Do spisu polskich mitów należy zaliczyć mit wykreowany jeszcze za pseudo-komuny - zbiorową mądrość narodu. Masy wciąż dają się sobą powodować. Latwo wykreować określone emocje,zachowania,zwłaszcza że gdy pojawia się polityczne zamówienie, jest w czym wybierać ,wybierając aparat wykonawczy. Niestety, internet także temu służy. To on ostatnimi dniami stał się gigantyczną wylęgarnią absurdów wszelkiej maści,tu powstaje też chemia społecznych reakcji. Czy blogerzy wraz z zapleczem internetu, są tą opisywaną i opowiadaną, piątą władzą - w Polsce ? Jeśli tak,to za władzą kroczy odpowiedzialność. Za co odpowiadają internauci, tworząc na obraz własnych wizji i fantazji, inte-rzeczywistość ? Bo przecież łatwo zauważyć, że nie odpowiadają za nic - nawet za swoją ortografię i gramatykę. O frazeologii nie wspominając. Kto więc odpowiada za kreację realnego państwa - czyż ciągle nie banki i ponadnarodowe koroporacje biznesu ? To , że Kościół katolicki zalicza się do takich korporacji - jest więc także faktem.
Wydarzenia na kanwie tragedii i traumy ,stały się; wszyscy w jakiejś mierze,byliśmy lub nadal jesteśmy uczestnikami i wszyscy w zależności od tego, na co nas intlelektualnie stać, musimy odpowiedzieć na pytanie : na ile summa doświadczeń tych trzech tygodni, zmieniła nas, nasze postrzeganie świata i rozumienie procesów,jakich w makroskali, byliśmy uczestnikami. Co tak doprawdy się stało. ? Pewien kardynał wyszedł z obszernego cienia swojego zmarłego patrona; to on,a nie sam pogrzeb, przejdzie do historii. I nic tu do rzeczy ma jakaś desakralizacja, mitologia i potencjalne triumfy zza grobu.. Niech więc tą mitologią nadal zajmują się mitomani;ocenę zostawmy następcom, gdy opadną emocje.
Jakiś Markowski ,w poważnym piśmie, jakim jest GAZETA KRAKOWSKA, wyznał, że to jemu i jakimś ludziom z cienia, zawdzięcza Polska ten wawelski pogrzeb. To jest zbyt poważne pismo, aby gadało z mitomanem i konfabulantem, a jednak... Ktoś inny napisał, że za kardynalską decyzją kryją się osoby z najbliższego otoczenia kardynała; kardynalny błąd,jeśl to chociaż cień prawdy. Kto może mieć z podwładnych taki wpływ na pryncypała, aby zmienić jego , niechętne. początkowo podobno, nastawienie ? OPUS DEI ?
Co się stało ? Stał się okropny wypadek, katastrofa,od odpowiedzialności za którą, wszyscy odpowiedzialni, umywają ręce,wierząc, prawdopodobnie słusznie, że w gąszczu ćwierćprawd, niedomówień, pomówień, w sosie polsko-niepolskich diabolizmów,rzecz się rozmyje i pozostanie tylko żmudna robota dla historyków.
Co jeszcze się stało ? Nic. Polska przecież nie przewróciła się, ku zdumieniu wielu, nie uległa anarchii, urzędy i instytucje odpowiedzialne, nie zamarły , nie uległy atrofii, złotówka nie spadła w rynsztok plajty ,służby działały wystarczająco skutecznie, by zapewnić obywatelom i spektatorom poczucie zupełnego bezpieczeństwa. Prezydentowi Gruzji tysiące złożyły hołd dziękczynny, premierowi Maroka, który przyleciał awionetką - już nie. "Wszyscy jesteśmy Polakami " - powiedział w amerykańskim Kongresie pewien nygus i poszedł na golfa.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)