Zgiełk czyniony wokół osoby Jarosława Kaczyńskiego osiągnął już takie natężenie, że mało kto jeszcze pamięta, dlaczego miał się prezes PiS zmienić. Tymczasem na początku było słowo o ZOMO, które tak dotknęło pewne środowisko, że poczuło potrzebę podzielenia się swoim wstydem z większą ilością wielbicieli demokracji spod znaku sierpa i młota.
No, bo czy nie było oczywiste dla każdego człowieka kierującego się własnym rozumem, gdzie stoi ktoś admirujący dzisiaj Urbana, Jaruzelskiego, Kiszczaka ? A przecież nikt poważnie myślący nie ma wątpliwości, za kim stało ZOMO, więc wszyscy wiemy, gdzie stoi wiodący flecista wraz z całą ekipą o tych samych upodobaniach oraz korzeniach. Zatem nie ma co wątpić, że tak precyzyjne wskazanie nie zostanie Kaczyńskiemu wybaczone. Choćby odszczekiwał codziennie każde zdanie rano i wieczorem, będzie tak samo atakowany.
Dzisiaj już samo wspomnienie o konieczności wyjaśnienia tragedii smoleńskiej wywołuje wściekłość zwolenników pojednania z Władimirem Putinem. Wbrew jednak ich deklaracjom jest to historia z precedensem i to dokładnie osadzonym w tym samym miejscu pod Smoleńskiem. Przyszło mi do głowy, żeby na ten precedens wskazać, gdyż zainspirowała mnie Gazeta Wyborcza, która w precedensach się lubuje.
Ostatnio na specjalistkę w tej dziedzinie wyrosła Dominika Wielowieyska, którą nikt nie prześcignie w pomysłowości sugerowania precedensów. Sprzeciwiam się wysuwaniu już teraz domysłów, że to Lech Kaczyński zmusił pilotów do lądowania za pośrednictwem gen. Błasika (podobnie jak w 2008 r. próbował zmusić pilota, by lądował w Tbilisi). Dopóki nie ma na to dowodów, nie wolno stawiać tego zarzutu wobec tragicznie zmarłego prezydenta. On przecież nie może się bronić!
Proszę zauważyć, że generalnie wysuwaniu domysłów się autorka nie sprzeciwia, ale chodzi jej tylko o czas. Należy również zwrócić uwagę na fakt, że Gazeta już ustaliła ewentualnego pośrednika rzekomego nacisku w osobie generała Błasika przebywającego w kokpicie, czyli wersja jest doskonalona i udostępniana na potrzeby żądnej argumentów palikociarni. Proszę także docenić słoniowatą subtelność wywodu – domysłom się sprzeciwiamy, bo prezydent nie może się bronić, ale był precedens.
No właśnie, skuszony tym wzorem również postanowiłem poszukać precedensów w kontekście Katynia i zachowania się ludzi dążących do pojednania z ojczyzną światowego proletariatu za wszelką cenę. Co się bowiem działo w chwilach dokonywania ludobójstwa na polskich oficerach w Katyniu, a konkretnie czym się zajmowała wówczas polska lewica komunistyczna ? Otóż utworzyła w 1940 roku (roku mordu w Katyniu), Towarzystwo Przyjaciół ZSRR, które potem weszło w skład PPR, a ta z kolei zasłużyła się jak żadna inna w ciemiężeniu własnego narodu w imię szczęścia ludzkości.
To oni mordowali Fieldorfa, Pileckiego, „Anodę” Rodowicza oraz tysiące innych patriotów pod okiem tych samych bolszewickich instruktorów, którzy wprawy nabierali w Katyniu. Dzisiaj, gdy Donald Tusk, zamiast zadbać o polską rację stanu w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy, jedna się na ciepłym jeszcze miejscu tragedii z kagiebowskim spadkobiercą tamtych siepaczy, właśnie tamten precedens przychodzi mi na myśl.
Tusk jedna się z Rosją imperialną, na której czele stoi człowiek, który upadek zbrodniczego sowieckiego imperium uznał za największą katastrofę XX wieku. Czyli jest nie tylko fizycznym spadkobiercą tamtej organizacji, ale także dziedzicem tamtej mentalności. Czy to nie mówi nam wszystkiego, kim są ci wszyscy, którzy za Tuskiem, Palikotem i Komorowskim stoją ? Czy trzeba czegoś więcej niż widok wiernopoddańczego Grasia mamroczącego po rusku przeprosiny pod adresem cmentarnych hien, którym pomylił uniformy ?
Jeśli palikociarnia trąbi bez wstydu o pijanym prezydencie, który wywarł presję na pilotów i ma krew na rękach; jeśli opiniotwórczy dziennik sugeruje wyraźnie, że pośrednią przyczyną katastrofy mógł być nacisk prezydenta na załogę tupolewa, to oznacza, że każdą ewentualną pośrednią przyczynę można badać i poddawać egzegezie.
Czy to, że Tusk najpierw podejmuje grę Putina mającą na celu zmarginalizowanie i rozdzielenie uroczystości z udziałem Lecha Kaczyńskiego, a potem tuż po katastrofie ostentacyjnie się z nim jedna, nic nie znaczy, nic nam nie mówi ? Czy łańcuch pośrednich przyczyn ma być pozbawiony tego ogniwa ?
Czy fakt, że ludzie mający swoje korzenie w Towarzystwie Przyjaciół ZSRR, w KPP, w PPR, a teraz entuzjastycznie popierający Tuska w tej entente cordiale z Putinem mającym przecież równie mocne korzenie w NKWD, nie jest poprzedzony precedensem sprzed siedemdziesięciu lat, gdy komuniści jednali się z katyńskim ludobójcą ?
Owszem, to precedens bardzo odległy, ale przecież idee są te same i wiecznie żywe – dać szczęście ludzkości, choćby spora jej część miała od tego szczęścia wyginąć jak dinozaury, a kłamstwo smoleńskie miałoby stać się nowym kłamstwem założycielskim.
* „Wybrane zagadnienia z fizyki katastrof” - to również tytuł pasjonującej powieści Marish`y Pessl. Polecam na wakacje:)
http://wyborcza.pl/1,86116,8131848,Czeka_nas_ostrzejsza_walka.html#ixzz0tYPDmBSQ
Inne tematy w dziale Polityka