Oczywiście, historia wciąż pamięta owe potworne wypadki, gdy wędrowne hordy, wygłodniałe niczym szarańcza, kierowane przez gromadę zuchwałych i zdeterminowanych łotrów, napadały na syte , pewne potęgi swoich murów, przebogate miasta, obracając je w perzynę, żyzne pola czyniąc ugorami i szły dalej. Cofając przydrożne cywilizacje o setki lat w rozwoju. Jak to było ze starą Rusią, gdy Mongołowie pokonali jej baszty i bramy. Jak to było z Rzymem, chociaż odrodzonym .
Dziś, w przededniu Świąt pytamy, czy to świat stanął na krawędzi wielkiej wojny, czy to tylko wygłodniała Korea Północna, znalazła się na krawędzi całkowitej śmieszności. Różnica w sile technologii jest na korzyść potencjalnych ofiar napaści, a syty - po szkodach mądry, zaskoczyć się nie da. Czeka tamten kraj los Iraku ? Zaliż pozwolą Chiny ? I co dalej ?
Ps : Dobrych życzeń świątecznych nigdy dość, toteż składałem je Wespółsiostrom i Współbraciom niedoli naszej Salonowej, już o 8.50 rano.
SURSUM CORDA !



Komentarze
Pokaż komentarze (1)