Stawiam tezy wobec polskiej prawicowości, która mając monopol na polskim rynku idei zatęchła w nieżyciowym podejściu do rzeczywistości i mało kto próbuje ją skierować na właściwe tory, a przydałoby się to jej. Jest to jednak możliwe, o ile w Polsce powstanie kiedyś dość silna lewica, która wymusi konkurencję na rynku idei. Jak na razie "prawica" to kolos na glinianych nogach.
Zarzut nr 1: brak życia - prawicowcy ciągle obstają przy tych samych tezach, jakby nie dostrzegając, że życie się zmienia. Trzeba tu wymienić obstawanie przy takich ideach, jak ciągła konieczność lustracji, ciągła konieczność cięć biurokracji, wsparcie dla jednomandatowych okręgów wyborczych, przywiązanie do katolicyzmu jak do słupa.
Zarzut nr 2: dogmatyczność - mimo kryzysu finansowego prawicowcy nadal bronią kapitalistycznej utopii laissez-faire, a poza tym tezy o stałym utrzymywaniu się mocnych związków zawodowych i w związku z tym konieczności zmniejszenia ich znaczenia, dogmatem jest też przywiązanie do skrajności
Zarzut nr 3: paranoja - w Polsce prawicowiec przeważnie głosi tezy spiskowe - z katastrofy lotniczej partia opozycyjna robi dobrze rządowi wymyślając za niego temat zastępczy, umiarkowany konserwatysta z piątką dzieci jest nazywany lewicowcem, a radykalny etatysta Kaczyński zbiera głosy "prawdziwych" prawicowców od JKM - sam bezdzietny i mający więcej piany na ustach niż skuteczności. Co jeszcze: liberałowie są nazywani lewicą laicką, a skrajni konserwatyści uważają się za jedynych prawdziwych liberałów. Poza tym panuje u nich paranoja antysocjalistyczna, mimo, iż socjalistów w Polsce nie ma.
Paranoją jest też fakt, iż radykalni prawicowcy wzajemnie zarzucają sobie socjalizm. Paranoją jest antykomunizm, mimo, że poza kilkunastoma osobami w Polsce, większość tzw. komunistów już od dawna spoczywa w grobach.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)