Nasz premier grzmi. „Wolałbym się nie urodzić, niż na grobach budować karierę” – powiedział Donald Tusk. A jużci bym zdechł, niźli budował pozycję polityczną na kopcach truposzy, zdaje się sugerować, mając najpewniej w pamięci spotykającego się z wdowcem po Barbarze Blidzie Bronisława Komorowskiego. Odtwarzam sobie wystąpienie premiera. Spod wadliwie wypowiadanego „eRr” głos łamie się mu pod wpływem wzburzenia; jest niepewny. To wy jesteście winni, to przez was, to wy dzielicie. Jakby chciał wpierw przekonać Tusk samego siebie. „Wolę milczenie i modlitwę, niż krzyki i przekleństwa”. Kuźwa, naprawdę?
Człowiek, który klęcząc przed każdym innym, nie ugina nóg przed księdzem, nagle wynajduje w sobie potrzebę kontemplacji? Szef partii, wpisującej w swoje wyborcze spoty nawoływanie do agresji wobec wyborców (!) opcji przeciwnej, teraz poszukuje ciszy, skupienia… i czego jeszcze?! Może zastanawiać, dlaczego ktoś wykorzystujący, tak straszną tragedię jaką był Smoleńsk’10, do szczucia Polaków na siebie samych, teraz zapragnął spokoju? Jakby w sumieniu mówił, odczepcie się już ode mnie, dajcie Święty Spokój!
Dzisiaj nie potrzeba chowania głowy w piasek i układania się po kątach. Dzisiaj potrzeba zdecydowania, determinacji i ostrego postawienia się Rosjanom. Tusk ma moralne, polityczne i prawne zobowiązania w stosunku do ludzi, którzy 10 kwietnia 2010r. stracili w tym samolocie życie. Ciszę, spokój i modlitwę Tusk zarezerwował sobie na okres bezpośrednio po żałobie, oddając śledztwo obcemu państwu. Właśnie wtedy, gdy potrzebne było stanowcze działanie, w trosce o jak najlepsze wyjaśnienie sprawy.
Jeśli stchórzyło się w przeszłości (a tak w istocie zachował się premier „polskiego” rządu), to trzeba być skrajnie naiwnym, by sądzić, że smród tego przewinienia nie będzie rozciągał się teraz i jeszcze długo później. Niech więc Donald Tusk nie wymaga od innych rzeczy, na które sam nie mógł (i nie może) się zdobyć.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)