Wciąż przecież tkwimy mentalnie i emocjonalnie w XX wieku. Wciąż jestęśmy dziećmi tamtego czasu i okoliczności. Jesteśmy na własny sposób , świadkami wszelkich wzrostówi upadków, towarzyszących temu czasowi. Urodziłem się osiem lat po wielkiej wojnie. Miesiąc póżniej umarł Wielki Chorąży Ludzkości, Parę lat jeszcze i w kosmos poleciał sputnik, ale aż do połowy lat osiemdziesiżtych, mó ojciec tkwił z uchem przy starodwanym radiu, nasłuchująć wieści z Wolnej Europy. 13 grudnia nie było Teleranka, tylko biały ekran, więc wziąłem maleńką córkę na sanki i poszliśmy na górkę. Ale obok, na placu przed pocztą stał wojskowy transporter i wojacy grzali się przy koksowniku. Kilka tygodni póżniej, dzięki tym wojakom, w godzinach policyjnych,dotarliśmy do szpitala z tą,wtedy b. chorą córką i mogliśmy powrócić do domu. Potem, idąc jeszcze dalej, z braku innych wyborów, zdecydowaliśmy się na tzw. emigrację wewnętrzną i wyjechaliśmy na wieś, porzucając wszystko. Dziś możemy podziękować Opatrzności, za wszystkie nasze wybory : te dobre i te mniej. Dzięki nim i wbrew wszystkiemu, mogliśmy zbudować własny nowy byt. Bez komunistycznej orgii,wbrew niej, a nawet współodpowiedzialni za nią przez własny, metrykalny wiek. CIUL w oko tamtemu wiekowi. ŻYJEMY !. Niekoniecznie tak,jak chcielibyśmy,ale żyjemy i wciąż widzimy przyszłość przed sobą. Nawet tę niepewną, najbliższą.
Bądżmy życzliwi sobie w nadchodzących dniach. I nadzieję pieśćmy nie jako wyraz strachu przed nieuchronnym jutrem,ale jako wiarę, że sami sobie, sami z sobą , potrafimy dokonać dobrych,słusznych i wartościowych rzeczy. DOSIEGO ROKU, SALONIE 24. DOSIEGO ROKU WSZYSTKIM..


Komentarze
Pokaż komentarze (5)