Ostatnimi czasy przyjęła się w Polsce nowa świecka tradycja, którą ja na swój osobisty użytek nazwałem Przeprosiny Laickie III - go stopnia, a klasyczny jej przykład dał ostatnio Jacek Żakowski. Przeprosił on mianowicie siatkarkę Dorotę Świeniewicz za chamstwo internautów. Jak z tego przykładu widać, nadana przeze mnie nazwa tradycji wzięła się stąd, że przepraszamy osoby trzecie za przewinienia osób trzecich, ale również w imieniu własnym, chociaż nic nie zawiniliśmy, a nawet nic nam do tego.
W odróżnieniu od siermiężnych przeprosin naszych ojców, które celebrowaliśmy z poczucia winy, żalu i skruchy, a które wymagały od nas pewnej osobistej klasy i odwagi przyznania się do błędu lub zwyczajnego świństwa, nowa tradycja abstrahuje zupełnie od takich uciążliwych drobiazgów. Możemy nie znać osoby przepraszanej ani osoby obrażającej, nie obchodzi nas nawet, czy ktoś czuje się obrażony i czy domaga się przeprosin. W tym przypadku przeprosiny stanowią subiektywny akt naszej i tylko naszej woli oraz manifestację solidarności, bez względu na to, czy ktoś jej pożąda, czy nie - my jesteśmy podmiotem tego aktu i nic nikomu do tego, kogo przepraszamy, za co przepraszamy i za kogo przepraszamy.
Coraz więcej jest zwolenników tej tradycji, a ja przyznam szczerze, też nie chciałbym ciągnąć się zawsze w ogonie postępu, więc tym razem postaram się wysforować trochę przed szereg. W związku z powyższym wystosuję kilka aktów przeprosin laickich, które przyszły mi do głowy ot tak, bez szczególnego namysłu, można powiedzieć, dzień nasz powszedni je przyniósł.
No więc, żeby daleko nie szukać, w pierwszej kolejności pragnę przeprosić za Jacka Żakowskiego wszystkich jego lewicowych sympatyków, którzy czują się zaszokowani nawoływaniem Żakowskiego do „porozumienia się wielkich koncernów posiadających największe polskie portale”, gdyż „ich porozumienie mogłoby radykalnie zmienić sytuację w internecie”. Nie oszukujmy się, każdy lewicowiec wie, do czego prowadzi porozumienie wielkich koncernów. Zatem przepraszam Cię nieznany lewaku za słowa Jacka Żakowskiego, dopóki nie jest za późno.
Korzystając z okazji, bo czytam właśnie biografię Jerzego Giedroycia, pragnę przeprosić wszystkich za Jerzego Giedroycia, ale tylko do roku 1940, ponieważ dalej jeszcze nie doczytałem. Zatem serdecznie i szczerze przepraszam wszystkich, którzy poczuli się urażeni przedwojennymi poglądami redaktora z Maison Lafitte, takimi na przykład, że „problemu getta żydowskiego nie da się rozwiązać poprzez asymilację ani poprzez autonomię, gdyż Żydzi są rozproszeni po całym kraju. Jedynym wyjściem jest ich masowa emigracja do Palestyny” oraz poglądem wyrażonym w Rumunii w 1940 roku w sprawie żydowskich uchodźców z Polski, że „jest w naszym interesie, by polscy Żydzi jechali jak najdalej. Z Indii oni już do nas nie będą wracać”. Jeśli chodzi o zastosowaną przeze mnie dziwną cezurę czasową, to wyjaśniam, że są precedensy w bardzo podobnych przypadkach. Przykładowo, Czesław Kiszczak został ogłoszony człowiekiem honoru z dokładnym wskazaniem daty granicznej, w tym wypadku od roku 1989. Skoro więc można kogoś uhonorować ze wskazaniem daty, zatem i ja mogę przepraszać za konkretne okresy w życiu jakiegoś delikwenta.
Spoglądam za okno w zamyśleniu, kogo i za co by tu jeszcze przeprosić i ...już wiem, graficiarze ! Wszystkich, którzy są przerażeni wyglądem naszych miast, miasteczek, wsi oraz osiedli, nieludzko zabazgranych na każdym dostępnym i niestrzeżonym skrawku muru, przepraszam za sprawców tych bohomazów, ale także w moim własnym imieniu. Jednocześnie czuję się w obowiązku przeprosić właścicieli obiektów dotkniętych tym koszmarem. Przepraszam ich za te wszystkie osoby, środowiska i media, które w swoim czasie wylansowały ten rodzaj zdziczenia obyczajów, nazywając to sztuką, nobilitując jednocześnie mianem artystów hołotę niszczącą ich własność. Nowa świecka tradycja każe mi również przeprosić artystów tworzących w tradycyjny sposób, którzy poczuli się urażeni zrównaniem ich twórczości z aktami zwyczajnego wandalizmu, jakim jest niewątpliwie bazgranie sprayem po cudzych murach i posesjach. Ponieważ ten proceder sięgnął bruku w sensie symbolicznym i dosłownym – w moim mieście zaczyna już się mazać po chodnikach – byłbym niepocieszony, gdyby przeprosin ode mnie nie przyjęli wszyscy użytkownicy chodników, trotuarów i deptaków w moim mieście, a także bezradne wobec tych praktyk władze miasta.
I tym lokalnym akcentem zakończę na dzisiaj moją przygodę z nową świecką tradycją, ale zachęcam wszystkich ewentualnych czytelników mojego postu, żeby spróbowali jak to działa i wpisywali tu swoje przeprosiny. Nieważne, czy ktoś to przeczyta; nieważne, za co przepraszacie; nieważne nawet, czy jest za co przepraszać – świat będzie odrobinę lepszy, gdy przeprosicie kogokolwiek w czyimś imieniu, a także swoim własnym.
P.S. Przypomniał mi się angielski żart rysunkowy. Nie jestem Cezary Krysztopa i nie mam jego talentu, więc zmuszony jestem opowiedzieć. W dalszym tle ilustracji widzimy dwa tonące po niedawnym zderzeniu statki, a na bliższym planie zderzają się również szalupy ratunkowe z obu statków. Pasażer stojący na tej, która staranowała tę drugą, wypowiada do jej tonących pasażerów następującą kwestię : ”Jeszcze raz państwa jak najserdeczniej przepraszamy !”.
http://wyborcza.pl/1,75515,6910142,Chamstwo_hula_w_internecie.html
Magdalena Grochowska, „Jerzy Giedroyc”, Świat Książki 2009
Inne tematy w dziale Kultura