Internetowe wydania mediów pełne są oburzenia, konsternacji, niedowierzania lub zawstydzenia – zależnie od opcji politycznej – wszystko z powodu rzekomej możliwości powstania nowego sojuszu PiS – SLD. A przecież to było marzenie najbardziej konstruktywnych sił na scenie politycznej, ponoć Michnik z Kwaśniewskim knuli taki scenariusz od zarania III RP, żeby szlachetna frakcja byłej PZPR połączyła się z opozycją solidarnościową. Prawda, jeśli chodzi o personalia, to jest tu pewne qui pro quo, przyznaję, ale przecież tylko w filmach marzenia spełniają się co do joty.
Jeszcze nie tak dawno, gdy nasi postępowi antykomuniści z partii wolności wchodzili w entente cordiale z postępowymi komunistami z partii lewicy, to mieli zapewniony równie serdeczny patronat nad całym przedsięwzięciem ze strony tak zwanego salonu III RP, według niektórych, albo michnikowszczyzny, jak to określają inni. Jakież to było wtedy anachroniczne, te okrągłostołowe podziały, te resentymenty po komunizmie, jakie one szkodliwe były i jak przeszkadzały w rozwoju ! Ile to papieru i czasu antenowego zużyły postępowe media, od GW i Trybuny po TVN i Radio Zet, żeby wybić Polakom fobie postpeerelowskie z głowy, a przekonać do świeżo upieczonych miłośników demokracji.
Wszystko zaczęło się psuć, gdy nieodpowiedzialny młokos Napieralski pogardził zintegrowanym towarzystwem szczerych demokratów Onyszkiewicza, socjaldemokratów Borowskiego oraz przodujących demokratów w rodzaju Cimoszewicza, a prawdę powiedziawszy, bezceremonialnie ich wykopał. Najgorszy z tego wszystkiego był fakt, że Napieralskiemu oraz SLD nawet nieźle to wyszło, swoje procenty w europejskich wyborach uzbierali, a awangarda postępu obeszła się smakiem.
Ale naprawdę złe miało dopiero nadejść i w tej chwili się spełnia – oto PiS rozpoczął poważną rozmowę z SLD i od razu z grubej rury – podzielili się radami nadzorczymi w publicznych mediach. I to jest dobre, ja to popieram i Kaczyńskiemu w tej chwili kibicuję - po dwóch latach rozmamłanych manewrów partii Tuska z mediami, Kaczyński znowu pokazał, jak się robi politykę. Aż się dzisiaj pan marszałek Komorowski rozsierdził i wymamrotał coś, że wraz z porozumieniem PiS z SLD znika kolejna bariera historyczna, tak jakby nie pamiętał, co mamrotał niedawno, że nie można marnować potencjału Cimoszewicza. A pani posłanka Śledzińska – Katarasińska to aż rumieńcem spłonęła nad takim bezwstydem, że to ona już dwa lata odpolitycznia media, a tu masz ci los - cały wysiłek na marne, znowu wybrali politycznych członków !
Nie wiadomo, jak będzie dalej, ale z doświadczenia wiemy, że będzie co najmniej ciekawie. Bo sprawa jest taka, że pisowskiemu elektoratowi sojusz z SLD wcale nie śmierdzi, a przynajmniej nie tak, jak to sobie wyobrażają przeciwnicy PiS - u. Bo elektorat pisowski, drodzy państwo, jest już zaszczepiony przeciwko egzotycznym przypadłościom w postaci dziwnych sojuszy, a szczepionkę przyjął w pamiętnym roku 2006, kiedy to sprzymierzył się inteligent z Żoliborza z kwintesencją politycznego buractwa i czarnosecinnego reakcjonizmu, tak to przynajmniej wyglądało w oczach salonu i taki przekaz szedł stamtąd.
Zatem, paradoksalnie właśnie salonowi zawdzięczamy, że partii Kaczyńskiego pod tym względem już chyba nic nie zaszkodzi. Bo nie dość na tym, proszę państwa, że zwolennicy PiS- u są zaszczepieni, oni są także uodpornieni, oni już nabyli odporność na niezwykłe figury polityczne prezesa, a to z tej przyczyny, że prezes udowodnił, iż zawiera owe mariaże z konieczności, z naglącej potrzeby, że są niezbędne do osiągnięcia konkretnego celu, a nie po to, żeby posiedzieć na premierowskim stołku trochę dłużej. O tak, premier Kaczyński udowodnił to dobitnie swoim wyborcom w pamiętnym roku 2007. Zatem prezes nie musi się kłopotać, że mu elektorat odpłynie dlatego, że się spiknął z SLD, wcale mu nie odpłynie, jednak moim zdaniem, może być o to spokojny pod pewnymi warunkami.
Bo co innego jest zrobić polityczny interes z Lepperem czy Giertychem, chociaż to najlepiej nie wyglądało, ale fundamentalnie odmienny jest interes z typami w rodzaju Szmajdzińskiego czy Zemke, a takich okazów jest trochę w partii Napieralskiego, każdy to wie. Ba, nawet Platforma utrzymując „byłego neonazistę” na stołku w TVP ma większy komfort niż w przypadku komitywy z wyżej wymienionymi indywiduami. Bo co tu dużo gadać, z Farfała taki nazista jak ze mnie ksiądz proboszcz i nikt jego neonazizmu nie traktował poważnie, a już najmniej ci, co mu go tak gorliwie wytykali. Dowodem na to choćby jego utrzymywanie się na tym stanowisku tak długo podczas rządów PO, co jest ewenementem, jak na nazistę w demokratycznym kraju zdominowanym przez postępowe media. Owszem, od czasu do czasu Gazeta rutynowo nawyzywała Farfała od faszystów i mianowańców Kaczyńskiego, ale tajemnicą poliszynela było, że na trwanie „byłego neonazisty” jest przyzwolenie ze strony partii Tuska, bo Platformie nic lepszego się przydarzyć nie mogło, skoro mimo szczerych chęci nie potrafi sobie mediów publicznych podporządkować.
Ale ze Szmajdzińskim i jemu podobnymi towarzyszami jest już jakościowo inny problem dla wyborców PiS-u. Bo ci towarzysze wysoko dzierżyli sztandar PZPR - u, a to był sztandar obcy, więcej powiem, bandycki po prostu, tego ukryć nie można. A oni też tego nie ukrywają, że dzierżyli go wysoko, że z przekonaniem nim potrząsali, że pełnili w tamtym systemie poważne funkcje i wcale się tego nie wstydzą. To nie były szczeniackie gesty lub młodzieńcze wybryki jak u Farfała czy innej Młodzieży Wszechpolskiej, to była jawna afirmacja i legitymizacja totalitaryzmu przez ludzi dojrzałych i zdających sobie sprawę z tego, co robią. Totalitaryzmu, którego konsekwencje były przecież nie mniej tragiczne w ogólnym rozrachunku niż konsekwencje nazizmu, temu nikt nie zaprzeczy.
I nad tym prezes Kaczyński będzie się musiał głęboko zastanowić, jeżeli wpadnie mu do głowy wejść w jeszcze bliższe konszachty, a może i wspólnie porządzić z panem Napieralskim. Bo samego Napieralskiego i podobnych jemu elektorat pisowski przełknie dość gładko, tego jestem pewien, ale zasłużonymi towarzyszami, którzy jeszcze w stanie wojennym się obnosili ze swoją lojalnością dla komunistycznego reżimu, może się już udławić. No, ale ileż to roboty dla polityka, żeby pozbyć się paru kolegów z przeszłością, co przeszkadzają w nowym rozdaniu ?
Przedziwna postawa Platformy, w której niebotyczna arogancja walczy o pierwszeństwo z równie koszmarną niewydolnością rządzenia, uprawnia do przypuszczeń, że swoją szansę w tej ledwie co świtającej konfiguracji może dostrzec również prezes Pawlak. A wtedy już tylko czekać, gdy ponownie ujrzymy na okładce opiniotwórczego tygodnika podobiznę prezesa Kaczyńskiego, a poniżej wielkimi literami : JAK ON TO ZROBIŁ ?!
Inne tematy w dziale Polityka