Podążając echem rozmyślań pięknej pani - Katarzyny Guczalskiej, tak mocno skrytykowanej tu parę dni temu za danie wyrazu i jej osobistą ekspresję, generalnie zgadzam się z tymi głosy, które uważają, że Kościół katolicki wymaga działań reformatorskich. Pytanie tylko, o czym mówimy : o w miarę delikatnym retuszu, czy o powtórnym przyjściu Marcina Lutra; tym razem w mitrze, w mury Watykanu. Bo ja i tak nie o tym. Nawet nie o tym, że wolno kwestionować prawo kogoś do wypowiedzi tylko dlatego, że ktoś jest filozofem - heglistką. Byłoby inaczej, jeśli by była feuerbasistką ? Hm. Więc także nie o tym, jak miło i sympatycznie ucieszył się na spotkanie z panią bloger Sowiniec i jak ją potem bez werwy i przekonania bronił.
Ponieważ ja pomijam cały ten zgiełk, w który jakimś dopustem złego, wmieszała się Gazwyb. Pani, podobnie jak kilka milionów osób, mogła i wykorzystała prawo do upublicznienia swoich poglądów - sprawa na razie zamknięta.
Ojciec Gabriele Amroth już jakiś czas temu oświadczył, że diabeł, demon, zły - buszuje w Watykanie, a między naczelnymi purpuratami Stolicy Piotrowej są ludzi nikczemnej wiary i takiegoż autoramentu. Być może - skrzywienie zawodowe. Wiemy też o dwóch zwalczających się stronnictwach, o rzekomo porażającej treści raportu, jaki zlecił papież niezależnemu od Kurii Rzymskiej gronu, zaraz po aferze ze złodziejskim kamerdynerem. Jednak ja także nie o tym. Oraz nie o tym, że obecny papież jest najstarszym namiestnkiem Chrystusa, od ponad stu lat.
Decyzja człowieka w podeszłym wieku, który zobaczył i doznał być może - przede wszystkim- zrozumiał tryby machiny watykańskiej, może zaskakiwać, aliści wcale nie musi. Powiadają ci , którzy są ( jak sami twierdzą ) w kursie dzieła, iż rezygnacja przygotowywana była bardzo starannie, konsektwentnie i w UKRYCIU, nieledwie w konspiracji. Że jej wyznacznikiem były nominacje wielu nowych kardynałów, którzy mają podobno ponieść sztandar odnowy, sztandar wiary na nowe czasy. Tej samej wiary, tego samego kanonu, w niczym niezmienionej doktryny. Jeśli coś zmieni się z duchem czasów, to raczej - tak sądzę - w materii tradycji, dotąd praktycznie równoważnej doktrynie ewangelicznej. To się zobaczy. Jest możliwe, że papież, człek niepowszedniej inteligencji, powziął swe postanowienie, jak mistrz szachownicy, planując strategię - kilka ruchów do przodu.
Dla Kościoła, łodzi Piotrowej, czas biegnie leniwie, a dzieło liczone jest na setki lat, ale dla pojedyńczej osoby, tak wysoko wyniesionej, już nie. Więc tempus fugit ?
Warto , w wolnej chwili, poczytać co na temat dogmatu o nieomylności papieży, do powiedzenia ma Bractwo Świętego Piusa X, na swojej stronie. Treść łopatologiczna w formie, napisana językiem adresowanym do bożych prostaczków, wiele jednak wyjaśnia. Z wyjątkiem jednego : z jakiego powodu, spiskiem i intrygą, uchwalono ten dogmat w 1870 roku. Byłaż to reakcja na wiek pary, elektryczności , filozofii komunistycznej i emancypacji społeczeństw ? Ja nie wiem, mnie przy tym nie było.Był jednak przed Piusem X szereg biskupów Rzymu, którzy błądzili, grzeszyli, popełniali rzeczy z wszechmiar naganne. Im, prawem sukcesji Piotrowej, także przyznano moc dogmatyczną. Nawet, gdy byli herezjarchami, jak Jan XXII, jak stulecia wcześniej - wyznawcy poglądów biskupa Ariusza.
Powiadają znawcy tematu, że nie wszystkie decyzje papieskie, obwarowane są mocą dogmatu o nieomylności. Należy więc zapytać, czy decyzja - o rezygnacji, nie ABDYKACJI - ogłoszona wprost z tronu, spisana po łacinie, wygłoszona w przytomności Konsystorza, była z litery i ducha dogmatyczną, czy nie.
Albowiem jeśli była, to wszystkie głosy książąt Kościoła, krytykujące ją, są nieważne i naganne, jak opinia ks. kardynała Dziwisza, że z krzyża się nie schodzi. Bo to zalatuje herezją, księże kardynale Stanisławie.
( Zezwalam na wykorzystanie tego felietonu przez Radio Wisła, Seattle. )


Komentarze
Pokaż komentarze (4)