Życie dopisuje pointę - pan Tusk nie ma ochoty być panem prezydentem. Jego niezbywalne prawo,zwłaszcza,że za tą decyzją kryje się bardzo zgrabna kalkulacja. Na co mu pałac,zaszczyty,honor,jeśli za tym idzie tycia władza.Więc i ja pytam: po co nam prezydent, jeśli poza rozdętym do granic absurdu,aparatem urzędniczym, niewiele ma i i jeszcze mniej może ? Splendor,dostojeństwo i bezprzeczny autorytet,budzące akceptację Polaków, osiągnąć można znacznie niższym kosztem - reaktywując monarchię (parlamentarną),wypełniając tym samym wolę Wielkich Przodków - twórców Konstytucji 3-go Maja. Tu , na dobrą sprawę,nawet nie trzeba zmieniać nazwy państwa : dodając do obecnie funkcjonującej Ustawy Zasadniczej jasno wyartykułowany zapis o DZIEDZICZNYM KRÓLU POLAKÓW.
Pytanie brzmi : jak zachęcić ludzi do tego projektu ? Nie widzę osobiście sensu w angażowaniu do czegoś takiego argumentów sentymentalno-legendarnych,choć zapewne i one mogą mieć jakąś-tam , siłę nośną. Najważniejsze są tu jednak myśl racjonalna i oczywista konsekwencja w stosowaniu metod perswazji - pro publico bono.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)