Wkroczenie do akcji wojsk rosyjskich w konflikcie gruzińsko-osetyjskim zmieniło układ się. Prawdopodobnie prezydent Gruzji, który zdecydował się na zbrojny konflikt i siłowe rozwiązanie sprawy zbuntowanej prowincji nie liczył się z tak radykalną reakcją Moskwy.
Wybuch walk na Kaukazie jest sciśle związany ze sprawą Kosowa. Przeciwnicy rozbioru Serbii, do których sam należę, od początku zwracali uwagę na to, że jednostronna decyzja kosowskich Albańczyków poparta przez Waszyngton i wiele europejskich stolic otwiera Puszkę Pandory i ożywi wiele podobnych konfliktów na świecie.
Proamerykańska Gruzja stała się jednym z pierwszych ofiar kosowskiego precedensu, nie usprawiedliwia to jednak interwencji militarnej w celu uzyskania kontroli nad utraconym w latach 90. terytorium. Tak jednak postąpił prezydent Gruzji, Mikhail Saakashvili licząc na sukces wojny błyskawicznej. Popełnił jednak ogromny błąd przedkładając oręże nad dyplomację, nawet mimo że jak sam powiedział dla CNN wybrał „wspaniały moment, by zaatakować niewielki kraj”. Przy okazji zwracałem juz wcześniej uwagę na to, że prezydent Gruzji eksponuje w swoich wystąpieniach flagę Gruzji i ...Unii Europejskiej. Można zatem odnieść mylne wrażenie, że jego ostatnie kroki militarne cieszą się poparciem Brukseli.
Stosując logikę zbrojnego „przywracania integralności terytorialnej” zastosowaną przez gruzińskiego przywódcę na przykład Serbowie mogliby zaatakować Kosowo, Azerowie ormiański Karabach a Chiny "zbuntowany" Tajwan. Świat w ciągu kilku dni pogążyłby się w wojnie. Nie uważam, że Południowej Ostetii należy się bezwzględnie niepodległość, ale jej mieszkańcy zasługują na prawo do pokoju.
Zachęcona sprawą Kosowa Moskwa, postanowiła również bronić „praw narodów do samostanowienia” i rozgrywa swoje interesy na Kaukazie. Wysłanie czołgów i samolotów w obronie Osetyjczyków nie byłoby może aż tak oczywiste, gdyby nie podobne działania zachodnich sojuszników w konflikcie bałkańskim w latach 90. Wydaje się jednak, że Moskwa, która od kilku tygodni ostrzegała przed możliwością ataku na Osetię nie jest zainteresowana zaangażowaniem wojsk w krwawej wojnie kaukaskiej. Stawiam zatem na ograniczoną interwencję Moskwy zamiast ofensywy wgłąb terytorium Gruzji.
Okazuje się, że na dłuższą metę w polityce międzynarodowej nie można stosować podwójnych standardów. Pozostaje mieć nadzieję, że strony konfliktu zamiast walki zbrojnej wybiorą jak najszybciej pokojowe negocjacje.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)