Dzisiejsza „Rzepa” donosi, że spada społeczne poparcie dla aborcji. Spada, pomimo jakoby mającego dla tego faktu przeważające znaczenie uczestnictwa Polski w strukturach Unii Europejskiej i postępującego za tym (jakoby) zeświecczenia społeczeństwa. Od 2007r. o dziesięć procent wzrósł odsetek Polaków deklarujących prawną ochronę życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci; wynosi on obecnie 80%. Najwięcej zwolenników uregulowań prawnych pro-life jest w grupie wiekowej – co może zaskakiwać – 20 – 29 lat. Czyli jakby nie patrzeć – w grupie osób młodych i najczęściej studiujących, czyli reprezentujących tę najbardziej otwartą na moralny liberalizm grupę społeczną. Również zmniejsza się odsetek Polaków opowiadających się za możliwością usunięcia ciąży w przypadku, w którym dziecko urodzi się upośledzone (w 2007r. taką ewentualność dopuszczało 52% Polaków, podczas gdy w 2012r. już tylko 46%). Zwiększył się również odsetek Polaków nieakceptujących takiego rozwiązania; z 31% do 35%. Niespodzianką może być fakt, że w tej kategorii największy sprzeciw wobec aborcji dzieci upośledzonych odnotowywany jest w grupach wiekowych 15 – 19 lat oraz 20 – 29 lat (po 52%, czyli sporo ponad średnią).
Jeśli myślami czasami wracamy jeszcze do postaci Jana Pawła II, czy też do tego zagubionego Pokolenia JPII, to myślę że właśnie te badania są pośmiertnym zwycięstwem Papieża-Polaka i jego efektywną Spuścizną. Polska pozostaje krajem, w którym społeczne przyzwolenie na aborcję jest jednym z najniższych w Europie (bardziej konserwatywni w tym względzie są zdaje się tylko Irlandczycy i Maltańczycy).
Wróćmy na chwilę do totumfackich zapowiedzi lidera Ruchu Poparcia Palikota z zeszłego tygodnia. Otóż podkreślał on, że jego partia chce wywołać wojnę światopoglądową i że „Polska jest już innym krajem [w którym] ok. 70-80 proc. społeczeństwa popiera m.in. liberalizację ustawy aborcyjnej, in vitro, edukację seksualną”. Można powiedzieć tylko jedno: klasyczny mindfuck! „Rzeczpospolita” publikując dzisiaj badania przeprowadzone na zlecenie Centrum Myśli Jana Pawła II zadaje kłam tezom Palikota. Otwartym pozostaje jedynie pytanie, czy liderowi trzeciej siły politycznej w kraju wypada publicznie robić z siebie kretyna, zaklinać się na wszystkie swoje różowe świętości i zakrzykiwać rzeczywistość? Elektorat niech oceni.
Z kolei TVN24 uczyniła news'em dnia deklarację premiera Tuska o refundacji zabiegów In vitro. A więc jednak, światopoglądówka, głupcze! Po populizmie gospodarczym („200 mld złotych na inwestycje”) i nieutrzymaniu w ryzach własnego klubu, przegłosowującego skierowanie do dalszych sejmowych prac przepisów zaostrzających prawo antyaborcyjne, Tusk zdecydował się wypowiedzieć posłuszeństwo własnemu ministrowi (rzecz jasna, chodzi o Jarosława Gowina). Jak widać nie zawsze pies macha ogonem, bo bywa, że jest i na odwrót.
Pogrywając w ten sposób premier sporo ryzykuje. Po pierwsze, w cale nie jest przesądzone, że klub parlamentarny Platformy Obywatelskiej jest na tyle otwarty, aby przyjąć w sprawie In vitro stanowisko bardziej odpowiadające projektowi Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, niż ministra Gowina. Nałożenie na posłów dyscypliny może okazać się działaniem przestrzelonym; w sytuacji w której kilkudziesięciu parlamentarzystów PO zbuntuje się Ukochanemu Przywódcy i nie zagłosuje zgodnie z Jego Wolą, ten nie będzie przecież w stanie urżnąć swojego sejmowego zaplecza o 1/3. Panu premierowi życzymy powodzenia; wypowiadanie wojny światopoglądowej społeczeństwu nękanemu materialnym ubożeniem może okazać się tak samo owocne, jak pomysły jego politycznego poplecznika z Partii Gumowego Sobowtóra, przekładające się na pikowanie w sondażach.
Natomiast wydaje mi się, że prawdziwym news’em dnia, jest informacja o I Konferencji Smoleńskiej, na której naukowcy (fizycy, chemicy, matematycy i inni), starają się wyjaśnić… No właśnie, zgadnijcie Państwo co? Nie to, dlaczego samolot spadł, a piloci mający na głowach naciskającego kogoś „za wszelką cenę chcieli lądować”. Nie, naukowcy próbują sobie odpowiedzieć na pytanie o naturę wybuchu, który doświadczył samolot na kilka chwil przed zderzeniem z ziemią. Jak widać, to co do niedawna było „teorią spiskową”, „religią smoleńską”, czy „dogmatem smoleńskiej sekty”, dzisiaj przyjmowane jest jako poważna hipoteza badawcza przez niepolityków, a naukowców, czyli w założeniu ludzi racjonalnych i obiektywnych.
Tego faktu nie będzie już tak łatwo zmazać skręconymi naprędce wypowiedziami „ekspertów”, czy też „pasjonatów lotnictwa”.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)