Pan redaktor Piotr Cywiński ("Wprost"),uprzejmy był użalić się nad złym losem Polaków w Niemczech. Powiada i słusznie, że ponadmilionowa z hakiem polska diaspora, nijak ma się do własnych, oczywistych aspiracji. Wspomniany jest nazistowski dekret, z 1940 roku, odbierający naszym prawa mniejszości. Dekret do tej pory nie uwalony do kosza. A mniejszość niemiecka w Polsce, z oczywistych i należnych jej praw - korzysta, z wyrażną dla siebie korzyścią. I dalej za Cywińskim : koszty nauczania języka języka niemieckiego w obrębie naszej grupy, to suma 15 mln euro,a Niemców wg. statystyk, mamy w zwartej grupie ok. 180 tys ludzi, zaś koszta edukacji ekwiwalentnej w Niemczech na rzecz naszych ( ponad 1,5 mln osób) , to 1,5 mln euro. Znaczy - dysproporcja i krzywda, niewymagająca komentarza. Porozumień co do słusznych wymagań Polonii, z tamecznym rządem nie ma i się nie zanosi. Cywiński nie wspomina co prawda, że winne są nie tylko Niemce, ale i nasza spójność, wzajemna solidarność i sztama, ale to szczegól, drobiazg. Wszystkim wiadomo przecież, że jedynym spoiwem Polaków w Lechistanie i na wychodżctwie jest tylko prosta , wymowna opcja : niechęć, wrogość, rozłamy i niekończące się kłótnie. Red. Cywiński zabiera głos w słusznej sprawie, podobnie jak ja niecałe dwa lata wstecz, w sprawie mniejszości serbołużyckiej. Do dziś nie wiem ,ja się ma DOMOWINA , serbołużyckie domy ludowe ;ile zostało szkół,czy choćby jedna. Kierując siły i środki na Wschód, państwo nasze darowało sobie obowiązek opieki nad naszymi łużyckim braćmi, najbliższymi nam wszystkim, podobnie jak Kaszubskie plemię. Co wiemy o Serbołużyczanach ? Ano, że najlepszą musztardę w całej Germanii , u nich robią.
Wracając do meritum : co sugeruje nasz publicysta ? Powiada, że jeśli na porozumienie międzypaństwowe w spr. polskiej diaspory w Niemczech nie ma co liczyć, to trzeba byka wziąć za rogi, na miejscu i w świetle reflektorów, powołać tam polskie stronnictwo polityczne, jako reprezentację wobec Berlina. Ja jestem za ! W końcu mieszkam 150 km od granicy,a lotem ptaka - jeszcze bliżej.
I słowo chyba staje się ciałem. Adwokat berliński, pan Stefan Hambura, na początek marca, do Berlina zjazd założycielski, takiego politycznego gremium zwołał. Stronnictwu polskiemu w Niemczech dobrze byłoby przybrać nazwę konweniującą z dobrosąsiedzką pychą i fobią, tak,aby rejestracji odmówić byłoby trudno. Czyli taką nazwę, od której niemieckie czapki same pospadają z niemieckich głów. Tutaj, publicznie oddaję pomysł nowatorski i prawa wszelkie do niego.
Niechaj stronnictwo nosi tedy bezdyskusyjne miano :
POLSKA PARTIA NIEMIECKA.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)