Oglądałem swego czasu reportaż w TVN24 z Radosławem Majdem, przeprowadzony przez jakąś młodą i nawet urodziwą dziennikarkę. Akcja dzieje się w szatni sportowej. Majdan zamyka się w niej i chce się przebrać, założyć bramkarskie rękawice i korki. Po chwili do pomieszczenia wchodzi reporterka z „zaprzyjaźnionej stacji”. Rozmawiają o byłych problemach sercowych Radka, o Dodzie, o życiowej filozofii. Bramkarz odpowiada, że niczego nie żałuje, a że mu nie wyszło z Dorotką – i taki żywot bywa.
Nie zamierzam bynajmniej się pastwić nad Majdanem. Mało mnie cały ten cyrk z medialnym rozwodem obchodził. Chodzi o to, co się dalej przewinęło w reportażu. W pewnym momencie dziennikarka – młoda gąska z TVNu, wręcza bohaterowi materiału prezent. Jakiś solidny pakunek, owinięty w zbrązowiały papier na kiełbasę. Podarkiem okazuje się być… Koran. „O, już jakiś czas temu chciałem przeczytać” – zachwala Majdan. „Może w ten sposób odnajdziesz spokój życiowy” – wtóruje młoda gąska. Złośliwie można dodać, że gdyby Radek zawczasu przeczytał zawartą tam instrukcję podporządkowania żonie mężowi i przełożywszy Dodę przez kolano łupnął parę klapsów w pupę, dzisiaj nie miał by problemu z połowicą co się z satanistą puściła. Mądry Polak po szkodzie…
Ale już całkiem na serio. Po co przytaczam fragment z jakiegoś – niepierwszych lotów zresztą – materiału? Jak wyjaśniłem na początku, akcja dzieje się w inteligenckim (albo chcącym za takowe uchodzić) epicentrum kraju – w stacji Waltera. Dziennikarka to przykład „młodej, wykształconej, z większego miasta”, zgrabna, powabna blondynka z medialną buzią. Taka, co wybrała karierę, a nie pieluchy na prowincji.
Teraz troszkę z duchowości.
Zarówno Majdan, jak i młoda gąska to zapewne niespecjalne umysłowe orły (nie chodzi o to, żeby kogoś w tym momencie obrazić). Jak każdy człowiek ma w sobie potrzebę pielęgnacji i rozwoju duchowości. Większość ludzi znajduje ją w religii, wierze i modlitwie. No ale przecież nie jest to dopuszczalne w warszawce! Nie sposób np. przyznać się do tego, że pomiędzy jednym reportażem, a drugim lubi się (lub ma się potrzebę) od czasu do czasu punkt 15.00 odmówić koronkę do Bożego Miłosierdzia, czy godzinki przed rozpoczęciem pracy! Nie! Chcesz robić karierę, to recytuj wersety z Koranu (!?)
Co ludzi (zwłaszcza tych z tzw. wyższych sfer) przyciąga w Koranie? Dwie rzeczy przede wszystkim: radykalizm opisywanej religii oraz jej nieznajomość. Dla zachodniego świata bowiem Islam to fundamentalistyczna odpowiedź na zaburzenie duchowości, jakie od m/w półwiecza następuje w tym regionie. Człowiek się nie zmienił – pragnienie doświadczania Boga i jego duchowej natury tli się w nim i chce być podsycane.
Ale przecież nie będzie taka młoda gąska sięgać do tej samej religii, co „tłum spod Jasnej Góry”, motłoch który prawie doprowadził do wyboru Kaczyńskiego na prezydenta. Zamiast – jak to pewnie ów dziennikarkę nauczyła w dzieciństwie babcia ze wsi – wziąć do ręki książeczkę do nabożeństwa i wnosić modlitwy do Najświętszej Panienki, przyszła moda na napełnienie duchowego pragnienia silikonowym islamem. W imię postępu, rzecz jasna. Po co Jezus w stajence, skoro można poczytać przygody Mahometa, ochoczo namawiającego islamskie kobiety do zakrywania się namiotem i uczącego otwarcia na razy od męża?
No ale jak się od wejścia w dorosłość hoduje w głowie klina (że warunkiem osiągnięcia sukcesu jest bezwarunkowe wyrzeczenie się religijnej tożsamości), zamiast w porę go wyjąć, to skutek później jest taki, że zamiast czytać o Jezusie, na którego imię uginają się wszystkie kolana i który jest Bogiem Miłosiernym w efekcie tworzy się popkulturowy substytut. Koniec końców w upominku dostaje się Koran. W sumie i dobrze, świetnie pasuje jako prezent pod choinkę.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)