Tak się składa, że przejeżdżałem w minioną sobotę przez Izbicę, miejscowość położoną na Lubelszczyźnie. Trudno było się wtenczas spodziewać, że niewielka ustronna, tranzytowa mieścina, leżąca przy drodze krajowej nr 17 pomiędzy Lublinem i Zamościem, stanie się przyczynkiem do międzynarodowej rozpierduchy i to na poziomie prezydenta Stanów Zjednoczonych.
O ile w polityce cynizm jest narzędziem, o tyle w komentowaniu wypowiedzi Baracka Obamy o „polish death camps” należy się go wyzbyć i spokojnie uderzać w wysokie tony. Bowiem przemówienia polityków tego pokroju co prezydent USA nie powstają na kolanie; w nich nawet przecinek konsultowany jest przez specjalnie powołany do tego sztab. Dlatego nie rozumiem tych, którzy tłumaczą Obamę; że się przejęzyczył, że zwyczajnie pomylił i w gruncie rzeczy powiedział coś, czego powiedzieć nie chciał. Bzdury.
Użycie sformułowania „polish death camps” na ceremonii odznaczenia ś.p. Jana Karskiego najwyższym amerykańskim odznaczeniem państwowym, poczytywać można jako afront (to wersja optymistyczna), bądź też jako złośliwą zniewagę Polaków (to wersja radykalna). Warto się w tym miejscu zastanowić, co w trakcie uroczystości robił reprezentujący nasz kraj b. minister spraw zagranicznych – Adam Rotfeld? Czy robił za stojak, albo dekorację? Dlaczego nie zareagował na słowa Obamy? Z drugiej strony, strach pomyśleć co by się stało, gdyby na miejscu Rotfelda stał Lech Wałęsa…
Niegdysiejszy Mesjasz Lewicy, okadzany od 2008r. z taką werwą przez media liberalne i przechylone w politpoprawność, po raz wtóry wykazał się ignorancją (podkreślam jeszcze raz – zakładając interpretację życzliwą Obamie). Wcześniej np. twierdził, że jego dziadek był Rosjaninem wyzwalającym obóz w Auschwitz. Szkoda, że ogólne rozmywanie odpowiedzialności za Holocaust i wlewanie go do szuflady „mordowania Żydów przez ochrzczonych nazistów”, spodobało się również lewicy w Polsce. Takie działania są sprzeczne z wieczystym interesem narodowym naszego kraju i jako takie nie mogą znajdować miejsca w przestrzeni publicznej. Przypomnijmy na marginesie, że Rotfeld był ministrem w lewicowym rządzie Leszka Millera.
Zachowanie prezydenta Obamy należy wpisać w szerszy kontekst odwrotu Stanów Zjednoczonych od polityki rozszerzania swoich wpływów w rejonie Europy Środkowej i Wschodniej. Przypomnijmy sobie chociażby partyjkę w golfa, jakiej oddał się Lewicowy Mesjasz w trakcie pogrzebu polskiej pary prezydenckiej w kwietniu 2010r. Czy też rejteradę administracji Baracka Obamy w sprawie tarczy rakietowej, ogłoszonej w tak pamiętnej co niefortunnej dla nas dacie (17 września 2009r.). Czy zatem „polskie obozy zagłady”, do wczoraj funkcjonujące jako zbitka w ustach niedouczonych redaktorów, zaś od wtorku 29 maja 2012r. wyrażenie znajdujące uznanie w ustach samego prezydenta Stanów Zjednoczonych, może być w tym kontekście przypadkiem?
W tej sytuacji w zbliżających się wyborach prezydenckich w USA, jedynym sensownym z polskiego punktu widzenia wyborem jest wyrugowanie z Białego Domu demokraty z Illinois. Patrząc z perspektywy ostatnich wydarzeń, Barack Obama może w Polsce (jak i wśród Polonii) liczyć na poparcie co najwyżej osób o mentalności Folksdojcza.
I na koniec jeszcze krótki rys historyczny. Michał K. Pawlikowski w książce „Wojna i Sezon” tak pisze o polskim przewrażliwieniu na swoim punkcie: „Rozkaz Mikołaja Mikołajewicza [cara rosyjskiego; rozkaz upoważniał cofającą się w 1915r. armię rosyjską do stosowania na terenach polskich tzw. taktyki spalonej ziemi] wprawił Polaków w stan niesłychanego oburzenia. Ponieważ zarówno w złej, jak i dobrej godzinie psychika polska jest nastrojona według tonacji »Polska jest pępkiem świata«, więc znalazło się wielu bardzo nawet poważnych Polaków, którzy twierdzili, że rozkaz wysiedlenia ludności i palenia wsi i dworów był wydany rozmyślnie w celu biologicznego, jak byśmy dziś powiedzieli, wyniszczenia narodu polskiego”. Innymi słowy, Polacy zawsze reagują świętym oburzeniem. Może trochę przesadnie, ale na szczęście dla innych (i nieszczęście dla nas) nie ma innego takiego narodu, który byłby poddany takim historycznym zawieruchom, jak Polacy. Reakcja musi więc być adekwatna, a w tym wypadku emocji nie należy się wstydzić. Wstydzić może się Obama.
P.S. – Na stronie niezależna.pl jest możliwość podpisania się pod stosowną petycją protestacyjną, umieszczoną na portalu Białego Domu. Zachęcam do pokazania prezydentowi-ignorantowi co Polacy myślą o powielonej przez niego konstrukcji myślowej „polskich obozów śmierci”.


Komentarze
Pokaż komentarze