324 obserwujących
1202 notki
3734k odsłony
  7004   0

Jesteśmy z Jarka, Jarek jest z nas

Pierwszego premiera wypromował i wprowadził na urząd już w 1989 roku, czyli ponad dwadzieścia lat temu. Potem było jeszcze kilku innych włącznie z nim samym, a także dwóch prezydentów, o prostych ministrach już nie wspomnę. A przecież jest naturalną koleją rzeczy, że przedtem musiał się postarać, żeby zwolnić poprzedników zajmujących te urzędy. Napisałem kiedyś, że bez jego wpływu Tusk skończyłby jako wicemarszałek Senatu, Lepper nie skończyłby jako wicepremier, a taki Mazowiecki w ogóle by nie zaczął.

To brzmi jak wypis z biografii wszechwładnego dyktatora, ale trudno o większy kontrapunkt w polityce – ten człowiek prawie cały swój polityczny żywot spędził w opozycji. Jak on tego wszystkiego w tej sytuacji dokonał? Tym bardziej zasadne to pytanie, że nie ma drugiego polityka w Trzeciej Rzeczpospolitej tak intensywnie i masowo zwalczanego, spotwarzanego oraz marginalizowanego przez władzę i służalcze media.

Frasyniukowi wolno więcej, Geremkowi pewnych pytań się nie zadaje, Wałęsę należy mierzyć inną miarą, a pierwszy milion trzeba ukraść. Gdybym miał w największym i symbolicznym skrócie wyjaśnić nieustające i olbrzymie poparcie dla Jarosława Kaczyńskiego, to powyższe frazy stanowią najbardziej lakoniczne wyjaśnienie. Jest to rzecz jasna wyjaśnienie trochę nie wprost – to opór społeczny wobec ewidentnego fałszu tych stwierdzeń (autentycznych!) jest przyczyną trwania Kaczyńskiego jako symbolu sprzeciwu wobec pazernego establishmentu  III RP.

Bez poparcia społecznego Kaczyński jako polityk nie przetrwałby pierwszych kilku lat transformacji. Tego prostego argumentu unikają jak ognia wszyscy okołorządowi publicyści naszej politycznej sceny. Według nich jesteśmy bezwolnym stadem, a Kaczyński zagrał nam na czarodziejskim flecie i poszliśmy za nim jak w dym. Bardzo wygodna teza, zwłaszcza gdy się broni  skorumpowanej i skompromitowanej do cna władzy - tylko z lekka metafizyczny argument może dotrzeć do ogłupionych telewizyjną propagandą wyborców. 

Tych kilka prostych zdań wybrałem na chybił trafił z tysiąca innych fałszywych aksjomatów Trzeciej Rzeczpospolitej, wciskanych nam codziennie przez sponsorów, beneficjentów i funkcjonariuszy obecnej władzy. Nie dotyczą przecież konkretnych osób, nie chodzi o Frasyniuka czy Geremka, chodzi o zasady i to właśnie o nie upomina się Kaczyński od początku. To nie jest tak, jak twierdzą jego zakamieniali wrogowie, że on uwiódł swoich zwolenników (czyli mnie et consortes) jakimś magnetycznym wpływem albo wiecową frazą.

Najpierw bowiem doświadczalnie na własnej skórze sprawdziliśmy, że w III RP jesteśmy okłamywani, oszukiwani; robieni w konia, w bambuko; traktowani niczym frajerzy, woły robocze; manipulowani jako mięso wyborcze, a nasze głosy stanowiły podkładkę dla rządów kolejnych aferałów. To oczywiste. Dopiero potem, gdy sobie uświadomiliśmy skalę manipulacji docierało do nas stopniowo, że jedynym politykiem w Polsce, który odważył się to powiedzieć ludziom prosto w oczy był właśnie Jarosław Kaczyński.

On to nie bacząc na swoją proweniencję żoliborskiego inteligenta z krwi i kości, nie zważając na szanse wyborcze, sprzeciwił się koncesjonowanemu establishmentowi, dożywotnim autorytetom moralnym z nominacji sponsorów, liberałom-aferałom, dziennikarzom-funkcjonariuszom, funkcjonariuszom-sponsorom, politykom-tajnym współpracownikom, ministrom-łapownikom i tym podobnej gadzinie rujnującej życie publiczne i gospodarcze kraju. Tylko on jeden uosabia realną szansę na wyrugowanie patologii z polskiej sceny politycznej, tych wszystkich – ujmując symbolicznie – Bolków, Rychów, Zbychów, Donków i Bronków.

I to jest także wytłumaczenie tych niebywale zajadłych ataków na osobę Jarosława Kaczyńskiego, nie mających precedensu nawet w III RP – dla nas uosabia szansę na wyjście z bagna, jakim jest tak zwane państwo Tuska, a dla nich uosabia jedyne realne zagrożenie niczym nieskrępowanego procederu zawłaszczania i rozkradania Polski. No więc, czy można się dziwić, że potraktowaliśmy go jak swego?

Ale z drugiej strony słusznie podejrzewają różni cwani komentatorzy , że to nie Kaczyński jest bólem głowy establishmentu III RP. Problemem jesteśmy my naród - Polacy, mohery, ciemnogrodzianie, patrioci, oszołomy, katolicy, klerykałowie, jakkolwiek nas zwą, to nie ma znaczenia. Bo my przecież pozostaniemy, nawet gdyby zabrakło Kaczyńskiego - co nie daj Bóg – ale to nie zmieni stanu rzeczy, jedynie co najwyżej chwilowo go zakłóci. Przy nas żadna sitwa nigdy nie będzie bezpieczna, tak jak nie może czuć się bezpiecznie degenerat w normalnym środowisku.

Czy ktoś może poważnie przypuścić, że gdy zabraknie Kaczyńskiego, to my kiedykolwiek zaakceptujemy państwo, w którym sędzia płaszczy się przed premierem, prokurator chroni hochsztaplera, władza go promuje, a urząd skarbowy o nim zapomina? Czy ktoś może na serio myśleć, że uszanujemy władzę, która do śledztwa dotyczącego największej powojennej katastrofy wysyła  buraków, co nie potrafią głupiej brzozy zmierzyć i bredzą, że jak coś walnęło, to się urwało?

Naprawdę ktoś wierzy, że my zgodzimy się z takim stanem rzeczy, żeby obsceniczny cham będący twarzą przemysłu nienawiści był lansowany jako ikona walki z mową nienawiści? Czy pogodzimy się z sytuacją, w której rzecznik rządu ciemną nocą ustala z właścicielem prywatnej gazety, jak zafałszować prawdę zawartą w artykule? To ma być państwo prawa, gdy pod nosem premiera jego urzędnicy biorą kilkumilionowe łapówki?

Albo czy naprawdę wierzycie, że przyklaśniemy przekazaniu suwerenności do Unii Europejskiej, na której czele stoją figuranci nawet fizycznie przypominający postaci z Tolkiena, nie mówiąc już o kompletnej niemocy intelektualnej? Żaden normalny człowiek nie pogodzi się z myślą, że ministrem rządu jest ubecki współpracownik, premier notorycznie mija się z prawdą, a prezydent jest na bakier z elementarną logiką i wiedzą. Mamy zaakceptować dewastujący państwo wytwór partii rządzącej, jak „Koleje Śląskie Spółka z p.o.”?

Otóż nie pogodzimy się z tym nigdy, zaś Kaczyński jest jedynie wyrazicielem i jego obecność jest niesłychanie ważna, ale nie jest przecież warunkiem sine qua non. Dzisiaj, owszem, nie mamy kogo innego na jego miarę, lecz przecież nie będzie tak zawsze. Niezgoda na bantustan zwany Trzecią Rzeczpospolitą jest w nas.  Dlatego daremne żale Piętaków, próżny trud Kuźniarów, bezsilne złorzeczenia Niesiołowskich. Nigdy go nie złamiecie, bo Kaczyński jest w nas.

Lubię to! Skomentuj237 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale