Wszelkie reformy,zmiany konstytycyjne,rycie w prawie ( aby nie wbrew prawu),dostosowania dyrektyw unijnych do polskiego porządku rzeczy,tylko wtedy mają sens, jeśli służą ludziom. Niestety, podmiotowośc narodu zbyt często umyka uwadze rządzących. Przecież z narodowego nadania są elitą, z własnego - alfą i omegą. Jako społeczeństwo, nie mamy wciąż niezbędnego przebicia na fora publiczne, aby upominać się o prawo stanowienia o sobie. Wiara w demokrację służącą Polsce, jest mitem, wiarą złudną. Za przykład niech posłuży tylko niewiarygodny rozrost kasty urzędniczej,po 1989 roku. I reforma struktury terytorialnej,tylko temu służąca. I bezczelnie krótkowzroczna redukcja sił zbrojnych,bez ustalenia nawet doktryny obronnej kraju. I niefrasobliwość w podejmowaniu decyzji dotyczących bezpieczeństwa energetycznego,zwłaszcza w odniesieniu do zasobów własnych. Poddanie przemysłu stoczniowego likwidacji,a wraz z nim wielu innych firm. I służalczość wobec każdego chrząknięcia Wielkiego Brata zza Atlantyku. Co, u diabła, znaczy - być Polakiem w Polsce ? Wykreowana na obczyżnie formuła polactwa, ma w tej chwili oczywiste zastosowanie w kraju. Czy w wielu wypadkach,oczywisty postęp, jest równoważony nie mniej oczywistą degrengoladą ?
Narodowi potrzebny jest autorytet wykraczający ponad ramy nadania, bo wkrótce,dzięki jakiemuś chochlikowi, na czele państa stanie pan Kononowicz; w końcu równie do tego uprawniony, jak każdy.
Więc - na tle doświadczeń ostatniego dwudziestolecia,czy nie powinniśmy się poważnie zastanowić nad restauracją monarchii w Polsce, kraju,w którym coraz mniej do gadania mają Polacy,coraz więcej - Bruksela ?
Proponuję poważną rozmowę,bo czas ucieka; niebawem mogą nam tu przysłać generalnego gubernatora na Wawel, jakiegoś miłego europejskiego Niemca,wprost na WAWEL.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)