Dopiero na przełomie roku miałem możliwość przejrzenia świątecznej Gazety Wyborczej i dlatego moja spóźniona reakcja na bardzo ciekawą rozmowę z Barbarą nomen omen Limanowską dotyczącą teorii gender. Ponieważ dyskusja na temat gender w polskim społeczeństwie dopiero się rozkręca, więc uważam, że jeszcze można nawiązać do owej rozmowy.
Pani Limanowska mówi między innymi: Gender zadaje pytania. O to, kto ma władzę, kto korzyści, kto jakie obowiązki i przywileje. Zadawanie tych pytań i znajdowanie obiektywnych odpowiedzi ideologią nie jest. Oczywiście odpowiedzi mogą być niewygodne. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy: poznawanie i rozumienie stosunków władzy prowadzi do wniosków, które mogą być trudne do przyjęcia.
Można będzie zaskoczeniem moja zgoda na taką tezę Pani konsultant ONZ i OBWE. Gender stawia pytania i odpowiedzi na nie mogą być niewygodne, ale nie koniecznie dla tych, których wskazują zwolennicy teorii gender. Kontynuując tę myśl rozmówczyni redaktorki Małgorzaty Tutak-Goll nie błyska innowacyjnością, gdy powtarza wypraną już tezę, że biskupi rozpętali wojnę z teorią gender, by ukryć skandale pedofilskie w polskim Kościele.
Wolałbym raczej zwrócić uwagę na inny dziwny zbieg okoliczności. Gwałtowne propagowanie gender zbiega się z reformą emerytalną rządu. Na zrównaniu wieku emerytalnego i wydłużenie go do lat 67 najbardziej tracą kobiety. Niektóre przecież będą zmuszone do pracy nie tylko o kilka, ale nawet o kilkanaście lat dłużej. Za kilka lat, gdy kolejne roczniki kobiet będą konstatowały, że już by mogły być na emeryturze a muszą pracować, można się spodziewać trudnych pytań z ich strony, czy rzeczywiście równouprawnienie płci ma sens. Dlatego już teraz trzeba zmasowanego ataku ideologicznego, aby udowodnić, jak wiele dobra przynosi równouprawnienie płci, by przekonać do poniesienia tak drobnej ofiary, jak dłuższy okres pracy zawodowej na rzecz szlachetnej ideei równych praw i OBOWIĄZKÓW mężczyzn i kobiet.
Dalej w wywiadzie wielkim sukcesem teorii gender w Szwecji Pani Limanowska uważa decyzję władz miasta Kalmar, którzy zastanawiając, dlaczego mało kobiet korzysta z nocnych autobusów, zdecydowali, że kierowca autobusu ma obowiązek odwiezienia kobiety pod drzwi jej domu. Rozwiązanie na pozór wydaje się sensowne i wychodzące naprzeciw potrzebom kobiet. Czy jednak nie lepiej byłoby postawić inne pytanie: Dlaczego kobieta musi sama wracać w nocy do domu? Skąd wraca? Od fryzjera? Z teatru? Dlaczego jej nie odprowadza lub po nią nie przyjeżdża mąż? Dlaczego nie ma samochodu?
Podejrzewam, że chodzi tutaj w większości o ekspedientki z supermarketów, z których ostatni klienci wychodzą około 22-giej, czyli po uporaniu się z zakończeniem pracy powrót rzeczywiście wypada około 23-ciej. I znowu „wspaniałe” rozwiązanie władz Kalmaru nie sprzyja ostatecznie kobietom, ale właścicielom supermarketów, którzy mogą mieć spokojniejsze sumienie, że tak późno zwalniają pracowników do domu.
Zgoda, że teoria gender stawia pytania. Niech będą one właściwie sformułowane i szukajmy naprawdę odpowiedzi korzystnych dla kobiet a ekonomiki kraju i ich rządów.
Obawiam się, że tak naprawdę gender mainstreaming prowadzi do jeszcze większego obciążenia kobiet, bo zachęca ją do podejmowania ról męskich a wcale nie zwalnia jej z obowiązków, jakie wyznacza jej macierzyństwo


Komentarze
Pokaż komentarze (9)