Oto scena z zajść, które miały miejsce na pokładzie rządowego Tupolewa, który rozbił się między godzina 8.39 a 8.56 dnia 10 kwietnia 2010 roku:
Pierwszy pilot: Cholerna mgła, nie możemy ladować, niech ktoś idzie po prezydenta, może wylądujemy w Moskwie?
Drugi pilot: Dobra stary, trzymaj ster, tylko nie walnij w jakieś drzewo, widzisz, że cholerna mgła.
Drugi pilot wyszedł z kabiny pilotów i udał sie na główny pokład, w kierunku kabiny prezydenta.
Drugi pilot ( do prezydenta): Dzień dobry Panie Prezydencie. Mamy problemy z widocznością, być może będziemy musieli lądować w Moskwie albo w Mińsku.
Prezydent: Proszę Pana, ale nie zdążymy wtedy na uroczystości w Katyniu i Putin się będzie z nas śmiał. Pamięta Pan lądowanie w Gruzji? Nie było tak źle - wylądowaliśmy wtedy. Czuwał nad nami Bóg i Dżugaszwili...
Wassermann: Saakaszwili, Panie Prezydencie.
Prezydent: No tak Saakaszwili, Dżugaszwili to Stalin,ale trzeba przyznać, że mój kolega z Gruzji też potrafi pozamiatać opozycję. To ruska opozycja.
Drugi pilot: A więc lądować tu Panie Prezydencie, czy tak?
Prezydent: Tak, lądujcie tu, natychmiast, ale skontaktujcie się z wieżą kontrolną.
Drugi pilot: Melduję, że rozkaz wykonam. Do widzenia.
Drugi pilot wszedł z powrotem do kabiny pilotów.
Pierwszy pilot: No i co usłyszałeś?
Drugi pilot: Mamy lądować, ale wpierw mamy skontaktować sie z wieżą kontrolną, więc dzwoń do tej wieży.
Pierwszy pilot: Ja trzymam ster, ty dzwoń i nie przeszkadzaj. Przed chwilą zaczepiłem o coś, chyba o wierzchołek drzewa.
Drugi pilot: Człowieku, na jakich ty latasz wysokościach? Już dzwonię. Halo, halo, have I pleasure to talk with control tower in Smolensk?
Głos z wieży kontrolnej: My po anglijsku ni gawarjat. Po rusku tolko.
Pierwszy pilot: Gadają tylko po rusku. Ty umiesz ruski. Gadaj coś do nich, ja przejmę stery.
Drugi pilot: Zdrastwujcie tawariszu!
Głos z wieży kontrolnej: Zdrastwujcie Poliaczki. Nie mużem was prinjac. Putin skazał niet. Wy, towarisze, objazanni prizemljatsja w aeroportu w Moskwie.
Drugi pilot: Ale to skazał wasz premier, a nasz prezidient skazał nam prizemljatsja w Smolensku.
Głos z wieży: Wy poliaczki gawarjacie: na Rusi to sie musi, a w Polsce jak kto chce. Aeroport w Smolensku jest russkij, samoljet jest wasz. Reszace szto diełac, jesli prizemlitsja, eto budiet choroszo, jesli niet, eto razbiłsja. Wasza swoboda.
Drugi pilot: Budiem prizemlitsja, eto budiet choroszo.
Pierwszy pilot: To lądujemy. Decyzja została i tak już podjęta przez prezydenta.
Drugi pilot: No,mimo mgły, to fajnie się ląduje.
Pierwszy pilot: O szkur... Widziałeś rypneliśmy w jakieś drzewo. O, krucafiks, szarpaj może za stery, może jeszcze uda się wyladować.
Bum, bum... Samolot runął w ziemię obrócony do góry dnem i w niwecz. Nagle wybuchł pożar i zapłonął bak z benzyną. Nikt nie przeżył. A szczątki ofiar zamieniły się we fragmenty lub w proch.
Naczelnik wieży kontrolnej: Wkljuczic swiet w ajeroporcie, nie chlestat tolko wodki, eto samoljet z Polszy razbiłsja.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)