Portal wybory.eu przeprowadził po raz kolejny prezydencki sondaż uliczny; wyniki tym razem są w zasadzie przekalkowaniem preferencji partyjnych wyborców. Tak więc kolejno, Bronisław Komorowski – 38,9%, Jarosław Kaczyński – 18,2%, Janusz Palikot – 11,4%, Janusz Piechociński – 9,8%, Leszek Miller – 8,7%, Zbigniew Ziobro – 8,5%. Jak widać, prezes PiS-u odstaje wyraźnie na minus, w porównaniu do sondażowych wyników swojej partii; pozostali kandydaci uzyskują w tym badaniu wyniki nieco lepsze niż notowania macierzy.
Znowu jednakowoż muszę wtrącić trzy grosze co do wyniku Janusza Palikota. Nie wiadomo, na ile wiarygodne są wyniki zaprezentowanego dzisiaj sondażu, aczkolwiek prawidłowość wyścigu prezydenckiego jest taka, że kandydat o dużym elektoracie negatywnym nie ma szans wypłynąć na wierzch (patrz: J. Kaczyński), kandydat ludowców zawsze osiąga dwu, trzykrotnie gorszy wynik od swojej partii (zasada „chłop nie głosuje na prezydenta-chłopa), a największe szanse ma centrowiec. Zagadką jest właśnie Palikot, człowiek prześcigający lidera PiS-u w sondażach społecznej nieufności. Zaskakująco dobry wynik w tym badaniu zastanawia; nie wydaje się, żeby nie tylko pod względem głoszonych poglądów, czy też stylu uprawiania polityki, była to osoba mogąca odgrywać ważną rolę w wyborach prezydenckich. Tymczasem, jest to już drugi sondaż, w którym polityk ten przekracza dziesięcioprocentowy próg poparcia i jest to tendencja wznosząca (przy ogólnie niestabilnej pozycji jego partii).
Do czego to doprowadzi? Tego jeszcze nie wiemy. Dla większości Polaków raczej nie do zaakceptowania jest obecność Palikota w życiu publicznym w innej roli, niźli błazna i szczekacza, który „pokaże tym w Sejmie” i „da im popalić” (kiedyś podobną rolę spełniał śp. Andrzej Lepper). Seria sondaży zdaje się jednak temu przeczyć. A propos, dowcip odnośnie lidera RP zasłyszany z ulicy: czym się różni Janusz Palikot od lamy? Jedno jest śmierdzącą, zaplutą szumowiną, a drugie zwierzęciem. Tak czy siak, w podsumowaniu wyników sondażu można powiedzieć, że lama w Pałacu Namiestnikowskim nie budziłaby przynajmniej takiego niesmaku i zażenowania.
Na tym samym portalu opublikowane zostały również cztery sondaże partyjne, w których zarysowuje się ogólny trend, zgodnie z którym rządząca Platforma Obywatelska zyskuje przewagę nad PiS-em. W zależności od badań, różnica wynosi od 4,4% do 16% (sic!). Przyznam się szczerze, że przy takim rozrzucie można jedynie współczuć ludziom, którzy zawodowo na podstawie wyników sondażów próbują układać prognozy wyborcze i strategie działania.
Wątek kapkę z innej beczki. Sejm uchylił immunitet parlamentarny posłowi PiS – Antoniemu Macierewiczowi. Jak widać, rewanżyzmu ciąg dalszy. Jest to typowo polityczna decyzja, mająca na celu najprawdopodobniej pozwolić usmażyć w sądzie najbardziej zajadłego posła opozycji. Proces karny wytoczony przeciwko Macierewiczowi przez Marka Dochnala dotyczy zarzutu zniesławienia (w oparciu o niesławny art. 212 k.k.); gwoli przypomnienia należy wspomnieć, że instytucję immunitetu parlamentarnego wymyślono właśnie po to, aby przedstawiciele narodu nie ponosili odpowiedzialności za swoje słowa i postępowanie, które niewygodne dla władzy, dawałoby jej łatwy pretekst do „wyciszania” niepokornych. Przypomnijmy, że w przeszłości parlament odmówił uchylenia immunitetu m.in. b. posłance SLD – Małgorzacie Ostrowskiej, oskarżonej w sprawie korupcyjnej; podobnie w 2009r. zachował się Senat, który również głosami senatorów PiS, nie uchylił immunitetu oskarżonemu o nielegalne posiadanie narkotyków senatorowi Krzysztofowi Piesiewiczowi. Wydaje się jednak, że władza dojrzała do decyzji, aby Macierewicza udupić co do zasady, nawet za przestępstwo tak nikłego kalibru.
Tymczasem w Brukseli trwają negocjacje co do przyszłego budżetu Unii Europejskiej. Panu premierowi Tuskowi z całego serca życzę powodzenia i wytrwałości w działaniu. Obecnie dzięki unijnemu dotłoczeniu gotówki kraj trzyma się jeszcze jakoś w powijakach; środki z funduszy strukturalnych i funduszy spójności pozwoliły odrestaurować kraj i dać pracę kilkuset tysiącom Polaków. Gdyby się nagle okazało, że Polska zakończyła w strukturach Unii swoją rolę eurobeneficjenta, ze związanym z tym odcięciem źródeł finansowania, przypuszczam, że w ciągu zaledwie kilku miesięcy kraj zamieniłby się w drugą Grecję. Zamiast „zielonej wyspy” bylibyśmy powiedzmy „purpurowym poligonem”.
Komentarze
Pokaż komentarze (6)