Trochę mną szarpnęło gdy wykopowicze z wykop.pl postanowili wziąć na tapetę protest, jaki miała przyjemność zorganizować pani doktor Regina Naronowicz-Kupczyk. Sprawa niebagatelna, bo tycząca się majątku kościoła. Temat niemalże dyżurny dla każdego szanującego się lewaka. Ale ad rem. Lekarka zorganizowała petycję, sprzeciwiającej się przeznaczaniu 1,04% naszego podatku (niestety pani doktor nie była uprzejma sprecyzować jakiego konkretnie) na rzecz (szeroko pojętego) kleru.
Rozchodzi się o utrzymywanie na państwowym cycku grona kilkudziesięciu tysięcy księży, którym Rzeczpospolita Polska wypłaca miesięcznie „2-3 tysiące złotych miesięcznej pensji”. „Świadectwo wiary trzeba pokazać ciężką pracą. Ja całe życie czynem pomagałam innym ludziom (…). A księża?” – pyta rozżalona pani Regina. Później pada kolejny cios – „Mało kto o tym wie, ale w Polsce każdy – wierzący czy niewierzący – płaci przymusowo, nie pytany o zdanie, 1,04 % podatku dochodowego od osób fizycznych na kościół i związki wyznaniowe.” – stwierdza wyraźnie poruszona.
No cóż, zagadnień do omówienia jest przynajmniej kilka. Na wskroś to syzyfowa praca i przypomina po trosze pisanie sprostowań do radzieckiego „Bezbożnika”, antyklerykalnego pisemka zajmującego się indoktrynowaniem młodzieży. Niemniej jednak, rękawiczkę podnieść można.
Pani doktor nie wie, albo tylko udaje, że w Polsce podatek dochodowy od osób fizycznych jest zagarniany przez państwo od każdego obywatela i wykorzystywany na swoją miarę. Przeciętny Polak, czy Polka nie pytany o zdanie zostaje zainkasowany, a jego (do niedawna) pieniądze są przeznaczane na przeróżne cele (np. ochrona „Parady Równości” przez policję), nie mając na to jakiegokolwiek wpływu. Nikt bowiem z obecnie nami rządzących nie pyta nas, na co życzylibyśmy sobie przekazać naszą publiczną daninę. Czy na autostrady, szalety w parku, automaty z prezerwatywami w żłobku, czy burdele? Państwo, działając w oparciu o zasadę jedności budżetowej (w rozumieniu materialnym) po utrąceniu prywatnego grosiwa, zlewa swój łup do „wspólnego kotła”, gdzie następnie głębokim zagarnięciem dłoni rozdaje fundusze na to i owo (w pierwszej kolejności na rzeczy przeciętnemu obywatelowi kompletnie niepotrzebne). Pieniądze są rozdysponowywane rokrocznie. A wszelkie normy to regulujące zapisane są w kolejnych ustawach budżetowych.
Czy tak samo jest w obecnej sytuacji? Nie sposób dociec, gdyż w opisie zdarzenia zbyt mało odniesień jest do faktów, za to dużo więcej pogrywania na antyklerykalnej nucie. Tak, czy siak, niedopuszczalne z punktu widzenia ustawy o finansach publicznych jest tworzenie tzw. publiczno-finansowych pasów transmisyjnych, w których dochody z jednego podatku (lub jego części) automatycznie przeznaczane są na konkretne wydatki budżetowe (np. podatek rolny na opłacenie posłom prostytutek). I żadne petycje, apele, rozdzieranie szat, czy uwalanie się Rejtanem nie jest potrzebne. Zastrzegam jednak, że nie wiem, na jakich źródłach oparła swoje wywody pani doktor.
Są jednak w tekście pewne sformułowania, które (oczywiście głoszone w imię tolerancji i pojednania) stają się wodą na młyn. Do takich zalicza się między innymi to, o domniemanym nieróbstwie księży, dostających swoje pensje za nic. Ot, tak po prostu – państwu się zachciało i płowi grosz publiczny. Stopień uogólnienie w „petycji” jest tak rozległy, że nie idzie dociec do jakich konkretnie proboszczów odnosi się „petycja”. Wspomnieć jednak należy, że przecież na pewnych płaszczyznach występuje zmieszanie funkcji duszpasterskich, z państwowymi. Czy ktoś aby nie zapomniał o kapelanach (w wojsku i szpitalach), księżach uczących w szkołach i na uczelniach wyższych (no chyba, że – zgodnie z rozumowaniem pani doktor, to nie praca), czy kościelnych placówkach wychowawczych? Może zabrzmi to nazbyt dyletancko, ale spora połać naszego społeczeństwa deklaruje wyznanie rzymskokatolickie i tym też można tłumaczyć obecność duchownych tego wyznania w przestrzeni publicznej. Myślałem, że nikogo nie może to dziwić.
„Od kilku lat walczę o to, aby oddzielić kościół od państwa, aby Polska była państwem wszystkich jej mieszkańców, nie tylko osób wierzących.” Rozczaruję panią doktor – nie ma o co walczyć. Polska jest państwem świeckim i na dobrą sprawę nigdy innym nie była. Wszystkie związki Kościoła rzymskokatolickiego z RP wynikają z Konkordatu (religia w szkołach, pensje dla księży-katechetów, dopuszczenie ślubów kościelnych). Tak na marginesie, proszę sobie wyobrazić, że do 1998r. katolicy w Polsce (stanowiący 95% wyznawców) nie mogli skutecznie zawrzeć sakramentu małżeństwa bez uprzedniej wizyty w USC.
A swoją drogą, ciekaw jestem dlaczego podobnej walki (o rozdział Kościoła od państwa) współcześni antyklerykałowie nie prowadzili jeszcze jakieś dwadzieścia lat temu, gdy Kościół rzymskokatolicki swoim (zdobytym w walce z komunistycznym reżimem) autorytetem firmował transformację ustrojową i był zapraszany do Okrągłego Stołu, jako katalizator społecznych napięć? Przypomina mi to trochę sytuację gen. Stanisława Sosabowskiego (dowódcę polskiej brygady spadochronowej w operacji Market Garden), który chciał wziąć udział w rocznicy wyzwolenia Holandii spod hitlerowskiej okupacji. Holenderski celnik nie chciał go przepuścić w lotniskowej bramce, gdyż ten nie posiadał paszportu (Sosabowski zrzekł się polskiego, a nie chciał przyjąć brytyjskiego – co poczytywał za zdradę). Wtedy to generał zapytał sarkastycznie: „Dlaczego nie pytaliście mnie o paszport, gdy byłem tu ostatnim razem?” (zrzut spadochronowy wprost na kule niemieckich automatów – wrzesień 1944r. – przyp. autor).
Fakt, iż państwo ma na utrzymaniu księży wynika dodatkowo z… osiągnięć Wielkiej Rewolucji Francuskiej. To właśnie w jej trakcie narodził się pomysł podłączenia pod publiczny cycek kleru, tak by duchowieństwo nie gromadziło większej ilości majątków. Jak widać, dla przedstawicieli marksizmu-feminizmu, tamta grabież to ciągle za mało (że nie wspomnę o tych, jakich dokonywało państwo po 1945r.) i dopominają się oni absolutnego wydojenia Kościoła z majątku. Wszystko oczywiście idzie na biednych.
„Osobiście swoje 1,04% podatku wole przeznaczyć na biednych ludzi niż bogatych księży!” – postuluje pani doktor. Nie czujecie państwo smrodu urbanowskiej propagandy? To ówczesny rzecznik rządu był pierwszym wypominającym Kościołowi majątek, ks. Popiełuszce „seanse nienawiści”, a katolikom „udział w zbiorowiskach publicznych”. Pani doktor – to wszystko już było! I bieda i lewackie ubijanie piany. Socjalizm wszakże wypowiedział biedzie wojnę, ale bieda tę wojnę wygrała!
Mam jednakowoż pytanie – co by zrobili owi „biedni ludzie”, gdyby im rozdano te „1,04% podatku”? Zainwestowali by może otrzymane środki w fundusze pieniężne, założyli działalność gospodarczą, a może odłożyli na lokacie w banku bez gwiazdek? Otóż nie. Jedyne, czego z lekcji rozdawnictwa nauczyli by się ubodzy, to to, aby następnym razem wyciągnąć rękę po więcej. Zadziała tu klasyczny mechanizm ryby i wędki. Socjalistyczna recepta (boli mnie noga – amputujmy ją), choć przykryta płaszczykiem moralnej cnotliwości, jest w swej istocie gorsza niż samo choróbstwo.
Dlaczego pani doktor w swoich uderzeniach w antykościelny bębenek nie zapyta, co Kościół robi ze swoim habendą? Może właśnie z tych pieniędzy, które tak hucznie pani i przyklaskujący jej w komentarzach klakierzy, chcecie Kościołowi odebrać organizowane są dofinansowania dla Funduszu Papieskiego (przydzielającemu stypendia dla zdolnej, acz biednej młodzieży), Caritasu, parafialnych programów stypendialnych, czy wakacyjnych wyjazdów dla dzieciaków z biednych rodzin? No tak, ale żeby móc coś na ten temat powiedzieć, trzeba uprzednio się tematem Kościoła zainteresować, a nie traktować go jak przesiąknięty molami i naftaliną twór.
Pani doktor swój wywód puentuje następująco: „Oskarżam państwo Polskie o kradzież moich pieniędzy i domagam się zwrotu 10 tys. zł, które zostało mi zabrane na Kościół”. Wielkie Nieba, o cóż ja mógłbym oskarżyć państwo polskie?! Na początek o ograbienie moich pensji ze „składek zdrowotnych”. Dlatego też żądam ich natychmiastowego zwrotu od lekarzy, którzy dzięki nim mogli otrzymywać wynagrodzenie za pracę w publicznej służbie zdrowia. Zwrot proszę przesłać przekazem pocztowym, wraz z odsetkami (ustawowymi) za ostatnie cztery lata wstecz. Jak pani doktor uważa, że „wolność, równość, tolerancja i w mordę im!”, tak jak hołduję zasadzie, że „co boskie oddajcie Bogu, a od mojej pensji wara!”. Wolno mi.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)