291 obserwujących
1107 notek
3465k odsłon
994 odsłony

Jeden olbrzymi sukces i dwie bomby atomowe

Wykop Skomentuj48

My tu w Polsce już dawno przywykliśmy, że podpis Donalda Tuska tyle znaczy, co przysłowiowe ucho od śledzia. Dzisiaj może być ważny i celebrowany z wielką pompą, jutro zaś niekoniecznie, a nawet wcale. Europa jednak jest daleko w polu, jeśli chodzi o materię Tuskowego sukcesu i może się wiele od nas nauczyć. Najlepiej, gdyby odbyli praktykę u rzecznika Grasia, ale to już kwestia wyboru mentora.  W każdym razie europejskie lewactwo mogłoby sobie oszczędzić nerwów i nie targałyby nimi dzisiaj paroksyzmy wściekłości, gdyby zechcieli wcześniej poznać, z kim mają nieprzyjemność.

W roku 2008 Donald Tusk postanowił przyjąć pakiet klimatyczny, chociaż mógł go zawetować. Namawiano go do tego usilnie, ale jak się sam wówczas wyraził – "weto to jest bomba atomowa".  Wtedy bowiem nade wszystko pragnął się odróżnić od braci Kaczyńskich. Ach, jak on bardzo pragnął Unii Europejskiej pokazać, że jest postępowym Europejczykiem, że polskość to nienormalność, że on osobiście płynie po szyję zanurzony w głównym nurcie! I właśnie dlatego, w grudniu 2008 nasz szczery przywódca zaakceptował pakiet klimatyczny, który został natychmiast ogłoszony jako „olbrzymi sukces” premiera. Tymczasem efekt końcowy jest taki, że w czerwcu 2011 roku Tusk po raz pierwszy ów pakt zawetował, a wczoraj zrobił to po raz drugi.

Dzisiaj każdy przyzna, że wetowanie własnego sukcesu to wyczyn zgoła błazeński, ale w grudniu 2008 mało kto wierzył, że za premiera mamy piarowską wydmuszkę. Trzeba sprawiedliwie Tuskowi oddać, że w tamtym błazeństwie nie był osamotniony. Sekundowali mu dzielni ministrowie Sikorski i Dowgielewicz, którzy w euforii nawet przebili szefa rządu. Najbardziej merytorycznie wygłupił się Dowgielewicz, który nie chciałby zestawiać dzisiejszej rzeczywistości z własnymi słowami z grudnia 2008: - Uzyskaliśmy najbardziej elastyczny wyjątek w ramach pakietu. Wyjątek, który pozwoli zrealizować dwa kluczowe cele: ograniczyć wzrost cen prądu, a także zmodernizować naszą energetykę. Gdyby coś takiego powiedział dzisiaj, mało kto odmówiłby mu miana skończonego błazna.

Z kolei minister Sikorski zachłysnął się najbardziej efektownie, zaślinił się nieprzytomnie, a oczy przymykał z rozkoszy, gdy mówił: - Wydaje się, że premier osiągnął olbrzymi, osobisty sukces. Jak do państwa przyjdzie, będzie mógł powiedzieć "yes, yes yes" i jeszcze więcej, bo środki, które tu osiągnęliśmy, są jeszcze większe. Jest wysoce prawdopodobne, że minister Sikorski przeżył w tamtych dniach coś w rodzaju politycznego orgazmu.

No i teraz klops, bo premier zamiast podtrzymać to „yes, yes, yes!” musiał zakrzyknąć „no, no, no!” Właściwie to można powiedzieć, według jego własnego określenia, że  zrzucił na pakiet klimatyczny dwie bomy atomowe. Plajta, klapa, kryzys, krach, jak pisał klasyk.

I na dodatek europejskie lewactwo dostało wścieklizny i nawołuje do sankcji finansowych wobec Polski, która nie chce uszanować globalnego ocieplenia. A przecież sponsorowane lewactwo z tego właśnie żyje, czyli z ideologicznego uzasadniania biznesu zwanego globalnym ociepleniem. Jeśli nie są w tym skuteczni, to wyschnie im źródło finansowania. Czego jak czego, ale pozbawienia dostępu do kasy Tuskowi nie wybaczą.

Donalda Tuska dopadła bowiem jego własna propaganda i tym bardziej jest to dlań bolesne, że ponosi stuprocentową odpowiedzialność. No, bo na kogo można zrzucić winę za osobiście przez siebie ogłoszony sukces? Mój Boże, wyobrażam sobie, co by to się działo w protuskowych mediach, gdyby weto w tej kwestii postawił Jarosław Kaczyński. Tymczasem przyjazne Platformie media (z wyjątkiem ekologicznego lewactwa żyjącego z przekrętu globalnego ocieplenia) komentują oczywistą głupotę polityki Tusk oględnie, jakby to była oczywistość, że najpierw się coś podpisuje, a potem wetuje. Chociaż z drugiej strony mają trochę racji, w państwie Tuska to już faktycznie normalność. Po sprawie ACTA i ustawie refundacyjnej wszyscy wiemy, że ten człowiek nie czyta papierów, które podpisuje.

Regułą w postępowaniu naszego szczerego przywódcy jest zgoda na wszystko, co może mu pomóc w zdobyciu przychylności głównych rozgrywających w Unii Europejskiej i nie tylko. Przypomina mi się karteluszek, którym Tusk wymachiwał z okazji wizyty kanclerz Merkel. Na tym świstku było ponoć zapewnienie, że Niemcy  głębiej zakopią rurę gazową, gdyby się okazało, że przeszkadza na torze wodnym w Świnoujściu. Od premiera Putina polski premier przyjął bez wahania ustne zapewnienie rzetelnego śledztwa. Przy podpisywaniu paktu klimatycznego w 2008 roku polski premier prężył się z dumy od pochwał francuskiego prezydenta.  Donald, jesteś najbardziej skutecznym negocjatorem, jakiego znam  – Sarkozy poklepał po plecach naszego europejskiego prymusika.

I to jest  Donald Tusk w całej piarowskiej okazałości. Im bardziej spektakularny sukces odnosi, tym większej bomby atomowej potrzeba, żeby ograniczyć jego skutki. Niech się zatem lewactwo nie czepia polskiego węgla. Sukces i bomba, a kto Tuskowi uwierzył, ten trąba.

Wykop Skomentuj48
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale