Szeroka kampania pod hasłem „Wolny Tybet”, której Polska była jednym z ważniejszych ośrodków zgasła wraz z wybuchem walk na Kaukazie. Sprawa „gruzińska” i sprawa „tybetańska” po prostu wzajemnie się wykluczają.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wraz z zakończeniem igrzysk w Pekinie już nikt w naszym kraju nie interesuje się losem mnichów w dalekim Tybecie. A przecież nie tak dawno płynęły z Polski głosy krytyki pod adresem Pekinu, wezwania do bojkotu igrzysk a władze Małopolski w geście poparcia oflagowały całe województwo tybetańskimi flagami. Po gruzińskim ataku na Cchinwali sprawa Tybetu właściwie zniknęła z mediów i salonów politycznych. T
ylko pojedyncze, bardziej świadome politycznie media, jak np. Gazeta Wyborcza jeszcze mimo walk na Kaukazie konsekwentnie pamiętały o prawach człowieka w Chinach. Jednak od miesiąca próżno szukać informacji i dyskusji choćby o chorobie Dalajlamy czy planowanym na koniec roku zjeździe tybetańskich liderów politycznych.
Problem z Tybetem polega przede wszystkim na tym, że obecnie główne ośrodki medialne i polityczne w Polsce zaangażowane są w sprawę gruzińską. Nie można niestety jednocześnie bronić integralności terytorialnej Gruzji i popierać „Wolny Tybet”. W końcu jeśli przyjmujemy zasadę, że żadnego narodu nie można siłą (np czołgami) zmusić do koegzystencji z drugim w ramach jednego państwa to dotyczy ona wszystkich narodów. Sprawa Gruzji stała się zatem kłopotliwa dla sprawy Tybetu.
Zresztą władze chińskie od samego początku w kaukaskim konflikcie dystansują się od polityki Kremla, mniej lub bardziej popierając Tbilisi. Chiński MSZ wyraził zaniepokojenie, kiedy 26 sierpnia Moskwa uznała niepodległość Abchazji i Południowej Osetii. W końcu ChRL sama zmaga się z secesjonistami. Zarówno w Tybecie, jak i w prowincji Xinjiang, o Tajwanie, który jeszcze niedawno groził, że może ogłosić niepodległość nie wspominając.
Dalajlama po krótkiej zmasowanej ofensywie politycznej i medialnej stanął przed perspektywą porażki. Natomiast polscy zwolennicy wolnego Tybetu – jak zawsze nadaktywni w „słusznej” sprawie - zdają się obecnie koncentrować na zwalczaniu niepodległościowych aspiracji dwóch kaukaskich narodów. Operacja „Wolny Tybet” musi poczekać na bardziej dogodny termin realizacji.


Komentarze
Pokaż komentarze