kadry narodowej: mecz Polska - Reszta Świata pod moim Patronatem Honorowym....

*tekst ukazał się w tygodniku "Słowo Sportowe" (04.10.2021)

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport