Polski głos na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ nie zabrzmiał ani zaskakująco, ani wiarygodnie. Z punktu widzenia prawa międzynarodowego nie jesteśmy bowiem świętoszkiem, a nasze protesty w sprawie jego łamania są bardzo niesymetryczne.
Możemy w Nowym Jorku głośno protestować w sprawie gruzińskiej, nie zmienia to jednak faktu, że swoimi działaniami kolejne polskie rządy uwiarygodniły bezprawne, z punktu widzenia prawa międzynarodowego działania, których konsekwencje dotknęły ostatnio Gruzinów.
W tym tygodniu okazało się, że Polska to kraj, który na co dzień nie tylko przestrzega prawa międzynarodowego, ale również gwałtownie reaguje na próby jego łamania. Ład międzynarodowy powinien opierać się na bezwzględnym interpretowaniu Karty Narodów Zjednoczonych, stwierdził w swoim wystąpieniu na forum ONZ polski prezydent. I wszystko byłoby OK. gdyby nie drobne szczegóły związane z naszym udziałem w inwazji na Irak i uznaniem niepodległości państwa kosowskich Albańczyków.
Ani polski prezydent, który otwarcie poparł inwazję na Irak, ani obecny polski rząd, który uznał niepodległość serbskiej prowincji Kosowo nie są wiarygodni w wypowiadaniu podobnych słów. Żeby być sumieniem narodów potrzeba mieć własne czyste sumienie. A z naszymi przywódcami niestety tak nie jest. W przypadku ataku na Irak oraz uznania niepodległości Kosowa złamano bowiem postanowienia Karty NZ i rezolucji ONZ. Wówczas obecny prezydent i obecny premier, albo popierali bezprawie albo – w najlepszym wypadku – milczeli. Oba projekty były w końcu realizowane z woli naszego waszyngtońskiego sojusznika. Protesty z Polski popłynęły dopiero wtedy, gdy Kreml postanowił iść śladem USA.
Można by odnieść wrażenie, że wiele osób dopiero wówczas przejrzało na oczy i dostrzegło zagrożenie jakie niesie inwazja na suwerenny kraj i jednostronne przesuwanie granic. Kiedy Prezydenci Czech czy Rumunii publicznie deklarowali, że niepodległość Kosowa jest nielegalna i łamie postanowienia rezolucji 1244 ONZ, Polska jako pierwszy kraj naszego regionu uznała akt bezprawia. Dziś na międzynarodowym forum w Nowym Jorku apelujemy o poszanowanie tych samych zasad, którym zaprzeczyliśmy w marcu 2003 roku i w lutym tego roku.
Polski prezydent dużo miejsca poświęcił w swoim wystąpieniu dramatycznej sytuacji w Gruzji, ani słowem nie wspomniał o identycznej sytuacji Serbii. Co więcej w wywiadzie dla polskich dziennikarzy pośrednio uznał niepodległość Kosowa, oświadczając, że jego uznanie przez polski rząd było „legalne”. Przeraża mnie w tym wszystkim poziom hipokryzji. Skoro sami działamy wbrew prawu międzynarodowemu to nie oczekujmy, że w kryzysowej sytuacji ktoś na poważnie wysłucha naszych racji. Proces przesuwania granic w Europie zaczął się w tym roku, ale nie w lipcu ani sierpniu lecz w lutym. I my go niestety poparliśmy. Dlatego skoro innym krajom stawiamy wysoką poprzeczkę nie zapominajmy również o sobie.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)