Bo dla obecnie miłościwie panującego rządu unii tuskowatych, nie było sowieckiego imperium zła, nie było eSBeckiej agentury, tak samo jak nie było i postkomunistycznej oligarchii, czy mafii przywłaszczającej sobie wzorem PZPR monopol na rządzenie i wynikające z tego profity — zarówno w sferze materialnej, jak i wszelkich innych. Wszystko to zapadło w miłościwą nicość...
W wydanej w 2005 roku książce „Długi cień PRL-u, czyli dekomunizacja której nie było“* red. Wildstein napisał:
„Postpeerelowska koalicja 1993-97 ukształtowała państwo, które w wielu sferach dziedziczyło kompetencje swojego totalitarnego poprzednika. Nie zostały ograniczone i sprecyzowane zadania administracji. W warunkach demokracji państwo ogarniające niemal całość życia społecznego, a więc siłą rzeczy amorficzne, musi być nieudolne i nie jest w stanie spełniać swoich elementarnych funkcji. Równocześnie w dużym stopniu krępuje ono i uniemożliwia aktywność obywatelską. Działa na zasadzie mediacji pomiędzy poszczególnymi grupami wpływu, które zaciekle walczą o swój partykularny interes.“
Red. Wildstein pisał w tej książce także o pogłębieniu negatywnych tendencji, które były konsekwencjami „zaniechań, błedów oraz świadomej polityki twórców III Rzeczpospolitej“, a które „określiły kształt postkomunistycznego państwa“. Była to m.in. „pokrywa etatyzmu i ograniczenia“ niesione przez układ oligarchiczny, które spowodowały także wytracenie przez Polaków energii i przedsiębiorczości. Czyli, znów jak w komuniźmie, błędy i zaniechania prowadzące do nicości...
W przeszłości, jakiekolwiek rozliczenia z komunistami, esbowcami oraz inymi wykonawcami zleceń przekazywanych z sowieckiego imperium zła — zostały umiejętnie blokowane przez zwolenników pięknych haseł „wyboru przyszłości“, zapomienia, wybaczenia i miłosierdzia. Teraz, rządy miłości tuskopodobnych przywróciły do pełni jaśniepańskich łask te wszystkie tak miłe i dobre, a wreszcie także i korzystne dla układu oligarchicznego cechy — czyli praktycznie będziemy dalej relatywizować zło komunizmu i PRL-u. A przygarnięty pod opiekuńcze skrzydła oraz ogarnięty wszechwładną tuskowatą miłością agenturalny układ oligarchiczy od dawna z zapałem walczy o swoje partykularne interesy, nie zważając już na nic.
Odgadując intencje autora — do czego w swojej notce zaprasza — można chyba powiedzieć, że powieść opisuje Dolinę nicości III Rzeczpospolitej. Dolinę, która od początku miała zdolnych do dokonywania wszelkich partykularnych interesów projektantów, reżyserów i wykonawców. A od jakiegoś czasu, dzięki propagadzie miłości unii tuskowatych, codziennie jesteśmy informowani, że wszelkie przeszkody do rozwoju krainy nicości usunięto. I że zwłaszcza powinniśmy wiedzieć, iż „Nie było afery Rywina [ani żadnych innych afer — przyp. mój], więc III RP może rozwijać się bez przeszkód.“
The King is dead. Long live the King! Of course, the new king tuskowatych w Dolinie nicości.
_____
* Bronisław Wildstein, „Długi cień PRL-u, czyli dekomunizacja której nie było“. Arcana, Kraków 2005, s. 8.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)