Na stronach „Rzeczpospolitej” znajduje się oświadczenie, z którego wynika, że gazeta ta wycofuje się ze swojego wcześniejszego doniesienia o znalezieniu na wraku tupolewa w Smoleńsku śladów trotylu i nitrogliceryny. Redakcja pisze, że „Pomyliliśmy się pisząc dziś o trotylu i nitroglicerynie. To mogły być te składniki, ale nie musiały. Aby ostatecznie przekonać się, czy to materiały wybuchowe, okazuje się, że potrzeba aż pół roku badań laboratoryjnych. Dopiero wtedy, czyli ponad trzy lata po katastrofie, mamy dowiedzieć się, czy doszło do eksplozji, czy nie”.
No cóż, wydaje się zatem, że dziennikarze „Rzepy” odwalili niezłą fuszerkę. Cała polska scena polityczna została ruszona z posad, padły bardzo ostre (według mnie za ostre) słowa lidera opozycji; nawet „Ruch Palikota” – jak ironicznie zauważyli poniektórzy – w swoich wypowiedziach o konieczności powołania międzynarodowej komisji – „zaczął skręcać w prawo”. Wszystko to przez news’a, który jak się okazuje nie miał potwierdzenia u biegłych, był niedokładny i uzupełniony konfabulacjami. Wszystko to tak poważnej gazecie i dziennikarzom takim jak Cezary Gmyz i Tomasz Wróblewski zwyczajnie nie uchodzi.
O tym, jak negatywne konsekwencje dzisiejsza publikacja "Rzepy" będzie miała dla kultury debaty publicznej wolę nawet nie pisać.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)