W środku francuskiego przewodnictwa pracom Unii Europejskiej europarlament w nadzwyczajnych okolicznościach musiał złamać unijne prawo i jako miejsce obrad wybrał Brukselę a nie Strasburg. Wszystko za sprawą katastrofy budowlanej, która niespodziewanie miała miejsce na sali posiedzeń w stolicy Alzacji.
Strasburg to jedna z trzech oficjalnych siedzib Parlamentu Europejskiego. Z tego powodu europosłowie, w myśl unijnego prawa i często wbrew ich własnej woli muszą co miesiąc odbywać kosztowne dla europejskiego podatnika sesje plenarne właśnie w stolicy Alzacji, nie zaś w codziennym miejscu pracy i nieoficjalnej stolicy Unii, czyli Brukseli. Dzięki upartemu stanowisku Francji i prawu weta Paryża w tej kwestii, comiesięczne podróże do Strasburga setek posłów, tysięcy urzędników i ton dokumentów są niestety stałą unijną normą. Roczny koszt utrzymywania siedziby europarlamentu w Strasburgu sięga grubo ponad 200 mln euro. Tylko po to, aby w opustoszałym na co dzień budynku na cztery dni w miesiącu, ku radości Francuzów i Niemców spotykał się Parlament Europejski. Nieoczekiwanie w sierpniu zawalił się strop w sali plenarnej strasburskiego budynku, oddanego do użytku w 1999 roku. Z tego powodu dwie sesje europarlamentu odbędą się w Brukseli, która od strony funkcjonalnej spełnia wszystkie warunki do przeprowadzania sesji unijnego zgromadzenia. Ta nieoczekiwana katastrofa budowlana oznacza ponad 30 mln zysku w budżecie Unii Europejskiej. Cytując byłego premiera Polski, można by powiedzieć "yes,yes,yes"! Niestety istnieje obawa, że Unia znajdzie równie nieracjonalne powody ich wykorzystania co wyjazdy do Strasburga.
Film z dotkniętej katastrofą sali plenarnej PE dostępny jest w serwisie youtube.com:
http://www.youtube.com/watch?v=sRFIrzG1Z9A


Komentarze
Pokaż komentarze (10)