324 obserwujących
1202 notki
3734k odsłony
  6277   0

Kaczyński, miałeś rację!

Oni tam rzeczywiście stoją. Przy boku Urbana, który przecież i dzisiaj jest po stronie tych, którym służył kiedyś. I wcale tego nie ukrywa. Coming out, czyli ujawnienie się, zrzucenie kamuflażu przez tych, którzy dzisiaj stoją tam, gdzie stoi on, nastąpił pod egidą właśnie Urbana, rzecznika komuny, stanu wojennego, WRON-y.

Byłem w październiku 2006 roku na wiecu w Stoczni Gdańskiej, na którym Jarosław Kaczyński rzucił słynne już dzisiaj słowa, że pamięta, kto był wtedy po czyjej stronie:  „My jesteśmy tu, gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO”. Ta fraza wywołała wówczas wściekłość autorytetów zgromadzonych wokół świątyni Antypisa i mianowanych przez nich legend dawnego podziemia. Wtedy krzyczeli o pomówieniu, pisali list otwarty do prezesa PiS, żeby wycofał te słowa. Wówczas jeszcze odżegnywali się od ZOMO, formacji szczególnie rozbudowanej przez generała Kiszczaka, szefa MSW w latach osiemdziesiątych, dzisiaj człowieka honoru.

Palikot, Kutz, Oleksy, Widacki, Gadzinowski, Żakowski, Biedroń, Senyszyn, Wenderlich, Lepper – to niektóre z nazwisk osób biorących udział w ankiecie tygodnika  „NIE”.  Kwiat twardej komuny, postkomuny, lewactwa, orędownicy demokracji w wersji okołogazetowowyborczej, pracownicy przemysłu nienawiści wobec Lecha Kaczyńskiego. Odpowiadali na pytanie  „Jak skończy Jarosław Kaczyński?”. Odpowiedzi były oczywiście adekwatne do poziomu uczestników – JK skończy jak brat albo śmiercią samobójczą, na śmietniku, szaleństwem, śmiesznością, impotencją.

To jest wydarzenie z pozoru drobne i niewarte uwagi; ale to tylko pozór, gdyż fakt ten obfituje w symboliczne odniesienia na wielu płaszczyznach. Przede wszystkim z powodu konotacji politycznych, medialnych i światopoglądowych poszczególnych osób, które zebrane do kupy tworzą prawdziwą panoramę pokracznego tworu zwanego establishmentem III RP. Przecież tam mamy i Politykę, i PO, i SLD, a także pospolitego kryminalistę, wulgarnego nihilistę, obscenicznego polityka. Bukiet, że tylko nos zatykać.

Po drugie, powtórzę się, to jest prawdziwy coming out tej grupy, manifest nienawiści ludzi, którzy mienią się być humanistami! I to pod redakcją Urbana, propagandzisty komuny i stanu wojennego. Tych faktów, ich znaczenia dla przejrzystości życia publicznego w Polsce po prostu nie można przecenić. Ta grupa do tej pory nie wyrażała tak otwarcie swojej opcji i swoich poglądów. Owszem, łączył ich strach zmieszany z nienawiścią do Kaczyńskich i PiS, co było poniekąd zrozumiałe. W końcu bronili swoich elitarnych przywilejów dożywotniego zażywania popularności, władzy, blichtru z nią związanego – nikt się po nich nie spodziewał altruizmu ani wspaniałomyślności, tym bardziej nawrócenia moralnego. Zawsze jednak odżegnywali się od Urbana, Kiszczaka, ZOMO oraz instytucji stanu wojennego, czyli WRON-y Jaruzelskiego.

Tragedia smoleńska, oszukańczy raport MAK i związany z nią przełom w świadomości społecznej wstrząsnął także ich poczuciem bezpieczeństwa jako dożywotnich członków elity. Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy. Żeby dać skuteczny odpór zagrożeniu musieli zewrzeć szeregi, zapomnieć przeszłe animozje czy urazy i wystąpić razem. Konsekwencją musiało być odkrycie prawdziwych twarzy, faktycznych korzeni i moralnego nihilizmu. Już wcześnie mieliśmy przedsmak, ale nigdy w tak symbolicznym miejscu i pod takim wezwaniem.

Dla świadomości ludzi w Polsce jest czymś bezcennym ujrzeć w urbanowskim brukowcu Palikota razem z Lepperem, Żakowskim, Oleksym, Kutzem i Biedroniem. Bo przesłanie tego faktu ich wspólnego wystąpienia w brukowcu funkcjonariusza reżimu komunistycznego - symbolu zakłamania - to jest kwintesencja tego, co sobie myślimy, gdy słyszymy o ludziach, którzy stoją tam, gdzie stało ZOMO.

Dawno temu, podczas zjazdu  "Solidarności", chyba w 1990 roku, na budynku stołówki uniwersyteckiej pojawił się olbrzymi napis  „GWIAZDA MIAŁEŚ RACJĘ!”. To był wyraz poglądów tych ludzi, którzy już wówczas przejrzeli wspólną grę esbecji, starej komuny, nowej postkomuny i koncesjonowanej opozycji z korzeniami. Tę rację wyartykułował wówczas Andrzej Gwiazda i on był uosobieniem oporu wobec historycznego przekrętu. Potem został zmarginalizowany, jak wielu innych, ale znaleźli się depozytariusze jego racji.

Zabrzmiała ponownie jeszcze  dobitniej na wiecu w Stoczni Gdańskiej, gdy obrońców tradycji ZOMO gromił Jarosław Kaczyński. A co najciekawsze, zarówno ta racja Gwiazdy z 1990, jak i ta Kaczyńskiego z 2006 roku, to jest ta sama racja. Dzisiaj widzimy to szczególnie wyraźnie.

http://www.rp.pl/artykul/599883_-Skonczy-jak-brat-.html

Lubię to! Skomentuj117 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale