Prawie trzy czwarte Irlandczyków sprzeciwia się pomysłowi nowego referendum w tej samej sprawie, czyli przyjęcia Traktatu z Lizbony. Trudno im się dziwić, bo przecież w czerwcu wyraźnie powiedzieli „nie" dla eurokonstytucji. Problem polega na tym, że unijni liderzy od prezydenta Francji po (niestety) prezydenta Polski aktualnie uważają co innego i nie mogą się pogodzić z myślą, że traktat jest martwy.
Irlandzki szef rządu, Taoiseach Brian Cowen ma nie lada problem. Jego poprzednik stracił stanowisko właśnie z powodu Traktatu z Lizbony. Teraz Cowen musi z jednej strony zachować twarz na forum europejskim w Brukseli, czytaj popierać starania o ratyfikację eurokonstytucji tak, jak to chociażby robi od tygodnia Lech Kaczyński, z drugiej strony musi się liczyć z głosem własnego narodu. A tymczasem wszyscy ci, którzy liczyli, że zaraz po negatywnym dla traktatu czerwcowym referendum Irlandczycy obudzą się z moralnym kacem, nie mieli racji. Nastroje na wyspie dalej nie są sprzyjające dla eurokonstytucji i bardzo trudno będzie to zmienić. Szczególnie, że Bruksela nie zamierza zaoferować Irlandczykom jakichkolwiek ustępstw, czyli zgodzić się na renegocjacje traktatu.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)