Ryszard S Ryszard S
198
BLOG

Tryptyk kresowy

Ryszard S Ryszard S Literatura Obserwuj temat Obserwuj notkę 5

Ziemie zachodnie to tylko część mojej Ojczyzny,

Rodzina tam długo jechała – w drewnianym wagonie.

Jechała stamtąd, gdzie ich przodkowie bronili polskiej idei na Wschodzie,

Stamtąd, gdzie myślano, że czas ziemski ma boski wymiar,

Stamtąd, gdzie odszedł świat łączności człowieka z Bogiem

I stamtąd, gdzie na zawsze zamknęły się Rzeczypospolite.

Polacy na Kresach przegrali z geografią sakralną Rosji

I ukraińskim chłopem.

Przyjechali na ziemie zachodnie, powaleni przez los i historię.

Z garścią rodzimej ziemi na wieczne obcowanie.

I ponownie zaczęli przegrywać z czasem.

Ziemie zachodnie, to część mojej Ojczyzny,

Ale ja, syn i wnuk… wciąż…

Wciąż będę szukał swojego miejsca na ziemi.

Kresy i ziemie zachodnie nie były Ziemią Obiecaną,

Były zamkniętym mitem i otwartym powrotem.

Najpierw żelazne drogi zaczęły tworzyć symbol postępu,

Potem tym szlakiem wiodły Polaków do obozów i na Sybir,

Odmierzały dal tego, co nazywa się wszystko.

Po wojnie, te same tory, kulturę kresową przywiodły do Macierzy.

Starzy Piastowie odzyskali tożsamość,

Powstali z grobów

I nicią swej legendy, jak gospodarze, zaczęli kręcić kołowrót nowych dziejów.

Ale nowa Polska była już inna.

Nie zrozumieli i nie pojednali się z upadłymi Jagiellonami.

Zamiast ujrzeć w nich wolną myśl, dostrzegli biedę.

I kolejny raz przegrali.

Nie przegrali z Polską, nie przegrali z Macierzą,

Lecz z własną pychą,

A potem z PGR-rami, komuną i bezdomnością kulturową.

Nie było dyskusji, nie było jedności i zrozumienia.

Gdy sowiet odszedł, przyszły niemieckie banki

I dopełniły dzieła.

W jednej trumnie spoczęła nadzieja przymierza Piastów z Jagiellonami.

I tak ziemie odzyskane pozostały ziemią niczyją.

Przegrali Wielkopolanie, przegrali Kresowianie, przegrali Ślązacy,

Będą oni brnąc do Polski okrężną drogą,

Przez meandry zaprzaństwa,

Aż ponownie odnajdą pierwotny grób Piasta-Kołodzieja.

I znów uwierzą w to, co mówią im od wieków wszyscy w niebie i na ziemi.

Bo ziemie odzyskane Polaków są zapisem Bożym,

Jego wolą zostały nam oddane

Dla pokoju w Europie i jedności marzeń…

Ale cóż, skoro jedności nie ma, każdy wraca samotnie

I osobno szuka swojego miejsca na ziemi.

***

Z Kresów po torach płynęły uniwersytety, miasta, wsie i parafie z krzyżem.

Bóg wiódł ludzi na nową ziemię, na której wciąż rósł Wielki Dąb.

Jak ziarna rzucił na polska glebę trzy najsilniejsze etosy.

Miały zrosnąć się, jak członki Starego Królestwa.

I pozostać zjednoczone na zawsze.

Ale diabeł był szybszy, splątał, to, co Bóg chciał połączyć.

Człowiek odpowiedział.

I zaczął wznosić nową wieżę Babel.

Nikt jej nie widział, bo każdy w sercu ją miał.

I dlatego

Nie diabeł był ich wrogiem, lecz Bóg, co ukochał ludzi.

Splatały się języki, rozmnożyły i rozjechały wieże

Po ziemiach, które staropolski mit chciał zespolić,

I do dziś tam siedzi. Otumania ludzi i diabłu satysfakcję czyni.

Nikt nie zna prawdy o sobie, a pod Wielkim Dębem piwo piją.

Są miasta, ale nie ma uniwersytetów.

Są parafie, ale coraz mniej krzyży.

Ziemie, które miały rozkwitnąć – umierają,

Ziarna rosną, ale traktowane są jak plewy.

Rozumu brakuje, a diabeł tam wciąż silniejszy od Boga.

Pierwszy umarł mój pradziadek – z tęsknoty.

Drugi umarł mój brat – zabrakło dobrych rąk i życie przyniosło mu śmierć.

Spoczywa w pokoju, jak pieczęć tej ziemi, wciąż żywa i martwa od wieków.

A gdy minęło lat czterdzieści i cztery.

Dziadek i wnuk mówili już innym językiem.

Pierwszy z rozpaczy czekał na śmierć, drugi uciekał przed nią w świat.

Nie spotkają się nigdy. Krew przestała mieć znaczenie.

Mało kto zna tajemnicę tych ziem.

Dały one schronienie przed rzezią i dały przed aresztowaniem,

Dały nowy przydział bezdomnym.

Nie były Syberią, nie były więzieniem,

Ale nie były też nadzieją.

Dawały schronienie ludziom nikczemnym i niezłomnym.

Nikczemni żyli spokojnie w milczeniu.

Niezłomni chowali się na wsiach, z dala od władzy i ludzi.

Ich życiem był strach i troska o dzieci i rodzinę,

Ale ich losem była bezpotomna śmierć kulturowa.

I ta śmierć zebrała swoje żniwo.

Na placu boju pozostały: ludzka głupota

I nadzieja Pana Boga.

***

W miasteczku, w którym się wychowałem

Było dużo ładnych ludzi

Gruzy i brzydkie domy.

W miasteczku, w którym się wychowałem

Było wielu mądrych ludzi

Wszyscy bali się głośno myśleć i cicho mówić.

W miasteczku, w którym się wychowałem

Stary świat umierał, nowy nie mógł się narodzić.

A czas uciekał.

W miasteczku, w którym się wychowałem

Stare drzewa milczały, a ludzie nie czuli ich cienia.

Młodzi zaczęli wyjeżdżać, starzy umierać.

W miasteczku, w którym spędziłem dzieciństwo

Nie widać już wybitnych ludzi

Powstały piękne domy – ale prywatne.

Gustowne są ich wnętrza i trawniki,

Ale tylko do miedzy.

Ulice i klatki schodowe są obce,

Tak, jak obca jest tu każda władza.

Ludzie pracują za Odrą,

W Polsce zadłużają się wszyscy

– Najczęściej w obcych bankach.

Walczą o przetrwanie,

Choć mało kto o tym myśli.

Czas nie ma nazwy.

Nie jest ani przeszły, ani przyszły, ani teraźniejszy.

Brzydota miesza się z pięknem.

Starość jest poniemiecka,

Piękno jeszcze nieokreślone i jeszcze niepolskie.

Ludzie żyją, bo żyć muszą.

I budują swoją nadzieję – bo tylko ona pozostała.

 W miasteczku, z którego wcześnie wyjechałem

Został mój sentyment.

I gdzieś on tam jest!

Nie umiera, ani nie wzrasta,

Czeka na mnie i trwa.

Wraz z jego mieszkańcami.

W miasteczku, do którego chętnie wracam

Piastowie nie mają już nic do powiedzenia.

Czas przychodzi tam skąd chce i jak chce.

I to on jest panem i gospodarzem.

Nikomu nie przychodzi do głowy,

Że w tym miasteczku, jak w ziarnie,

Zapisana jest przyszłość Polski.

Bo jakie będzie miasteczko, taka będzie cała Polska.

Tylko na ziemiach zachodnich jest tysiącletni potencjał.

Mogą one dać syntezę dziejów i przynieść zjednoczenie

Wszystkim Polakom.


Ryszard S
O mnie Ryszard S

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Kultura