51 obserwujących
378 notek
638k odsłon
2220 odsłon

To nie był zamach! Analiza i interpretacja.

Wykop Skomentuj71

Dziwnie tak zaczynać notkę od stwierdzenia, o czym ona nie będzie. Zastanawiałem się kiedyś nad tym, kto w Polsce ma patent na racjonalne myślenie? Po kilku głębszych (przemyśleniach) doszedłem do wniosku, że u nas racjonalny jest każdy, kto w przypływie nienawiści popluje na religię, kościół, czy konserwatyzm. Nie mówię, że tak jest zawsze, ale pośród „młodych, wykształconych” i środowiska wokół którego się obracam, tak to wygląda.

***

Ale do czego piję? Swego czasu, na jednej z nasiadówek w gronie rówieśników rzuciłem hasło: to mógł być zamach. Rzecz jasna chodzi o Smoleńsk. I rzecz jasna – wyśmiano mnie. Argumenty contra to: przecież samolot świeżo po remoncie był. No tak, to zawsze coś w przypadku braku innej wiedzy. Dwa: Kaczyński naciskał! Bo w Gruzji naciskał to i teraz naciskał! Kontrargumentacja, że przecież stenogramy na to nie wskazują, a musimy opierać się na dowodach empirycznych, a nie na spekulacjach trafiała jak grochem o ścianę. Po za tym – podnoszę, w Gruzji Prezydent tak naciskał, że koniec końców Tupolew wylądował w Baku, a dowódca PLF-101 został odznaczenie ministra za sprzeniewierzenie się złemu Kaczorowi.

Za tezą o zamachu podawałem przykład bliźniaczej sytuacji, jaka miała miejsce w 1986r. w Tanzanii, gdzie z wykorzystaniem tzw. metody typu meaconing, rozregulowano parametry lotu samolotu (tak tak, nie innego – radzieckiego Tu-134), co w rezultacie doprowadziło do rozbicia się statku powietrznego, w którym leciał (ot, przypadek) prezydent Mozambiku. Wtedy również, jako przyczynę podawano błąd pilotów, którzy zdecydowali się na lądowanie pomimo niedostatecznej widoczności. Stwierdziłem, że sprowokowanie tego typu katastrofy to dla służb specjalnych nie problem. Reakcją była cisza. Z jeszcze większym rozrzewnieniem obserwowałem miny towarzystwa, gdy powiedziałem im, że po latach do zamachu przyznały się południowoafrykański wywiad.

Nie był to koniec dysput. Podałem również argumenty polityczne. Ale nie takie, jakoby w interesie Rosji było pozbywanie się niewygodnego polityka. W mojej ocenie leżało to raczej w interesie rządzących Rosją służb, które w swojej mafijnej logice potrafią eliminować wskazanych przez „górę” zaprzańców (patrz: Litwinienko, Poliktowska, Chodorkowski i inni działacze, czy dziennikarze opozycyjni). Poza tym, dość wymowny jest chociażby ten rosyjski demotywator, dość dobrze oddający nastroje tamtejszych internatów. Pozostawiam bez komentarza.

Wszystko na nic. Kaczyński naciskał. Pomimo faktu, że były już znane transkrypcje z CVR, w których nic (słownie: nic) nie wskazywało na wywieraniu presji przez Prezydenta Kaczyńskiego na pilotów, „paneliści” szli w zaparte. Na pewno nie było miło słuchać, jak osoby z pewnością bardziej rozgarnięte niźli przeciętny zjadacz chleba, przyszła „elyta” narodu, wygadują takie głupstwa, owijając się w szatę racjonalizmu i zdrowego rozsądku. No tak, ale wpis nie będzie o "obrazowańszczyźnie".

Dzisiaj jednak – po opublikowaniu zapisów z czarnych skrzynek i przyjęciu paru założeń, wiemy już że tezę o zamachu możemy (zasadniczo) wykluczyć. O jakich założeniach mówimy? W pierwszej kolejności, musimy przyjąć, że dane zarejestrowane na czarnych skrzynkach są autentyczne. I znowu, zasadniczo nie powinno być co do tego faktu wątpliwości. Niemniej jednak, powinniśmy zostawić pewien margines swobody (mamy wszka do czynienia z krajem autorytarnym). Po drugie, musimy wykluczyć tezę o awarii technicznej rządowego tupolewa. Z jednej, prostej przyczyny – Rosjanie zniszczyli wrak samolotu, a tym samym i większość dowodów w sprawie. Jeśli spojrzymy na naprawdę rzetelne badanie katastrof lotniczych (polecam chociażby dostępny na YouTube cykl „Katastrofa w przestworzach”) to dojdziemy do wniosku, że w przypadku śledztwa smoleńskiego mieliśmy do czynienia z istotnym „zakpieniem (sobie) z Polski”. Tak dochodzeń wyjaśniających przyczyny wypadków lotniczych w żadnym cywilizowanym kraju się nie prowadzi.

Oczyszczając tak przedpole, rozpocznijmy analizę.

***

Czarne skrzynki i zaprezentowana przez MAK prezentacja, wskazują że w momencie zderzania się z pierwszymi drzewami, silniki Tu-154M zwiększały swoją moc. Potwierdzają to również świadkowie katastrofy, którzy donosili iż w momencie opadania tupolew wydawał z siebie nienaturalny ryk, który nie był jednakże równoznaczny z uderzeniem w ziemię. Na podstawie tych danych można z całą odpowiedzialnością wysunąć tezę, że przyczyną niewznoszenia się rządowego samolotu była niesprawność silników w ostatniej fazie lotu. Na poparcie tej hipotezy potrzebne byłoby rzeczowe przebadanie wraku, co jak wiemy nie miało miejsca. Porozcinanie pozostałości po tupolewie w zasadzie przekreśliło szansę na jej weryfikację. Gdy przyjrzymy się przykładowemu odcinkowi „Katastrofy w przestworzach”, to z łatwością dojdziemy do wniosku, że wyjaśnianie przyczyn jakiejkolwiek katastrofy lotniczej zaczyna się od dokładnego przetransportowania nienaruszonego wraku samolotu do zabezpieczonego przed działaniem czynników zewnętrznych hangaru. Wszelkie działania przeciwne mają na celu ukrycie prawdziwych przyczyn zdarzenia.

Wykop Skomentuj71
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale