Blog
Prawdziwe słowa nie są piękne, a słowa piękne nie są prawdziwe.
Ryuuk
83 obserwujących 497 notek 1364828 odsłon
Ryuuk, 8 maja 2013 r.

Piraci i kaprowie, czyli średniowieczne walki na morzu

2776 7 0 A A A

Dawni morscy wojownicy walczyli na szybkich okrętach, prawdziwych wężach morskich, napędzanych wiatrem i wiosłami, o niewielkim zanurzeniu. Najbardziej znanymi z piratów są oczywiście Wikingowie, prawdziwi średniowieczni marines, atakujący znienacka i opierający się w walce na swym ciężkim uzbrojeniu. Długie kolczugi, wielkie tarcze, włócznie, miecze i topory, ugruntowały straszne opinie o nich.

Słowiańscy piraci byli nieco inni, pływali na podobnych choć trochę mniejszych okrętach, bardziej polegając na możliwościach manewrowych. Mieli też niewątpliwie jedną przewagę na Wikingami. „Normańska burza” to działalność ciężkozbrojnej piechoty, natomiast Słowianie często transportowali oddziały szybkiej kawalerii, co umożliwiało im znacznie większą elastyczność. Do historii powinna przejść ogólnosłowiańska wyprawa pod wodza księcia Racibora na Konungahalę (przeciwdziałająca układowi duńsko-niemieckiemu), której rozmiary do dziś zaskakują – miało być 650 okrętów z prawie 30 tysiącami ludzi (w tym tysiąc jazdy!).

Obie nacje używały podobnych okrętów, do tego w podobnym systemie lendungowym (podział terytorialny na jednostki zdolne do budowy i utrzymania okrętu) – największe z nich to czterdziestowiosłowce (sneki), oraz rzadziej spotykane sześćdziesięciowiosłowce (skeidy). Naprawdę szybkie i wspaniałe łodzie, które swoją skończoną formę uzyskały już w VIII wieku. Drakkary, jako zbyt duże (nawet 120 wioseł!) i kosztowne, były tak naprawdę niezmiernie rzadko spotykane, nawet u wielkich władców (jedynie sławny Olaf Trygvasson w 1000 roku dysponował 11 drakkarami)

Dawny pojedynek wilków morskich polegał głownie na abordażu i rozstrzygnięciu starcia w walce wręcz, gdzie liczyła się siła fizyczna i topory. Piraci nawet na lądzie trenowali swoje umiejętności (na specjalnie do tego zbudowanych platformach, przypominających szczepione okręty). Ten, który zdołał jako pierwszy przeskoczyć na wrogą jednostkę, tzn. nie odbił się od ściany tarcz i nie wpadł do wody, zdobywał sławę i bogactwo (zazwyczaj prawo do piątej części łupów). Dlatego też szaleńcza odwaga była tu normą.

Najważniejszą ręczną bronią morskich rozbójników były dwuręczne topory na długich trzonkach. Powszechnie uważa się je za normalną broń bitewną, tymczasem spełniały one znacznie ważniejszą rolę podczas działań abordażowych – łamano nią wiosła lub broń przeciwnika, wyrywano tarcze, przyciągano nimi burty wrogiego okrętu, ewentualnie odpychano je. Co ciekawe, była to broń raczej kiepskiej jakości, gdyż zużywano ją w dużych ilościach, jednak była zarazem powszechniejsza niż „zwykłe” topory i miecze.

Działalność słowiańskich piratów (która często była umotywowana politycznie i handlowo, nie tylko stanowiąca rozbójnicze eskapady) doprowadziła nawet w Danii do pomysłu utworzenia zakonu chrześcijańskiego, mającego się zająć tym problemem! O skali zagrożenia ze strony żywiołu słowiańskiego najlepiej świadczy sławne Danewirke – wały odcinające Półwysep Jutlandzki od reszty europejskich ziem, głównie od Słowian. Ten „normański mur” ciągnął się co najmniej przez 30 kilometrów a jego wysokość wynosiła 15 metrów i więcej.

Istotną zmianę w prowadzeniu walk na morzu wprowadzili Duńczycy (zastosowali ja podczas walk ze słowiańskimi Ranami) w XII wieku, budując okręty o wyższych burtach oraz stawiając kasztele na dziobie i rufie, skąd łucznicy prowadzili ostrzał wroga, znajdując się poza zasięgiem jego toporów. Były to tzw. nefy (choć kwestia nazewnictwa jest mocno problematyczna). Ten typ okrętu zaczął być nawet traktowany jako anty-piracki. Nawet jeśli nie można było w pełni uniemożliwić przeciwnikowi abordażu, to z pewnością można było go spowolnić do tego stopnia, że łucznicy zdążą zadać mu duże straty. Dzięki tej metodzie Duńczycy mogli odnosić sukcesy w walce z takimi słowiańskimi piratami, jak Obodryci czy Ranowie, dotąd będący całkowicie poza ich zasięgiem. W tego rodzaju starciach obrona miała przewagę nad atakiem, a wielkość okrętu, czyli wysokie burty, kasztele i oczywiście możliwość zaokrętowania dużej liczby wojowników z łukami i kuszami, stała się decydująca.

Jednak wraz z wprowadzeniem broni palnej, paradoksalnie, umiejętność walki w bezpośrednich starciach podczas abordażu ponownie stała się decydująca, a wielkość okrętu przestała mieć tak ogromne znaczenie. Z uwagi na powszechny brak w ówczesnych flotach wodoszczelnych grodzi, jeden niewielki okręt mógł łatwo dogonić, wymanewrować i jedną salwą zatopić największą nawet jednostkę.

Co do charakterystyki bałtyckich bojowych okrętów późnego średniowiecza, to trzeba podkreślić, że nie było żadnej standaryzacji. Sznika mogła być jedno, dwu lub trzymasztowa. Morska lub rzeczna szkuta (statek przeznaczony pierwotnie do transportu zboża) czasem rozmiarami przewyższał sznikę lub barkę. Barka, wbrew dzisiejszemu rozumieniu tego słowa, była jednostką bardzo szybką. Taka trzymasztowa sznika miała niewielkie zanurzenie, duża powierzchnia żagli zapewniała jej niezbędną szybkość i zwrotność, dwadzieścia dział ogromną siłę ognią, zaś wysokie kasztele, w zasadzie podwójny na rufie i (zwłaszcza) szeroki oraz wysunięty do przodu na dziobie (spełniał podobną rolę jak pomost w wieży oblężniczej), ułatwiały szybki abordaż. Barka-berlinger była zupełnie odmienną jednostką – pozbawiona kaszteli, płaska i trudna bez żagli do wypatrzenia, mogła osiągnąć już na samych wiosłach dużą prędkość (z żaglem była podobno bardzo szybka), a jej budowa umożliwiała zabranie na pokład nawet 80 ludzi, co w bezpośredniej walce miało ogromne znaczenie.

Opublikowano: 08.05.2013 10:02.
Autor: Ryuuk
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @MacMarc "Jako ciekawostka, mistrz Oyama miał też walczyć z tygrysem bengalskim, do walki nie...
  • @you-know-who Zazdroszczę:)
  • @MacMarc W MMA, które jest najbliżej realności, boks tajski jest jednym z najważniejszych...

Tematy w dziale Kultura