Włoska Izba Deputowanych szuka w Europie poparcia dla pomysłu uhonorowania Julii Tymoszenko, Pokojową Nagrodą Nobla. Julii, cieszącej się ostatnio estymą u nowostarego prezydenta Rosji, tego samego, który jeszcze kilka lat temu, chciał ją wsadzić do solidnej kozy. Za co ? Za przekręty paliwowe i niejasne machinacje. Niechaj więc Włosi szukają poparcia u pana Władymira. Zapewne je znajdą, bo nie od dziś wiadomo, że on szczery demokrata jest.
Z resztą, równie dobrze, mogliby wystawić pana Sylwiusza Berlusconiego; opinia publiczna mogła podziwiać jego zaangażowanie w walkę o pokój, na przykładzie całowania w rękę Kadafiego, którego nieco póżniej, walcząc o pokój, kazał bombardować.
Ustawienie Julii Tymoszenko w jednym szeregu z Dalajlamą XIV, biskupem Tutu, birmańską, wieloletnią więżniarką sumienia, może - i powinno budzić niepokój. Poseł Kłopotek (PSL), skwitował pomysł krótko : " Co ma piernik do wiatraka?" , ale Leszek Miller,też znany bojownik , jest raczej za, twierdząc, że jeśli pokojowego Nobla mógł dostać Obama, więc może i Julia. Warto przypomnieć, że obecny prezydent USA , nagrodę dostał za nic i to ryczałtem.
Ja uważam, że jeśli kryteriami przyznawania Premii, są zasługi arcymerytorycznie absurdalne, to na pokojowego Nobla zasługuje też Helmut Khol. Przecież to on uwalił eurokomunę, nie żadni- tam Polacy.
W Opatrzności nadzieja, że komitet w Oslo, chociaż raz okaże się odporny na manipulacje.
( żródło - WP )


Komentarze
Pokaż komentarze (6)