Hipolit? Nie. Hipopotam? Nie. Hipochondryk? Niekoniecznie. Hipokryzja? Tak. To słowo pasuje najlepiej do rządzących polityków i zaprzyjaźnionych z nimi mediów ,gdy oskarżają prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego o polityczne powiązania. Rzeczywiście, zbrodnia to niesłychana : wspierał go poprzedni prezydent, wspiera obecny ,a były już wicepremier i minister skarbu nie zamykał przed nim drzwi państwowych spółek.
Adwersarzami prezesa Radosława Piesiewicza mają być rzekomo apolityczni prezesi związków sportowych. Ich „apolityczność” przejawia się w tym, że jeden z owych prezesów był posłem z ramienia PO, drugi prezes również był parlamentarzysta, zresztą z tej samej partii ,a jeszcze w dodatku ministrem, trzeci (trzecia) prezes kandydatem tej samej partii do europarlamentu. Do kolejnego związku przymierza się obecny poseł i również jest z głównej partii rządzącej. Uwaga: nie mam nic przeciwko politykom pełniącym funkcje w sporcie, bo nie jestem właśnie hipokrytą: sam byłem wszak wiceprezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej, członkiem Prezydium Zarządu PKOl, a wcześniej wiceprzewodniczącym Wydziału Zagranicznego Polskiego Związku Piłki Nożnej. Gdy mówiono o mnie w mediach w kontekście sportu zawsze podkreślano, że jestem politykiem. Nie miałem nic przeciwko temu: była to wszak prawda. Tyle, że dzisiaj te same media, które oburzały się święcie, jak mogę pełnić kierownicze funkcje w polskim sporcie czy ubiegać się o fotel prezesa PZPS, nawet jednym krytycznym słowem się nie zająkną ,gdy kolejny poseł partii rządzącej ogłasza, że chce być prezesem kolejnego związku sportowego ! Jak widać, nad polskim sportem unosi się duch George Orwella i jego „Folwarku zwierzęcego” ,w którym wszystkie zwierzęta były równe, ale świnie „równiejsze”.
Poza duchem Brytyjczyka Orwella nad naszym sportem i okolicami unosi się również inny duch : pierwszego polskiego noblisty w dziedzinie literatury Henryka Sienkiewicza. To przecież on wymyślił murzynka - przepraszam wyznawców politycznej poprawności, ale jako żywo nasz rodak nie pisał o "afro- coś tam" ,tylko konkretnie o Murzynie o imieniu Kali. Gdy ów Kali ukradł krowę- było dobrze. Ale gdy jemu ukradziono - to było parszywe złodziejstwo. Henryk Sienkiewicz nie żyje od 110 lat ,ale jego Murzyn Kali ma się nad Wisłą i Odrą świetnie tyle, że ma biały ,a nie czarny kolor skóry.
Gdyby za cztery lata wprowadzono na Igrzyska Olimpijskie dyscyplinę „hipokryzja” to znam gości, którzy od razu byliby faworytami...
"Artykul ukazal sie w tygodniku "Sieci"


Komentarze
Pokaż komentarze (1)