Sylwester     Chruszcz Sylwester Chruszcz
68
BLOG

Czarne chmury nad prezydentem Gruzji

Sylwester     Chruszcz Sylwester Chruszcz Polityka Obserwuj notkę 76

Jeśli niemiecki tygodnik i były minister obrony Gruzji mają rację to dni prezydenta Saakashvilego mogą być policzone. Co więcej może okazać się, że polski prezydent na wiecu w Tbilisi mniej lub bardziej świadomie poparł agresora.

Według tygodnika informacje OBWE i NATO na temat wybuchu konfliktu rosyjsko-gruzińskiego pozwalają naszkicować całkiem odmienny obraz niż ten przedstawiany w pierwszych dniach wojny, również w polskich mediach. I może nawet nie poświęcałbym miejsca wywodom niemieckiego Spiegla, gdyby nie fakt, że te doniesienia potwierdza w wywiadzie dla agencji Reuters były minister obrony Gruzji, a obecnie uchodźca polityczny w Paryżu. Irakly Okruashvili. W opublikowanym wczoraj wywiadzie gruziński polityk, który nie jest bynajmniej agentem Kremla a przedstawicielem twardej linii wobec zarówno Moskwy, jak i zbuntowanych republik, twierdzi, że sam pracował razem z Saakashvilim nad planami militarnej inwazji na Południową Osetię w latach 2004-2006.

Od samego początku wiele dowodów wskazuje na to, że wojnę z premedytacją zaczęła Gruzja. Przecież po ogłoszeniu niepodległości przez kosowskich Albańczyków, Tbilisi miało realne powody, aby obawiać się, że Abchazja i Osetia z militarnym i gospodarczym wsparciem Moskwy również będą chciały się całkowicie usamodzielnić. I nawet jeśli Gruzja w tym sporze broni integralności terytorialnej z lat ZSRS to nic nie usprawiedliwia wojennej ścieżki rozwiązania wieloletniego konfliktu i ataku na terytorium, nad którym de facto Gruzini utracili kontrolę prawie 20 lat temu. Agresja militarna nie jest bowiem środkiem na rozwiązywanie sporów.

Rosyjski kontratak i przeniesienie działań militarnych na teren Gruzji właściwej sprawiło, że to Gruzini stali się ofiarami tego konfliktu. Sympatia wielu Polaków jest w takich okolicznościach po gruzińskiej stronie jednak nie usprawiedliwia to nierozważnych działań ze strony prezydenta i PiS. W jakim świetle bowiem głowa państwa stawia siebie i Rzeczpospolitą jeśli okaże się, że to jego gruziński przyjaciel wydał rozkaz ataku a ryzykowna politycznie wyprawa do Tbilisi tak naprawdę oznaczała poparcie dla agresora. Tymczasem Gruzini, którzy słusznie zachowali się bardzo solidarnie w obliczu rosyjskiej interwencji mogą za chwilę rozliczyć swojego prezydenta.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (76)

Inne tematy w dziale Polityka