77
BLOG
Nie ważne kto pojedzie, i tak będzie sukces
Spór o to kto pojedzie w przyszłym tygodniu do Brukseli na spotkanie unijnych szefów państw i rządów to tak naprawdę walka o prawa autorskie do kolejnego sukcesu na arenie europejskiej. A ten jak zwykle jest murowany. Donald Tusk i Lech Kaczyński znaleźli sobie kolejny medialny temat „wojenki” na górze. Prezydent z premierem spierają się o to kto będzie lepiej, skuteczniej a może godniej reprezentował Polskę na spotkaniu Rady Europejskiej w Brukseli. Z marketingowego punktu widzenia jest o co walczyć. Choć jesteśmy członkiem Unii dopiero od czterech lat to kolejne unijne szczyty, organizowane co trzy miesiące w stolicy UE, udowodniły – przynajmniej w sferze medialnej – że na podobnych spotkaniach potrafimy twardo rozmawiać i odnosić spektakularne zwycięstwa. Do ostatnich należą choćby budżetowy sukces premiera Kazimierza Marcinkiewicza (yes,yes,yes!), po tym, jak uzyskał nieoczekiwane wsparcie finansowe z Berlina i równie medialny „sukces inaczej” prezydenta Lecha Kaczyńskiego kiedy zgodził się na kolejną wersję eurokonstytucji, ochrzczoną dla niepoznaki jako Traktat z Lizbony. Zasadą numer jeden unijnych szczytów jest bowiem niepisane porozumienie, w myśl którego żaden z uczestników brukselskiego spotkania nie może wyjechać na tarczy. Właśnie dlatego w ostatniej chwili znajdują się tak fantastyczne rozwiązania jak „dodatkowe” środki dla Polski z niemieckiej puli budżetowej czy równie słynny co pusty mechanizm z Joaniny, który pozwolił w zeszłym roku zrekompensować rezygnację z Nicei, za którą kilka miesięcy wcześniej chcieliśmy umierać. I nawet jeśli po kilku miesiącach okazuje się, że postanowienia z unijnego szczytu nie są dla Polski tak korzystne, jak pierwotnie ogłaszali jego uczestnicy to mało kto już o tym pamięta. Natomiast „wielki sukces” zawsze można ogłosić na konferencji prasowej na lotnisku Okęcie, tuż po powrocie z Brukseli. Takie zwycięstwo zawsze wpływa pozytywnie na sondaże poparcia. Wygląda na to, że obaj liderzy – prezydent i premier zorientowali się ile można ugrać w mediach dzięki obecności na unijnym szczycie. Walka o to kto w przyszłym tygodniu zostanie ojcem sukcesu polskiej delegacji, nawet jeśli nie będzie on miał nic wspólnego z rzeczywistością, wydaje się zatem całkowicie uzasadniona.


Komentarze
Pokaż komentarze (36)