Jednym ludziom pozwala się pracować, często za bardzo hojne stawki, mimo, że często nie wykonują oni żmudnej czy trudnej intelektualnie pracy. Ogromna liczba ludzi ma też stosunkowo duże zarobki, ale płaci w ten sposób, że w pracy przebywa ponad 40 godzin tygodniowo, często biorąc za to dodatkowo premie. Jednocześnie cała rzesza ludzi pracuje za minimalne stawki w pocie czoła. Poza tym, podobna grupa, nie posiada pracy lub posiada ją przez krótki bardzo okres, często pracując na czarno, dorywczo lub w inny sposób. A przecież można byłoby znacznie poprawić stan zdrowotny i psychiczny społeczeństwa skracając czas pracy z 40 do 35 godzin tygodniowo. Wtedy ten sam ogólny czas pracy wszystkich pracujących obywateli można byłoby rozdzielić na większą liczbę osób. Spowodowałoby to spadek przemęczenia społeczeństwa i wzrost czasu poświęcanego na przykład na aktywność fizyczną czy większe uczestnictwo obywateli w polityce, a nie odpoczynek na zasadzie oglądania telewizji bądź korzystania z komputera. Spowodowałoby to większe zadowolenie społeczeństwa, mniej narzekania. Czy nie chcemy tego?
Dlaczego nikt z polskich partii parlamentarnych nie rozważa takiego posunięcia? Czy SLD jest partią socjaldemokratyczną? Czy PSL jest partią ludową? Czy PiS jest zawsze populistyczny? Czy PO kieruje się tylko sondażami? Chyba nikt z nich nie jest tym, za kogo się podaje albo za jakiego podają go media. Czy takie skrócenie czasu pracy jest przeciw przedsiębiorcom? Wydaje mi się, że nie, bo za ten sam fundusz płac można zatrudnić więcej ludzi skracając im czas pracy. Jestem jednak dziwnie spokojny, ze federacje przedsiębiorców zaprotestowałyby sugerując jak zwykle wzrost kosztów pracy. A nasz rząd, mimo ze tak kieruje się sondażami, to ustąpiłby pod chórem organizacji pracodawców, neoliberalnych ekonomistów (Balcerowicz, Rybiński), libertariańskich też - odnośnie Adama Smitha (Gwiazdowski, Sadowski), czy byłych korwinowców którzy od Korwina uciekli do PO i tam rozpowszechniają swą zarazę czasami, choć rząd jakoś trzyma się pragmatyki rządzenia, która związana jest z kryzysem finansowym i kryzysem ideowym neoliberalizmu, i co jakiś czas forsuje prospołeczne rozwiązania, ale nie jest w stanie chyba analitycznie dostrzec to, co ja dostrzegłem.
PiS, mimo ze jest opozycją, i często (dość populistycznie) stosuje retorykę socjalną mogłoby się za takim czymś opowiedzieć, ale tylko w opozycji. Wchodząc do rządu, niechybnie zrezygnowałoby z tej polityki, poniewaz w tej partii również jest wielu byłych korwinowców, a co więcej panuje tam nieraz kult amerykańskiej Partii Republikańskiej. Powoduje to, ze rady Amerykanów są tam brane na serio, nie tylko w polityce zagranicznej. Kluzik-Rostkowska odeszła, a ona byłaby zdolna to forsować, ale czy przeforsować - nie wiem?
SLD, mimo medialnego przezwycięzania kryzysu, oraz stawania się nowoczesną socjaldemokracją, jeszcze nie nauczy się tego, co zrobili na przykład francuscy socjaliści. Wprowadzili krótszy tydzień pracy, czego konsekwencją jest jedna z najwyższych wydajności pracy na naszym kontynencie. SLD jednak wciąz musi zabiegać o pracowników, bo ci - nawet jeśli SLD prowadziłaby realną politykę propracowniczą - mają za sobą doświadczenie Solidarności i niechętnie patrzą na SLD, a chętniej wybiorą PiS, bo ten przynajmniej rzuci im jakiś mocny populizm socjalny o charakterze retorycznym, po cichu wprowadzając antypracownicze zmiany (dwie stawki podatkowe zamiast trzech, zwolnienie darowizn od spadków). W SLD jest wciąż zbyt dużo byłych aparatczyków, którzy założyli swój biznes, aby takie pomysły się tam spodobały. SLD będzie rzeczywista socjaldemokracją, gdy będzie z jego list startować więcej pracowników niz biznesmenów.
PSL - nie zdziwiłbym się gdyby prospołeczna Pani Fedak coś takiego zaproponowała. Jednakże mam wątpliwości np. do Pawlaka - on zawsze w kwestiach gospodarczych tak kręci, ze nigdy nie wiadomo co dokładnie myśli. Jednak z jego zachowań i wypowiedzi wnioskuję, ze będzie zawsze prowadził politykę na rzecz lobby rolnego i przemysłowego (energetyka, górnictwo), aniżeli na rzecz polityki społecznej lub rozwiązań czysto rynkowych. Pawlak to interwencjonista uwikłany - tzn. jego myśl gospodarcza to interwencjonizm na rzecz firm branzy rolno-spożywczej i byłych lub obecnych przedsiębiorstw państwowych.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)