Ryszard Surmacz
Nie bądźmy naiwni.
4 obserwujących
66 notek
20k odsłon
2268 odsłon

List do Prezesa

Wykop Skomentuj54

Panie Prezesie, sprawy socjalne zostały ustawione. Teraz, jeżeli chce Pan utrzymać pozycję partii i zachować władzę, proszę zacząć odbudowywać naród polski. Bo to on głosuje i decyduje. Historia pokazuje, że państwo można łatwo zniszczyć; polityka, że zniszczyć naród jest dużo trudniej. Tak więc jednoczenie narodu takiego jak nasz, który ma 1000 lat, nie może być przypisane partiom, lecz naturalnym procesem społecznym, które odpowiedzialne elity powinny odpowiednio stymulować. Nadrzędna rola w tym względzie przypisana jest mężom stanu i poważnym politykom. Kryterium oceny ich przydatności jest jasna i wyraża się pozycją międzynarodową państwa, dobrymi relacjami władza-naród, stopniem realnego wykształcenia obywateli, stosunkiem ich do kultury macierzystej i sprawnością administracyjną.

W II RP, po 123 latach niewoli, naród został zjednoczony. Kamieniem węgielnym tego procesu był wewnętrzny ferment intelektualny w okresie zaborów, zwycięstwo pod Warszawą i nad Niemnem, masowy udział w nim chłopstwa oraz zniesienie tytułów i przywilejów szlacheckich. Powstawał więc nowy naród i zupełnie inne państwo. Przeciwko sobie miało ono nie tylko niechęć dawnych zaborców i części Europy, ale również wewnętrzny podział pozaborowy: tak różny gospodarczo i mentalnie. Przezwyciężenie tych, dziś niewyobrażalnych, przeszkód budzi podziw i szacunek. Rozwój II RP pobudzał nie tylko wzrost ówczesnego PKB, ale również stymulował poczucie wolności, odpowiedzialności i niepodległości. Najbardziej dobitnym miernikiem poczucia wspólnoty była wojna obronna w 1939 r., a najlepszym sprawdzianem jej efektywności –Polskie Państwo Podziemne. Polski naród w czasie II RP został zjednoczony. I to w tym czasie wszystko się zaczęło i jeszcze nic nie skończyło.

Po II wojnie ten dorobek został zburzony i zniszczony. PRL cofał wszystko, łącznie z pracą nad zjednoczeniem narodu. W 1980 r. wybuchła „Solidarność”, początkowo zdawało się, że tak samo, jak wybuchła niepodległa przedwojenna Polska; wydawało się, że 10 milionów Polaków, to dużo więcej niż pod Warszawą w 1920 r.; wydawało się też, że rewolucją bez rewolucji urządzimy sobie państwo dla siebie, tak, jak my chcemy. Różnice jednak pozostały, i to drastyczne. Niestety, II RP, ze względu na jej niepodległość, zabito, natomiast Polska posolidarnościowa rozkłada się sama. Pisze to z głęboką przykrością i niesmakiem. Najgorsze jest jednak to, że dziś nie pozostało już prawie nic ani z „Solidarności”, ani z II RP również. Nie mamy do czego wracać. Przegraliśmy II wojnę i przegraliśmy „Solidarność”, fakt ten jednak nie dotarł do powszechnej świadomości. Po prostu nie dotarł!

W każdej klęsce jednak jest zawsze ziarno szansy na przyszłość (jak my to znamy). Idea narodu i państwa polskiego w PRL, a szczególnie III RP, została rozbita. Straciliśmy nie tylko przedwojenne poczucie wspólnoty, ale również poczucie państwa, a nawet sens potrzeby jego budowania. Staliśmy się w równym stopniu bezbronni jak i bezdomni. Oślepiła nas pogoń za dobrobytem. Gospodarka niesiona dobrą koniunkturą idzie w górę, ale naród spada w dół. Ta nierównowaga źle wróży. Szeroko otworzone bramy służą bardziej ucieczkom, niż powrotom. Owszem, część Polaków wraca, ale powrót nie jest powrotem, lecz ucieczką stamtąd, gdzie, w ich mniemaniu, mieli lepiej – ci ludzie są ciągle w drodze. Nie przyciągniemy również najbardziej przedsiębiorczych Polaków rozwojem gospodarczym, bo będąc w UE nie mamy możliwości wprowadzenia własnych regulacji systemowych. Polskie drobne firmy padają, a wprowadzane ulgi niczego nie zmienią. Wszyscy żyjemy w starym, nienadającym się już do niczego systemie, który musi paść. Ludzie za pracą i utrzymaniem migrują na zachód, firmy przenoszą się na wschód, tam gdzie tańsza siła robocza. Na dłuższą metę nikt takiego pomieszania z poplątaniem nie wytrzyma. Wybuch niezadowolenia grozi wojną każdego z każdym. I teraz jeżeli, za wszelką cenę będziemy chcieli być Europą i swoją uwagę odwrócimy od własnych spraw i własnej przyszłości, nie zdołamy ani wzbudzić w sobie zbawiennej refleksji, ani ściągnąć Polaków z dorobkiem… i przegramy ko-lejny raz.

Jak więc nazwać owo ziarno, które w każdej klęsce daje szansę wyjścia? Trzeba odwołać się do spraw najbardziej zasadniczych, a więc do interpretacji narodu i obywatela. Funkcje narodu, ze względu na geopolityczne położenie, są dziś inne niż przed wojną, ale naród jest ten sam. Ponadto, gdy państwo zaczyna upadać, musimy zadbać o przetrwanie jego tkanki. Idea narodu, od czasów Kościuszki, jest wciąż jedna – wspólnota obejmuje wszystkich, którzy chcą być Polakami i zgłaszają gotowość obrony polskich wartości i polskiego stanu posiadania. PRL był klęską, ale w tej klęsce dokonało się zjednoczenie, wprawdzie klasowe, ale jednak zjednoczenie narodu. Można się z tej konstatacji śmiać, można ją wykpić, ale trudno nie zauważyć, że jakaś wspólna płaszczyzna została jednak zachowana. I ta wspólnota jest racjonalną płaszczyzną, na której można budować i wyjść z rozklekotania polskiego ducha. Rozwój nie może jednak odnosić się do okresu, w którym ponieśliśmy klęskę, okresu podległości i niesuwerenności jakim był PRL, bo aksjologia zbudowana na takich zasadach nie pozwala wyjść z orbity niemocy i bierności. Tysiącletni polski rdzeń został poważnie uszkodzony, ale jeszcze nie wiemy, czy trwale zniszczony. O jego kondycji zadecydują najpierw polscy politycy, potem sami Polacy.

Wykop Skomentuj54
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka