„Z moich obliczeń wynika, że skrzydło jest nieco słabsze niż brzoza i prawdopodobnie urwało się tak, jak jest to opisane zarówno w raporcie MAK, jak i komisji Millera” – twierdzi prof. Paweł Artymowicz, z Uniwersytetu w Toronto, w wypowiedzi dla zaprzyjaźnionej z rządem stacji. TVN znalazł tym samym alternatywę dla specjalistów zespołu parlamentarnego pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza. Jeden z nich – pracujący nawet dla NASA (prof. Wiesław Binieda) – tworząc symulacje wytrzymałości materiału stwierdził, że skrzydło w zderzeniu z brzozą o tak niewielkiej średnicy nie miało prawa odpaść. A to ośmieszało prace tzw. ekspertów z komisji rządowej. Nic więc dziwnego, że stacja Waltera (w końcu z rządem zaprzyjaźniona) musiała znaleźć a) kogoś, kto ma „prof.” przed nazwiskiem, b) pracuje na zagranicznej uczelni, żeby zakompleksionym polaczkom argumentować ad verecundiam, c) zaprzeczy tezom ekspertów amerykańskich.
W tzw. towarzystwie, w gronie „elity intelektualnej” warszawki i krakówka, pośród ludzi tzw. racjonalnych i rozumnych, w dobrym tonie jest się z Antoniego Macierewicza i jego prób dotarcia do prawdy o ostatnich minutach lotu z 10 kwietnia podśmiewywać. Z kolei ludziom aspirującym do „towarzystwa”, tym młodym, wykształconym z małych miast, co chcą mieszkać w dużych, stawia się jako warunek akceptacji ich nieprawego pochodzenia obowiązek lżenia „pisowskich teorii”. Owa „sekta smoleńska” (copyright by Rybitzky), do końca trwać będzie więc w dogmatach swoich guru. Jeśli nie „tak lądują debeściaki”, „jak nie wyląduję, to mnie zabije”, pijany dowódca Sił Powietrznych, naciski na pilotów, „podchodzimy” zamiast „odchodzimy” – to w końcu trzeba zabrać się za niewinną brzozę.
A ta, jak przekonuje wpatrzone w telewizor cielęta pan profesor, jest nieco mocniejsza od skrzydła. Na ile mocniejsza? To Ci dopiero zagadka. Czy jest mocniejsza od zmarzniętych i tym samym stwardniałych zimą sosen, które samolot typu McDonnell Douglas – opadający bezwładnie pośród gęstwin szwedzkiego lasu – zdołał bez szwanku dla skrzydeł ściąć? A może jest brzoza drzewem twardszym od buków, dębów i grabów, które padły pod naporem opadającego w te rejony IŁ’a-62 w 1987r.? Tego nie wiemy. Podobnie, jak nie wiemy, czy smoleńska brzoza (pancerna) była na tyle wytrzymałym drzewcem, by oderwać tupolewowi skrzydło. Do tego bowiem potrzebne są niezbędne badania, symulacje, oględziny miejsca katastrofy, zabezpieczenie terenu i obróbka laboratoryjna fragmentów wraku. Tak przynajmniej do sprawy podszedłby racjonalista.
Tymczasem „racjonalistom z towarzystwa” – tak lekko plującym na wszelką wiarę w cokolwiek innego, niż rozum – tym razem wiara w nieomylność i dobre intencje Rosjan w zupełności wystarcza. Nie ma tutaj miejsca na rzetelne analizy i badania (czyli coś, do czego nauka i człowiek rozumny powinien dążyć przy tego typu zdarzeniach przede wszystkim), są tylko dogmaty. I powtarzane na okrągło frazesy. W programie Tomasza Lisa z ub. tygodnia dwóch pilotów (mjr Michał Fiszer i kpt. Dariusz Sobczyńskich) przekonywało, że samolot jest tak wrażliwą maszyną, że nawet uderzenie weń ptaka powoduje rozpłatanie się poszycia. To kolejny, niemalże kliniczny przykład manipulacji w programie, które od kilku lat do tego w zasadzie się sprowadza. Żeby ściąć drzewo samolot musiałby być zrobiony z płyt pancernych – przekonuje jeden z gości. Niestety, nie – jak to zdawkowo pokazałem na przykładach powyższych. Lis wykorzystał po prostu autorytet pilotów, by podżyrować teorię z zupełnie innego zakresu wiedzy, niż pilotaż lotniczy (w tym wypadku przydałby się fachowiec od wytrzymałość materiałów). Pilot, który mógłby powiedzieć cokolwiek o nierównej walce skrzydła z drzewem, musiałby wiedzę tę najpewniej zabrać do grobu. Tego rodzaju katastrofy w przeważającej liczbie wypadków kończyć się muszą śmiercią. Jeśli piloci twierdzą, że oni wiedzą, jak to jest, gdy ptaszek uderza w samolot (i że to dużo bardziej odrywa skrzydła niż brzoza), to znaczy że albo zmyślają, albo kłamią celowo.
Ale czy dla sekty ma to jakiekolwiek znaczenie? Jeśli nie ta, to znajdzie się inna mantra, którą „front jedności przekazu” przeszczepi otumanionym fajansiarzom swoimi kanałami. Za pieniądze ksiądz się modli, za pieniądze lud się podli.
Komentarze
Pokaż komentarze (43)