Całkiem niedawno, na Kongresie Kobiet Polskich, pojawiła się myśl o parytecie 50-procentowym dla kobiet. Na stronie Gazety Wyborczej zorganizowano nawet listę, by ludzie, którzy są "za zwiększeniem praw kobiet" czy też "wszyscy rozsądnie myślący obywatele" wpisali się na nią i poparli ten zabieg. Dlaczego myślę, że jednak krok w stronę ustalenia pięćdziesięcioprocentowego parytetu jest objawem dekadencji, a nie postępu. Oto kilka czynników powodujących to:
1. Jestem dzieckiem Oświecenia: Oświecenie mówiło o zrównaniu praw płci, a nie o przejeciu hegemonii. Dziś kobiety mają takie same prawa jak mężczyźni, a możliwości nawet większe, o czym świadczy ich dominacja wśród studentów, wśród osób wyjeżdżających za granicę w celach poznawczo-turystyczno- zarobkowych (ERASMUS itp.). Obawiam się, że parytety zniszczą uniwersalne idee człowieczeństwa i doprowadzą do partykularyzmu forsowanego przez niektóre kobiety z ruchu feministycznego.
2. Sytuacja demograficzna Polski nie jest najlepsza. Przyczyną jest nastawienie na karierę dzisiejszych kobiet powodujące utratę przez niektóre z nich kobiecego ciepła i utknięcie w chłodzie i niewspółczuciu wobec mężczyzn, którzy nie mogą realizować celu, który przyświeca każdemu gatunkowi, a więc rozmnażania się. Jednocześnie zyskają na tym ci mężczyźni,którzy nie mają najlepszych cech, choć często mają wystarczająco dobre. W jaki sposób - ci o "najlepszych" cechach, niekoniecznie umysłowych, ale fizycznych, podbijają kobiety nie-feministki i nie-karierowiczki, a dla tych nieco słabszych fizycznie, choć sprawnych intelektualnie mężczyzn, kobiet brakuje albo nie mogą wykorzystać oni w całości swojego potencjału prokreacyjnego. Parytety wzmocnią ten trend - więcej będzie kobiet u władzy, ale kosztem tego, że urodzi się jeszcze więcej dzieci głupich niż mądrych niż dotychczas.
3.Jeśli nie chcemy degradować własnego gatunku, jeśli chcemy wyrwać się z tej dekadencji, która mówi, że lepsze jest teraz niż jutro, to nie możemy zgodzić się na parytety. Parytety są objawem takiej samej dekadencji jak krzyż w każdej sali szkolnej. Nie mozemy poddać się teraźniejszości i zawsze się adaptować do sytuacji. Czasami z codziennym życiem trzeba walczyć i próbować je konstruować po swojemu, nie zawsze zgadzając się na głupie mody, jak hip-hop czy rap w muzyce, dla przykładu.
P. S. Oto poruszająca i przejmująca, a po zmianie ekspansywna, dynamiczna muzyka:
http://www.youtube.com/watch?v=Iu9Upnuyx5A (tu zwłaszcza od 4:30 do końca filmu)


Komentarze
Pokaż komentarze