W przyszłym tygodniu rozpocznie się druga i ostatnia comiesięczna sesja unijnego zgromadzenia poza konstytucyjnym miejscem spotkań w stolicy Alzacji. Wszystko za sprawą sufitu w sali plenarnej, który runął w trakcie wakacji.
Upadek sufitu w Strasburgu sprawił, że dwie sesje plenarne zaplanowane na w w stolicy Alzacji odbywają się wyjątkowo w Brukseli, która jest do tego celu całkowicie przystosowana. Hotelarze i restauratorzy we francuskim mieście mają powody do niezadowolenia, ale budżet europarlamentu zaoszczędził na katastrofie prawie pół miliona euro. Te bowiem kosztują dwie z 12 obowiązkowych w roku podróży posłów, asystentów, urzędników i dokumentów do francuskiej siedziby PE. Z kolei dla Francuzów, którzy w tym półroczu przewodniczą pracom całej Unii, remont sufitu stał się sprawą wagi państwowej. Budynek Parlamentu nie ma jeszcze 10 lat a już się sypie. W dodatku to nie pierwsze problemy konstrukcyjne. Kilka miesięcy temu okazało się, że do budowy strasburskiej siedziby użyto azbestu.
Niektórzy w zaistniałym wydarzeniu dopatrują się kary z niebios. Francuski architekt zaprojektował bowiem unijny budynek na wzór biblijnej wieży Babel z XVI-wiecznego malowidła Pietera Bruegela.
Parlament dalej będzie zatem na koszt podatników korzystać ze swojej francuskiej siedziby, która większość roku stoi opustoszała. A to dlatego, że 12 spotkań w roku europosłów w Strasburgu zapisano w unijnych traktatach. Te z kolei można zmienić wyłącznie jednomyślnie, na co nie zgadza się Francja. Dzięki nieustępliwemu stanowisku Paryża kosztowna zabawa w comiesięczne podróże będzie trwała nadal.


Komentarze
Pokaż komentarze