Naczelna Prokuratura Wojskowa kategorycznie zaprzecza, jakoby na wraku rządowego tupolewa, leżącego od 10 kwietnia 2010r. w Smoleńsku, znaleziono ślady materiałów wybuchowych (chodzi o trotyl i nitroglicerynę). Płk Szeląg stanowczo neguje, jakoby tego typu wnioski były kiedykolwiek formułowane, czy zaznaczane przez wojskowych prokuratorów.
Tym samym pojawia się pytanie, czy prokuratora mija się z prawdą, czy też „Rzeczpospolita” wyssała z palca swojego news’a. Jeśli chodzi o autora artykułu dla „Rzepy” – Cezarego Gmyza – jest on solidnym dziennikarzem śledczym, który – jak sam przyznaje – swoje informacje zweryfikował w czterech źródłach. Dodatkowo, red. Naczelny „Rzeczpospolitej” – Tomasz Wróblewski – na swoim blogu na stronie rp.pl pisze, że „Dzisiejsza czołówka »Rzeczpospolitej« nigdy nie ukazałaby się bez wcześniejszego potwierdzenia tych informacji, zarówno u osób znających szczegóły śledztwa, jak i wysokich urzędników w kraju”. Tym samym publikacja miała zgodę edytora.
Z drugiej strony całkiem możliwe jest, że Gmyz swoją wiedzę czerpał bezpośrednio od biegłych, z pominięciem prokuratury wojskowej. Niewykluczone, że wstępne wnioski sformułowane przez specjalistów nie są jeszcze znane prowadzącym śledztwo prokuratorom. Nie wiemy tego, gdyż nie znamy źródeł dziennikarskich Gmyza.
W to, że tak poważny dziennik, z tak bardzo dobrym dziennikarzem śledczym i cechującym się niezwykłym profesjonalizmem redaktorem naczelnym, zmyślił informację, która ruszyła z posad cały kraj, jakoś wierzyć się nie chce.
Sprawa jest rozwojowa, należy czekać na jej dalszy ciąg.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)