Sylwester     Chruszcz Sylwester Chruszcz
92
BLOG

Czeski agent wpływu i wyprawa gruzińska

Sylwester     Chruszcz Sylwester Chruszcz Polityka Obserwuj notkę 53
Jestem bardzo wdzięczny prezydentowi Czech za wypowiedź w sprawie Gruzji. Vaclav Klaus potwierdził coś co mogłoby wydawać się oczywiste. "Rozpocząć wojenną awanturę, w której w wielkiej liczbie umierają cywile, to rzecz zła i w każdym przypadku nie do przyjęcia”, stwierdził czeski prezydent. Wydarzenia na Kaukazie należy bowiem widzieć w całej ich złożoności, a nie przez pryzmat bilateralnych przyjaźni i historycznych fobii.  "Pod względem odpowiedzialności za wywołanie wojny rola gruzińskiego prezydenta, rządu i parlamentu jest bezdyskusyjna i ewidentnie fatalna. Odrzucam obłudę, która twierdzi: to się już stało, nie pytajmy się dlaczego, trzeba znaleźć rozwiązanie" stwierdził czeski prezydent. Już wcześniej Klaus krytycznie ocenił postępowanie prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i prezydentów państw nadbałtyckich w sprawie konfliktu osetyńsko- rosyjsko-gruzińskiego. Klaus ma jedną przewagę nad polskim prezydentem. W przeciwieństwie do Lecha Kaczyńskiego głośno protestował przeciwko bezprawiu w Serbii. Kiedy z poparciem USA powstawało na jej terytorium nowe państwo nie bał się mówić głośno co o tym myśli i ostrzegać przed konsekwencjami niepodległości dla Kosowa dla porządku międzynarodowego. Precedens Kosowa zaniepokoił Gruzinów, być może skłonił ich do zbrojnej interwencji w Osetii.  Jeśli bowiem rozbiór Serbii, uznany przez USA i dużą część Unii jest dobry, to dlaczego podobna operacja w  Gruzji miałaby być nie dobra? Dziś wszyscy współczujemy Gruzinom i chcemy wycofania rosyjskich wojsk z ich terytorium, ale nie wolno nam zapominać, kto pierwszy rozpoczął zmasowany atak w tym konflikcie, w którym jak zawsze najbardziej cierpi niewinna ludność cywilna. Kaukaski konflikt nie wygląda tak jakby chciał go widzieć nasz prezydent i PiS. Tymczasem dla niektórych polskich zwolenników militarnego kursu prezydenta Saakashvilego sprawa jest prosta: kto nie jest z nami jest „rosyjskim agentem wpływu”. Ale mimo że antyrosyjska retoryka trafia czasem na podatny grunt to ostrzegam przed bezkrytycznym utożsamianiem interesów Warszawy i interesów Tbilisi. Inaczej okaże się, że nie tylko walczymy o terytorialną integralność Gruzji, ukształtowaną historycznie również w czasach władzy najsłynniejszego Gruzina na Kremlu, ale również popieramy użycie siły w konfliktach narodowościowych.  

Przy okazji warto się zastanowić czy aby ceną „triumfalnej” wyprawy gruzińskiej Lecha Kaczyńskiego nie było niedawne prezydenckie milczenie w sprawie ludobójstwa Polaków na Wołyniu, po to by nie urazić sojusznika banderowców w Kijowie oraz milczenie w sprawie permanentnej dyskryminacji Polaków na Wileńszczyźnie, bo głos w ich obronie również mogłoby zepsuć prezydencką koncepcję polityki wschodniej.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (53)

Inne tematy w dziale Polityka