To pytanie nie ma znanej odpowiedzi, ale powszechnie wiadomo, że Polacy w owy sukces raczej nie wierzą i w większości wypadków czynią to słusznie. Choć oczywiście nie zawsze, często jakiś nawet długoterminowy sukces jest bowiem schowany za "kurtyną" nieufności do swojego państwa i ogólnie do "nich", rządzących, którzy są wymieniani z wyborów na wybory. Po raz pierwszy jest szansa, że wyborcy tego nie zrobią i zapewnią obecnie rządzącym większość w ponownych wyborach. Zapewnią, chyba że PO nie wymyśli, jak pozbyć się schizofrenicznych pomysłów PiSu , który chce, jak zwykle, powoływać komisje śledcze. Jeżeli posłowie PO i PSL są odpowiedzialni, to odsuną to niebezpieczeństwo. Jeśli nie, Polska wróci do niestabilnej sytuacji i zmiany rządzących z wyborów na wybory. Spowoduje to, jak zwykle, wielką wymianę ludzi na urzędach, co opóżni realizację wielu inwestycji publicznych. Słynna Strategia 2030 przestanie być strategią, bo przeciwnicy PO uznają ją za nieadekwatną lub tak ją zmienią, że przestanie być strategią, a stanie się elementem 4-letniej taktyki w cyklu wyborczym.
Popatrzmy na takie kraje jak Chiny od 1980, Japonia 1945-1990, Korea Południowa, Hiszpania. Przez długie lata rządy tam się nie zmieniały lub zmieniały rzadko (pomijam fakt, czym to było spowodowane: autorytaryzmem czy słabością opozycji), a kraje te charakteryzował przez długie lata szybki wzrost gospodarczy. Nikt nie zakłócał długoterminowych celów, a polityka państwa była stabilna. Można było planować na długo. Jeśli Polska ma osiągnąć sukces, to lepiej żeby rządy przez dłuższy czas skupiały się w ręku jednej partii czy koalicji. Jeżeli Polska ma być krajem nowoczesnym w 2030 roku, to nie moze popadać co chwila w niestabilność.
Czy osiągnięcia ostatnich i kilku lat zostaną za kilka lat zniweczone? Być może, być może nikt nie będzie chciał kontynuować tempa inwestycji publicznych, jakie jest mniej więcej od 2007 roku, bo politycy i urzednicy będą sie tak szybko wymieniać, że przez długi okres czasu wiele inwestycji będzie wstrzymywanych w związku z tym, że pana X musi po wyborach zastąpić pan Y, który w dodatku ma całkiem inny pomysł na daną sprawę, co czyni politykę państwa wobec czegoś wielce niespójną.
Już lepiej głosować więc w 2011 roku na PO, niż na PIS, jeżeli plany nowych inwestycji mają utknąć na pół roku nieruszone lub "głębiej analizowane" w ministerstwach, urzędach i agencjach, nie wspominając już o tym, że PIS może chcieć zająć się walką z układami, kwestiami bezpieczeństwa, lustracji i powstań, czyli tym co było, oraz wiecznym sojuszem z USA oraz wieczną walką z Rosją, niż gospodarką i inwestycjami (niektórzy mówią, że minister Polaczek powiedział: po co budować autostradę do Gdańska, przecież to bastion PO).
Decyzja należy do wyborców.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)